Wzrost konsumpcji w USA to pojedyncze najważniejsze źródło przegrzania w światowej gospodarce. Każdy region i kraj ma oczywiście swoje problemy, ale na poziomie całego świata potężna stymulacja popytu na towary w największej gospodarce wygenerowała największy impuls inflacyjny. Dlatego gdy najnowsze dane pokazują, że sprzedaż detaliczna w USA w styczniu bardzo mocno wzrosła, można mieć mieszane uczucia. Dobrze, bo jest popyt na towary, a Polska na tym korzysta jako duży dostawca różnych komponentów do towarów konsumpcyjnych. Źle, bo mamy kontynuację zaburzeń w systemie handlowym i przegrzania na poziomie światowej gospodarki.

Na szczęście gdy przyjrzymy się dokładnie danym, zobaczymy, że potężny wzrost sprzedaży w styczniu nie zmienia istotnie łagodnego trendu normalizacji popytu na towary. Pokazuję to na wykresie. Prawdopodobnie od drugiej połowy 2022 r. zaburzenia wynikające z nadmiernego popytu będą już znacznie łagodniejsze niż dziś.
Krótko o samych danych. W styczniu sprzedaż detaliczna wzrosła w USA o 3,8 proc. wobec grudnia, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 2 proc. Częściowo jest to efekt odbicia po słabym grudniu, częściowo rosnących cen (dane są podawane nominalnie, a na wykresie pokazałem je skorygowane o wskaźnik inflacji konsumenckiej). Jak widać na wykresie, sprzedaż jest wciąż dużo powyżej trendu sprzed pandemii. Na poziomie pojedynczej firmy taki dodatkowy popyt można zapewne obsłużyć, ale na poziomie całego systemu gospodarczego - już nie. Dlatego rosną ceny, firmy raportują braki surowców i komponentów, nie ma pracowników. Problemy dotyczą całego świata, ponieważ potrzeby amerykańskiego konsumenta zaspokaja wiele innych krajów - Stany Zjednoczone notują potężny deficyt w handlu towarami, a ich konsumpcja odpowiada za jedną trzecią światowej.
Duże znaczenie dla popytu na towary ma wciąż substytucja między towarami a usługami wynikająca z pandemii. W styczniu przez świat przechodziła duża fala wirusa omikron, która sprawiała, że popyt na usługi związane z kontaktem osobistym i gromadzeniem się ludzi (restauracje, usługi higieniczne, koncerty itp.) był mniejszy, a wydatki przesuwały się w stronę towarów. Dlatego w USA wciąż bardzo duży – w porównaniu z okresem sprzed pandemii – jest popyt na sprzęt wyposażenia domu, czyli m.in. meble. Ludzie więcej czasu spędzają w domu, więc więcej niego inwestują. Inny przejaw wpływu pandemii to bardzo wysoki wzrost sprzedaży internetowej w styczniu.
Kolejnym ciekawym zjawiskiem w danych jest ożywienie sprzedaży samochodów. Zaburzenia dostaw półprzewodników, blokujące dostępność aut, zostały w pewnej mierze zmniejszone. Choć wątpliwe, by był to początek szybkiego ożywienia w tej branży. Wygląda raczej na to, że producentom samochodów udało się stworzyć zapasy półprzewodników i powoli sprzedają auta nagromadzone na placach przy fabrykach. Dostępność tych krytycznych elementów elektronicznych wciąż jest jednak niska.
Patrząc na trend sprzedaży, można dojść do wniosku, że popyt na towary w USA wróci do przedpandemicznego trendu dopiero w połowie 2023 r. Sądzę jednak, że zaburzenia w międzynarodowym systemie produkcji wynikające z tego popytu będą łagodzone dużo wcześniej z dwóch powodów. Przede wszystkim zdolności produkcyjne w przemyśle rosną szybciej niż przed pandemią, więc trend sprzed pandemii nie jest najlepszą miarą zdolności wytwórczych. Ponadto prawdopodobne łagodzenie pandemii powinno wzmóc przesunięcie popytu z towarów w stronę usług. Z tego powodu zakładam, że od drugiej połowy 2022 r. zaburzeń w dostawach międzynarodowych będzie już znacznie mniej niż dziś.