Stworzenie rządu mniejszościowego nie jest dobrym sygnałem dla rynku, bo oznacza brak stabilności. Powołanie na stanowisko ministra skarbu osoby związanej z rynkiem kapitałowym jest dobrym krokiem, jednak istnieją obawy, że szef resortu skarbu nie będzie miał dużej swobody działania - uważają analitycy.
W poniedziałek prezydent Aleksander Kwaśniewski powołał Kazimierza Marcinkiewicza (PiS) na prezesa Rady Ministrów oraz szefów resortów w jego rządzie. Gabinet Marcinkiewicza liczy 17 ministrów. Oprócz polityków Prawa i Sprawiedliwości znaleźli się w nim eksperci nie związani z tą partią.
Zdaniem osób związanych z rynkiem kapitałowym, rząd w obecnym kształcie raczej nie ma szans na przetrwanie do końca kadencji. Niepewność z tym związana może przekładać się na rozwój wydarzeń na warszawskim parkiecie.
"Większość obserwatorów zgadza się, że mniejszościowy rząd wielkiej przyszłości nie ma. Jedyne różnice są w poglądach, kiedy nastąpi zmiana. Ale nikt nie wierzy, że w takiej konfiguracji rząd przetrwa cztery lata. Ponownie staniemy za jakiś czas przed pytaniem o wizję rozwoju gospodarczego" - powiedział PAP w poniedziałek zarządzający TFI PZU Adam Ruciński.
Jego zdaniem, w średnim terminie na giełdzie raczej należy spodziewać się spadków.
Również Sławomir Koźlarek z DM BZ WBK ocenia, że wkrótce na warszawski parkiet wróci niepewność i skłonność do sprzedawania akcji. Dodał, że rynek akcji, po kilku sesjach możliwych zwyżek, jest skazany na spadki.
"Na krótką metę na pewno pozytywnie działa to, że ten rząd w ogóle został powołany - rynek nie lubi niepewności. Lepszy jest jakikolwiek fakt, niż oczekiwanie. Po niedługim czasie powinna jednak przeważyć chłodna analiza, która każe bardzo mocno kwestionować możliwość skutecznego działania tego rządu" - uważa Koźlarek.
Także Mirosław Saj z DM BISE zakłada negatywny scenariusz rozwoju wydarzeń na warszawskiej giełdzie.
"Teraz jeszcze przez kilka sesji, dzięki zagranicznym inwestorom, możliwe są lekkie wzrosty. Ta sytuacja potrwa do momentu, kiedy na biurka inwestorów zagranicznych trafią raporty odnośnie najnowszej sytuacji w Polsce. Z biegiem czasu przyjdzie opamiętanie i inwestorzy zdadzą sobie sprawę z tego, że rząd mniejszościowy to nic dobrego" - powiedział Saj.
"Taki rząd nie jest prężny i głębsze reformy nie wchodzą w rachubę, tym bardziej, że będzie on popierany przez Samoobronę" - dodał.
Eksperci oceniają, że powołanie na stanowisko ministra skarbu osoby związanej z rynkiem kapitałowym jest dobrym krokiem, jednak obawiają się, że nowy szef resortu pod skrzydłami PiS nie będzie miał okazji prowadzić w miarę niezależnej polityki prywatyzacyjnej.
Ministrem skarbu został prawnik zajmujący się rynkiem kapitałowym, były członek Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, Andrzej Mikosz. W poniedziałek po wejściu do gmachu resortu skarbu powiedział dziennikarzom, że jest od prywatyzacji, a nie od wstrzymywania prywatyzacji.
Maciej Bobrowski z Beskidzkiego Domu Maklerskiego ocenia, że Mikosz nie jest związany politycznie ani z PiS-em, ani z Platformą Obywatelską i rynek powinien przyjąć kandydaturę osoby związanej z rynkiem kapitałowym raczej korzystnie.
Również Ruciński jako plus wskazuje fakt powiązania Mikosza z rynkiem kapitałowym. "Przynajmniej jeśli będzie miał zielone światło co do prywatyzacji, to będzie wiedział jak ją przeprowadzić" - powiedział Ruciński.
Rynek zastanawia się jednak, na ile skuteczny może być nowy minister. "Nie mam obaw w stosunku do tej osoby, mam nawet pewne nadzieje, jednak minister skarbu ma nad sobą politykę. To jest ograniczenie" - powiedział Ruciński.
"Polityka jest polityką i nie spodziewam się, że Mikosz będzie miał dużą swobodę. Mam nadzieję, że będą wysłuchiwane jego opinie. Natomiast nie oczekuję rewolucji i myślę, że wszystko będzie jednak szło po linii PiS" - dodał.
Również Koźlarek stawia pytanie, na ile nowy szef resortu skarbu będzie w swoich decyzjach suwerenny. "Pozostaje jeszcze premier, a za premierem Jarosław Kaczyński" - zaznacza.
Koźlarek ocenia, że gdyby jednak Mikoszowi udało się podtrzymać tempo prywatyzacji prowadzonej przez Jacka Sochę, ministra skarbu w rządzie Marka Belki, byłby to niewątpliwie dobry sygnał dla rynku.