Komponent krajowy w rolnictwie łaknie wody

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-07-17 18:15

Całościowe bezpieczeństwo kraju to nie tylko dominujący w publicznym przekazie wątek stricte militarny, lecz stabilne warunki rozwoju gospodarki.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rzucona przez premiera Donalda Tuska na rynek gospodarczo-polityczny dyrektywa zwiększania komponentu krajowego szybko awansowała do czołówki haseł nośnych propagandowo, oczywiście już w perspektywie przyszłorocznych wyborów. Przy czym dziwi zapisanie czysto narodowej idei z cudzoziemska, jako local content, chociaż oczywiście w tej wersji znacznie łatwiej upowszechniać ją i tłumaczyć w Unii Europejskiej. To ważna okoliczność, albowiem komponent z definicji polski nie może przecież wysadzać w powietrze kanonów wspólnotowych i reguł jednolitego rynku unijnego.

W przyjętym przez rząd tzw. kodeksie dobrych praktyk local content wyodrębniono sześć kryteriów. Spełnianie ich łącznie jest konieczne dla uznawania firmy za rzeczywiście krajową. Udziały procentowe ustalono następująco: 25 – siedziba główna rzeczywistego beneficjenta znajduje się w Polsce; 25 – główny przedmiot działalności wykonywany jest na terytorium Polski; 15 – rezydencja podatkowa znajduje się w Polsce; 15 – zatrudnienie, połowa pracowników to obywatele Polski lub stali mieszkańcy płacący u nas podatki i składki; 10 – firma przez minimum trzy lata ma siedzibę i prowadzi nieprzerwaną działalność w Polsce; 10 – ponad połowę rocznych obrotów generuje w Polsce. Takie zdefiniowanie dobrych praktyk oznacza odejście od kryterium najniższej ceny w zamówieniach publicznych na rzecz inwestycji, które realnie zostawiają kapitał w krajowej gospodarce, wzmacniając jej łańcuchy dostaw. Koniecznie trzeba jednak pamiętać, że rządowy dokument nie stanowi powszechnie obowiązującego prawa i nie nakłada formalnych obowiązków, ma charakter jedynie intencyjno-rekomendacyjny – zatem nazywanie go kodeksem to jednak nadużycie.

Local content szybko stał się naturalnym tematem dużych debat biznesowo-społeczno-politycznych. Merytoryczne panele odbyły się w maju podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach oraz Polskiego Kongresu Gospodarczego w Warszawie, rzecz jasna znajdą się także w agendzie wrześniowego Forum Ekonomicznego w Karpaczu. O komponencie krajowym dyskutowali również uczestnicy kameralnego Forum Bezpieczeństwa Polski na Uniwersytecie Warszawskim. Jego ideą było przypomnienie oczywistości, że całościowe bezpieczeństwo kraju to przecież nie tylko dominujący w publicznym przekazie wątek stricte militarny, lecz również zdolność do zapewnienia gospodarce ciągłego dostępu do strategicznych surowców, budowanie silnego zaplecza przemysłowego oraz zagwarantowanie Polakom bezpieczeństwa żywnościowego.

Zwłaszcza ten ostatni wątek gwałtownie zyskuje coraz większą aktualność. W zapomnianej już epoce PRL idea samowystarczalności żywnościowej była nieosiągalna w niewydolnej gospodarce planowej, która faktycznie stała się gospodarką wiecznych niedoborów. Od przełomu ustrojowego z 1989 r. odtwarzanie reguł rynkowych bodaj najszybciej postępowało w Polsce właśnie w sektorze rolnym i żywnościowym. Niestety, systematycznie pogarszające się obecnie warunki klimatyczne całkiem realnie zaczynają zagrażać nie tylko eksportowi we wspomnianych branżach, lecz generalnie komfortowi naszego bezpieczeństwa żywnościowego na rynku krajowym.

Włączanie local content do polityki zakupowej państwa oznacza przechodzenie z modelu kupowania najtańszego do najrozsądniejszego. W rolnictwie zaś komponent krajowy najłatwiej budować poprzez maksymalne wykorzystywanie lokalnych surowców, usług i pracy w produkcji żywności. Przekłada się to na rozwój krótkich łańcuchów dostaw, dzięki którym wytwory gospodarstw trafiają bezpośrednio do konsumentów lub lokalnych sklepów. Omijanie pośredników pozwala rolnikom zatrzymać większą marżę, zaś krótsza droga od pola do stołu zapewnia wyższą świeżość produktów i mniejsze ryzyko przerw w dostawach.

Jednym z głównych wątków panelu podczas uniwersyteckiego forum był dostęp gospodarstw do wody. Postępujące zmiany klimatu i generalne nieprzygotowanie Polski na ich skutki uznane zostały za podstawowe zagrożenia dla bezpieczeństwa żywnościowego. Bez stabilnego dostępu do wody nasze rolnictwo – niezależnie od tego, czy mowa o produkcji roślinnej, czy zwierzęcej – po prostu nie będzie miało możliwości funkcjonowania. To strategiczne wyzwanie numer jeden dla każdego rządu, które musi zostać oderwane od bieżących sporów polityczno-decyzyjnych.

Konieczna, lecz doraźna pomoc po kolejnej suszy czy powodzi nie może zastępować działań zapobiegawczych. Potrzebne są wieloletnie inwestycje w retencję, systemy nawadniania oraz rozwiązania wykorzystujące pogodowe dane satelitarne. Swoją drogą ciekawe, jak te niezwykle ważne wątki zostaną nagłośnione w kampanii wyborczej, a później oczywiście znajdą się w realnych decyzjach rządowych.