Analitycy oceniają też to, co posiadają

Kamil Kosiński
opublikowano: 26-09-2018, 22:00

Wydający rekomendację akcji mieć nie powinien, choć w praktyce bywa z tym różnie. Inny personel brokerów też obowiązują restrykcje, choć zazwyczaj słabsze

19 września analityk z Domu Maklerskiego Banku Handlowego wydał rekomendację „kupuj” dla akcji spółki MOL. Cenę docelową oszacował na ponad 10 proc. więcej, niż wynosił kurs z dnia poprzedniego.

W zastrzeżeniach pod raportem podano, że autor raportu posiada walory węgierskiego koncernu. W październiku 2014 r. Marcin Stebakow, ówcześnie analityk Domu Maklerskiego BPS, wydał zalecenie „kupuj” dla spółki Briju. Przy cenie rynkowej 12,70 zł jedną akcję wycenił na 19,90 zł. W dokumencie znajdowało się zastrzeżenie, że na dzień wydania rekomendacji posiadał akcje Briju. Potem wydawał kolejne rekomendacje „kupuj” podnosząc cenę do 37,80 zł (grudzień 2016 r.). W zastrzeżeniach prawnych znajdujących się na końcu rekomendacji z 2015 i 2016 r. jest jednak wyraźnie napisane, że akcji już nie posiadał.

— Nie umiem wyjaśnić, dlaczego informacja o posiadaniu przeze mnie akcji nie była uwzględniona w kolejnych rekomendacjach. Prawdopodobnie wkradł się tam błąd edytorski. Po raporcie inicjującym nie wykonałem żadnej transakcji przeciwstawnej rekomendacjom, a akcje sprzedałem niedawno, ze stratą — zapewnia Marcin Stebakow.

Listy jawne i niejawne

Kwestia inwestycji na własny rachunek pracowników domów maklerskich jest dla tej branży niewygodna.

— Jako firma inwestycyjna mamy wewnętrzne lokalne i grupowe proceduryw zakresie handlu pracowników na własny rachunek, ale nie możemy ujawniać ich szczegółów. Są one na tyle szczegółowe, że wkraczają w sferę tajemnicy przedsiębiorstwa — ucina temat Piotr Prażmo, członek zarządu Erste Securities Polska.

Nie tylko on podchodzi do sprawy w ten sposób. Nieoficjalnie przedstawiciele sektora są bardziej otwarci. Z zebranych przez nas informacji wynika, że co do zasady analitycy nie powinni inwestować w akcje spółek, dla których wydają rekomendacje. Problem pojawia się wtedy, gdy nabyli akcje wcześniej. Tak swój przypadek tłumaczy Marcin Stebakow, a przypadek analityka z Banku Handlowego wyjaśnia pracodawca.

— Analityk nie może nabywać akcji spółki, którą pokrywa, jednak może mieć je w portfelu, jeśli nabycie nastąpiło wcześniej, a posiadanie aktywa nie ma żadnego znaczenia dla ceny akcji — informuje Dorota Szostek-Rustecka, dyrektor biura prasowego Banku Handlowego w Warszawie.

— Znam przypadek, że ktoś zainwestował przed powstaniem listy restrykcyjnej i potem przez trzy lata nie mógł sprzedać akcji — dodaje wiceszef jednego z domów maklerskich, swego czasu pracownik jednego z międzynarodowych potentatów.

Lista restrykcyjna to spis spółek, w które pracownicy domów maklerskich nie mogą inwestować. Analitycy co do zasady nie mogą kupować papierów emitowanych przez firmy, którymi zajmują się sami i którymi zajmują się inni analitycy danej instytucji. W przypadku firm międzynarodowych pojęcie to bywa lokalizowane. Obowiązuje zakaz nabywania akcji spółek, którymi zajmuje się warszawski zespół. Nie ma jednak problemu z operacjami na akcjach polskich spółek, jeśli rekomendacje dla nich wydaje analityk np. z Londynu. Rozumowanie jest mniej więcej takie: ludzie siedzący w jednym pokoju mogą dzielić się przemyśleniami, więc ich koledzy mogą poznać wnioski płynące z rekomendacji przed jej publikacją. Na dystans jest to trudne. Lista restrykcyjna obejmująca analityków jest najdłuższa. Nie jest to jednak jedyna grupa pracowników domów maklerskich.

— Między analitykami i innymi działami nie ma przepływu informacji. Inni pracownicy poznają rekomendacje wtedy, gdy poznają je klienci — zapewnia przedstawiciel bankowego brokera.

