Wakacyjna przerwa w posiedzeniach Sejmu w sierpniu – a także w Senacie z pewnym przesunięciem czasowym – absolutnie nie oznacza letniego zamrożenia w Polsce gorączki politycznej. Sierpień to przecież miesiąc kilku bardzo symbolicznych rocznic historycznych – 1, 15, 31 sierpnia. Notabene we współczesnym kontekście odżyła także kultowa w II Rzeczypospolitej data 6 sierpnia, to już nie tylko 112. rocznica wymarszu Pierwszej Kadrowej z krakowskich Oleandrów. Z powodu przesunięcia kalendarza wyborczego po katastrofie smoleńskiej od 2010 r. właśnie 6 sierpnia co pięć lat składali przysięgę kolejni prezydenci RP – Bronisław Komorowski, dwa razy Andrzej Duda oraz rok temu Karol Nawrocki. Ciekawie zapowiada się obserwowanie, jak to cztery rywalizujące o głosy partie z prezydenckiej opcji będą z okazji nadchodzącej pierwszej rocznicy umizgiwać się do nieformalnego, ale coraz bardziej realnego przewodnika i kierownika polskiej prawicy.
Przypomnę zaktualizowaną ich listę – Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej oraz bardzo świeży byt Rozwój Plus. To jeszcze nie partia, na razie stowarzyszenie, ale klub o takiej nazwie zarejestrowany został 29 lipca 2026 r. Nie używa skrótu RP – takie nadęcie byłoby jednak przesadą – ale od razu wskoczył na sejmowe podium. Wstąpiło do niego już 41 posłów PiS, zatem największy dotychczas klub tej partii stopniał w części poselskiej ze 187 do 146 mandatów i spadł na drugie miejsce, liderką zaś niespodziewanie dla siebie została KO ze stanem 156.
Pierwszym realnym wystąpieniem politycznym Rozwoju Plus były jego głosowania w piątek, 31 lipca. Przeanalizowałem szczegółowo wyniki wszystkich 67 przeprowadzonych tegoż dnia, aby wychwycić chociażby jedno, w którym mienszewicka grupa Mateusza Morawieckiego odróżniałaby się od bolszewickiej Jarosława Kaczyńskiego. Otóż takowego nie było – za każdym razem oba kluby głosowały identycznie, nie tylko w ważnych merytorycznie starciach z rządzącym konsorcjum 15 października, także wtedy gdy Sejm był jednomyślny, a nawet kilka razy w proceduralnym wspólnym wstrzymywaniu się. Ciekawe, że obie Konfederacje w niektórych przypadkach głosowały nawet zgodnie z ekipą rządzącą, natomiast ostro skłócone personalnie ekipy Kaczyńskiego i Morawieckiego 67 razy na 67 głosowań stanowiły jedność. Pierwszy sprawdzian potwierdził zatem sens zadawania od wielu dni pytania, które nie doczekało się z kręgów PiS logicznej odpowiedzi – jaki merytoryczny sens miało/ma zerwanie przez byłego premiera z najwyższym prezesem, od którego łaski zależała przecież cała jego kariera rządowa, poczynając od pierwszego stanowiska wicepremiera gospodarczego w końcu 2015 r. Jedyną znaną i prawdziwą przyczyną jest namaszczenie przez Jarosława Kaczyńskiego na hipotetycznego przyszłego premiera po wyborczym sukcesie PiS w październiku 2027 r. Przemysława Czarnka, co dla Mateusza Morawieckiego było osobistym szokiem. Notabene w tym wątku pełną zgodność z opinią byłego premiera zachowuje całkiem spora grupa wyborców PiS, nie mówiąc już o przerażonych czarną perspektywą Czarnka zwolenników innych opcji.
Stowarzyszenie Rozwój Plus wystartowało do walki o lepsze jutro podczas zapowiadanego od wielu dni pikniku programowego Rozwój + Wy. Mateusz Morawiecki roztoczył jasne perspektywy przed Polską, uzależnione od uzyskania przez jego nowy byt wpływu na rząd. Strategicznym celem jest oczywiście niedopuszczenie do utrzymania w październiku 2027 r. władzy przez premiera Donalda Tuska, ale przecież identyczny cel stawia przed sobą PiS w dotychczasowym kształcie. Podobnie zresztą, jak obie Konfederacje, przy czym one grają także na radykalne zmniejszenie za rok wpływu na losy kraju całego środowiska PiS, bez względu na jego pęknięcie na grupy bolszewicką i mienszewicką. Z pikniku stowarzyszenia popłynęły jednak odkrywcze prawdy, że Polska musi wkraczać na nowe ścieżki, bo świat, który do tej pory znaliśmy, odchodzi w przeszłość. Dlatego sami musimy wytyczyć drogę we wspaniałą, jasną przyszłość. Do tego trzeba jednak odwagi, bo Polska odnosiła sukces wtedy, kiedy była odważna. Historyk Mateusz Morawiecki postawił śmiałą tezę, że historia nie nagradza tych, którzy kulą uszy po sobie, podporządkowują się innym, pozwalają klepać się po plecach i nie próbują znaleźć dobrej ścieżki rozwoju w dżungli nowych zasad.
Przytoczyłem trochę górnolotnych frazesów, które znajdą się w wyborczej ofercie nowej siły na rynku politycznym. W sumie są one równie abstrakcyjne, co nawet sympatyczne, zaś w stylu zbliżone do frazeologii Donalda Tuska. Na pewno to lepsze, niż hasła preferowane przez twardą część prawej strony sceny politycznej, w tym większościową ekipę PiS. Wypada tylko przypomnieć, że wybory parlamentarne odbędą się dopiero za ponad rok, a nie w październiku 2026 r. Podczas bardzo długiej prekampanii nawet najbardziej szczytne hasła i idee poddane zostaną bezwzględnej próbie odporności i wytrzymałości.

