Amerykański ETF wchodzi do Polski

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-11-30 07:12

Szósta w USA pod względem wielkości firma zarządzająca funduszami typu ETF wchodzi na warszawską giełdę. W kolejce stoją już kolejni chętni.

Polska rzadko trafia na czołówki zagranicznych portali o tematyce inwestycyjnej. W ostatnich dniach to się jednak zmieniło dzięki nowemu funduszowi Poland ETF. To pierwszy tego typu wehikuł, dzięki któremu amerykańscy inwestorzy będą mieli łatwiejszy i — co równie ważne — tańszy dostęp do naszego rynku.

Portfel i notowania Poland ETF odzwierciedlają bazowy indeks, złożony z akcji 25 spółek. Wśród nich jest 19 firm z WIG20 (nie ma tylko CEZ), a także pięć innych polskich firm i portugalski rodzynek — Jeronimo Martins, właściciel sieci Biedronka. Fundusz jest zarządzany przez mającą ponad 50-letnią tradycję firmę Van Eck Global. Jej aktywa sięgają 10 mld USD, co na koniec października dawało szóste miejsce w zestawieniu największych firm zarządzających ETF-ami w USA. Wartość polskiego portfela to na razie tylko 2,5 mln USD. Mało, bo np. brazylijski fundusz Van Ecka startował w maju z pułapu 300 mln USD, ale Poland ETF ruszył niedawno, a tytuły uczestnictwa w funduszu po raz pierwszy notowane były na giełdzie NYSE Arca w minioną środę. Wyceniano je z niewielką premią w stosunku do wartości aktywów netto (25 USD na jednostkę).

Poland ETF ma pasywną politykę inwestycyjną, co w praktyce oznacza, że dopóki dany walor nie zostanie usunięty z benchmarku (jest nim Market Vectors Poland Index), to nawet jeśli dana spółka popadnie w kłopoty finansowe, niekoniecznie fundusz natychmiast pozbędzie się jej z portfela. Spółki, w które inwestuje Van Eck, muszą spełniać dość wyśrubowane jak na polskie warunki kryteria. I choć w założeniach Poland ETF ma inwestować w spółki o niskiej i średniej kapitalizacji (tzw. small i mid caps), to de facto w portfelu są papiery firm o kapitalizacji, która w polskich warunkach czyni je mocnymi średniakami lub blue chipami. Próg wartości rynkowej, który musi przekroczyć spółka, by znaleźć się w kręgu zainteresowania funduszu, to 150 mln USD, a więc blisko 420 mln zł. Jej akcje muszą być też odpowiednio płynne: trzymiesięczna średnia obrotów musi wynosić przynajmniej 1 mld USD dziennie, a miesięczny wolumen nie może być niższy niż 250 tys. sztuk. Ponadto spółka powinna osiągać przynajmniej 50 proc. dochodów w Polsce (stąd w portfelu właściciel sieci Biedronka). Wreszcie — żaden walor nie może mieć większej wagi w portfelu niż 10 proc. Limitów na poszczególne sektory nie ma, dlatego w aż 40 proc. zachowanie Poland ETF zależeć będzie od notowań rodzimych banków.

Przedstawiciele funduszu Van Ecka nie mogą się nachwalić Polski i podkreślają, że to 18. największa gospodarka na świecie, z rosnącymi wydatkami konsumpcyjnymi, stałym dopływem inwestycji zagranicznych i zdrową polityką gospodarczą. Zwracają też uwagę, że na tle innych krajów regionu nasza gospodarka relatywnie mniej uzależniona jest od eksportu. Tym — według specjalistów funduszu — można tłumaczyć to, że Polska tak stosunkowo dobrze poradziła sobie z ogólnoświatowym kryzysem. Doceniono także pozycję warszawskiej GPW. Jako najważniejsze wyzwania uznano natomiast kontrolę długu publicznego, zniesienie kolejnych barier dla przedsiębiorców, reformę służby zdrowia i systemu emerytalnego oraz budowę infrastruktury.

Na typowo polski ETF trzeba było długo czekać. Branżowy portal ETFdb.com we wrześniu umieścił tego typu fundusz wśród dziesięciu, które powinny istnieć, ale jeszcze ich nie wymyślono. W uzasadnieniu podawano, że nasz kraj jest przykładem udanego przejścia od gospodarki centralnie planowanej do wolnorynkowej, dzięki m.in. zdecydowanym reformom wprowadzonym po upadku komunizmu. Eksponowano też duży udział sektora rolniczego, dzięki któremu Polska mogłaby się stać głównym dostawcą żywności dla Unii Europejskiej. Na pierwszy ruch ze strony Van Eck Global nie trzeba było długo czekać, a w kolejce już ustawił się Global X Funds, który zapowiedział stworzenie 13 nowych ETF, w tym jednego dla Polski.