— Maklerzy mogą handlować na własny rachunek. Nawet nie mam nic przeciwko temu, bo wszystko jest w systemie. A jak handlują, to nawet lepiej, bo głębiej wchodzą w daną spółkę — mówi wiceszef jednego z brokerów.

— Taką teorię słyszałem w latach 90. Potem pojawiły się inne — nie kryje dezaprobaty osoba z wieloletnim doświadczeniem w branży.

W praktyce list restrykcyjnych jest kilka — dla różnych grup zatrudnionych są różne.

— Analitycy mają swoją. Koledzy zajmujący się IPO swoją. Jeśli szykujemy emisję, to cały departament rynku pierwotnego traci możliwość dokonywania operacji na akcjach takiej spółki — tłumaczy Adam Jaroszewicz, dyrektor domu maklerskiego mBanku.

To powoduje, że listy restrykcyjne dynamicznie się zmieniają.

— Jak tylko podpisywaliśmy z jakąś spółką dokument o przekazywaniu informacji poufnych, to trafiała na taką listę — mówi osoba, która zajmowała stanowisko kierownicze w jednym z domów maklerskich, obecnie poza branżą.

Kryteria wpisywania spółek na listy restrykcyjne są płynne, zależą od instytucji. Dlatego poza listami restrykcyjnymi potrafią istnieć listy obserwacyjne, nie podawane do wiadomości pracowników. Mogą więc oni bez ograniczeń handlować tymi papierami. Działy kontroli wewnętrznej monitorują jednak, czy na rachunkach nie dochodzi do podejrzanych ruchów.

— W wyjątkowych przypadkach, za zgodą zarządu można mieć rachunek maklerski poza miejscem zatrudnienia. Dzieje się tak np. wtedy, gdy ktoś zmienił pracę. Wtedy trzeba jednak co kilka miesięcy przedstawiać wyciągi, a na każdą transakcję mieć wcześniejszą zgodę przełożonych — opowiada jeden z naszych informatorów.

Ze względów kontrolnych, zasadą jest jednak, że pracownik domu maklerskiego nie może mieć rachunku w innej instytucji. Pracodawca nie ma jednak w praktyce narzędzi, by to sprawdzić. Należy więc podkreślić, że ujawnienie stanu posiadania przez analityków jest wyrazem ich uczciwości.

— Jak ktoś chce oszukać, to i tak oszuka — przyznaje były szef jednego z domów maklerskich.

Na dłużej i po godzinach

Sama lista restrykcyjna to jednak nie wszystko. Wykorzystywaniu pozycji zawodowej dla własnych celów mają zapobiegać też inne regulacje. Pracowników obowiązują np. minimalne, kilkutygodniowe okresy, na jakie można kupować akcje na własny rachunek.

— Po to, by uniknąć korzystania z trendu wykreowanego przez duże zlecenie klienta — mówi jeden z naszych rozmówców.

Innym sposobem zabezpieczenia się przed wykorzystywaniem informacji poufnych jest zakaz składania i modyfikacji zleceń w godzinach pracy.

— Pracownicy muszą więc złożyć zlecenie z limitem ceny, które następnego dnia zostanie zrealizowane albo nie — mówi szef jednego z biur maklerskich.

Z naszych informacji wynika, że w grupie Santander obowiązuje ograniczenie liczby transakcji, jaką można przeprowadzić w pewnym czasie. Nie udało nam się jednak dowiedzieć, czy mechanizm ten został przeszczepiony do Polski po przejęciu Banku Zachodniego WBK.

— Podstawowe ograniczenia — np. zakaz spekulacji, szczególne zasady dotyczące transakcji na instrumentach grupy Santander — dotyczą wszystkich pracowników. Natomiast pracownicy mający, lub mogący mieć, bieżący dostęp do informacji poufnych lub informacji wrażliwych — np. analitycy, maklerzy realizujący transakcje klientów, animatorzy — objęci są dodatkowymi ograniczeniami — informuje Mariusz Zawieja, dyrektor biura wsparcia i kontroli biura maklerskiego Santander Bank Polska. © Ⓟ

Wykorzystywaniu pozycji zawodowej dla własnych celów mają zapobiegać też inne regulacje. Pracowników obowiązują np. minimalne, kilkutygodniowe okresy, na jakie można kupować akcje na własny rachunek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Analitycy oceniają też to, co posiadają