Wszystko wskazuje na to, że środowe zawieszenie czterech członków zarządu Polkomtelu to jedynie zarzewie głębokiego konfliktu między polskimi a zagranicznymi udziałowcami spółki. Analitycy ostrzegają przed konsekwencjami takiego scenariusza.
Środowa decyzja RN Polkomtelu, która głosami polskich udziałowców (a wbrew duńskiemu TDC i brytyjskiemu Vodafone) zawiesiła w obowiązkach 4 z 7 członków zarządu spółki, wzbudziła duże kontrowersje wśród analityków branży telekomunikacyjnej.
— Obawiamy się, że czasowe wyeliminowanie wpływu zagranicznych udziałowców na zarządzanie Polkomtelem osłabi pozycję konkurencyjną spółki w sytuacji, kiedy nasz rynek telefonii komórkowej znajduje się w fazie intensywnego wzrostu, a udziały rynkowe są wciąż płynne — napisali w komentarzu analitycy DM BZ WBK.
Przypomnijmy, że KGHM Polska Miedź, PKN Orlen oraz PSE zawiesiły czterech członków zarządu, łącznie z prezesem Markiem Mroczkowskim. Do pełnienia jego funkcji oddelegowano Andrzeja Szczepka, wiceprezesa KGHM ds. finansowych. Oficjalnie zmiany PSE, KGHM i PKN Orlen argumentowały tym, że dla jednorazowego zysku (w 2001 r. operator zarobił prawie 600 mln zł netto) władze firmy zaprzestały inwestycji.
Nieoficjalnie ze strony polskich akcjonariuszy zaczęły napływać nawet sugestie jakoby wynik za 2001 r. został osiągnięty w sposób sztuczny (poprzez operacje księgowe), a redukcja kosztów miała na początku 2002 r. spowodować zahamowanie przyrostu abonentów.
— Zawsze istnieje możliwość „robienia” wyniku, jednak w przypadku Polkomtelu są to czyste spekulacje. Spółki kontrolowane przez Skarb Państwa chcą zmienić zarząd operatora i dlatego potrzebne im są jakieś zarzuty. Tymczasem wszelkie dostępne dane ich nie potwierdzają — mówi analityk jednego z polskich banków.
Posiedzenie RN Plusa zostało zawieszone do 12 kwietnia. Jest prawdopodobne, że do tego czasu spór między akcjonariuszami operatora przyjmie postać podobną do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku konfliktu Eureko z MSP.


