ANALIZA-Inwestycje zagraniczne spadną przez Argentynę

Reuters
opublikowano: 16-01-2002, 19:35

David Chance LONDYN (Reuters) - Światowe koncerny mogą stracić apetyt na bezpośrednie inwestycje w krajach rozwijających się, ponieważ grozi im utrata miliardów dolarów zainwestowanych w Argentynie. Po dewaluacji peso większość zagranicznych firm użyteczności publicznej zarabia na świadczonych w Argentynie usługach blisko 30 procent mniej. Kurs argentyńskiej waluty,

David Chance

LONDYN (Reuters) - Światowe koncerny mogą stracić apetyt na bezpośrednie inwestycje w krajach rozwijających się, ponieważ grozi im utrata miliardów dolarów zainwestowanych w Argentynie.

Po dewaluacji peso większość zagranicznych firm użyteczności publicznej zarabia na świadczonych w Argentynie usługach blisko 30 procent mniej.

Kurs argentyńskiej waluty, który przez 10 ostatnich lat był związany z dolarem w stosunku jeden do jednego, został w grudniu oficjalnie ustalony na poziomie 1,4 peso za dolara.

Jeżeli firmy dojdą do wniosku, że inne państwa, którym również mogą grozić kłopoty finansowe pójdą drogą Argentyny wówczas potencjalny koszt inwestycji na rynkach wschodzących może poważnie wzrosnąć.

"Hiszpańskie banki i spółki telekomunikacyjne już się sparzyły. Istnieje niebezpieczeństwo, że inne również zaczną negatywnie oceniać bezpieczeństwo swoich inwestycji"- powiedział Paul Luke, analityk rynków wschodzących z Brunswick Direct.

Obserwowany od 2000 roku spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych może spowodować, że rynki wschodzące staną się coraz bardziej zależne od krótkoterminowych inwestycji portfelowych.

To w dalszej perspektywie może przyczynić się do spadku tempa wzrostu, kłopotów budżetowych, które zaowocują wzrostem deficytu prowadząc do spadku kursu walut.

Dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) pokazały, że w ostatnich pięciu latach bezpośrednie inwestycje zagraniczne na rynkach wschodzących wyniosły 590 miliardów dolarów, co pozwoliło zneutralizować odpływ funduszy z rynków obligacji i akcji na sumę 500 miliardów dolarów.

Jednak ostatnie dostępne dane pokazują, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły w 2000 roku do 146 miliardów dolarów ze 153,4 miliarda w 1999 roku.

Dotychczas znaczną część zagranicznych inwestycji napływających do Ameryki Łacińskiej trafiło do Argentyny.

Hiszpańskie firmy zainwestowały w 1999 roku 16,03 miliarda euro w Argentynie, a w 2000 roku kolejne 3,26 miliarda euro. Największym inwestorem był koncern paliwowy Repsol. Ale nie tylko Argentyna da inwestorom powód do zastanowienia.

W wyniku największego w historii USA bankructwa upadł koncern Enron, inwestujący na rynku energetycznym. Jest to jeden z czynników, który poważnie obciążył światowy sektor bankowy, który w ubiegłym roku musiał poradzić sobie z rekordową liczbą bankructw.

Jest też inny powód dla którego poziom inwestycji bezpośrednich będzie spadał. W latach 1998-1999 jedna piąta środków napływających na rynki wschodzące przeznaczona była na prywatyzację. Obecnie do sprywatyzowania pozostało już niewiele firm.

Nawet kraje położone z dala od Argentyny odczułu wpływ jej kłopotów.

W ubiegłym tygodniu rząd Czech odwołał prywatyzację największego koncernu energetycznego w tym kraju, CEZ, ponieważ złożone oferty były za niskie.

Nawet w Chinach, które dotychczas otrzymywały najwięcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych, ich poziom zaczął ostatnio spadać.

W okresie styczeń-listopad 2001 roku tempo wzrostu bezpośrednich inwestycji zagranicznych spadło do 15 procent, licząc rok do roku z 21,7 procent w okresie styczeń-lipiec 2001 roku.

ZASPOKOJONY APETYT NA GLOBALIZACJĘ?

Nadal rosnąć będzie natomiast popyt na nowe tanie fabryki budowane na przykład przez tajwańskie firmy komputerowe w Chinach lub amerykańskie koncerny samochodowe w Meksyku.

Jednak nadal istnieje niebezpieczeństwo, że okres wzmożonego tempa wzrostu inwestycji zagraniczych, który rozpoczął się po upadku Związku Radzieckiego ma się właśnie ku końcowi.

"W obliczu nowych faktów, takich jak koniec Zimnej Wojny, wiele koncernów ze zrozumiałych względów zdecydowało się na dywersyfikację swoich mocy produkcyjnych. Jednak ten proces nie będzie trwał wiecznie. Możliwe, że kończy się on na dobre" - powiedział Dvid Lubin, analityk HSBC.

W końcu bezpośrednie inwestycje zagraniczne zależą również od warunków ekonomicznych panujących w państwach, z których pochodzą.

Dlatego amerykańskie koncerny, cierpiące na skutek recesji będą nie tylko ograniczać inwestycje, ale również zwiększać transferowanie środków ze swoich zagranicznych działów.

SZANSĄ KONWERGENCJA

Jednak dla niektórych państw przyszłość rysuje się bardziej optymistycznie.

Kraje, które charakteryzują się dużym poziomem ryzyka inwestycyjnego będą otrzymywać mniej środków. Jednak inne o sprecyzowanej przyszłości polityczno-gospodarczej mogą liczyć na większą cześć dostępnych funduszy.

Zdaniem analityków głównymi beneficjentami mogą okazać się kraje dążące do członkostwa w Unii Europejskiej i Meksyk, który coraz bardziej zacieśnia swoje związki gospodarcze z USA.

"Kłopoty w Argentynie spowodują, że inwestorzy będą inaczej patrzeć na grupę gospodarek konwergeniujących i wschodzących, rozważając potencjalny kierunek, w którym uda się niewielka ilość bezpośrednich inwestycji zagranicznych" - powiedział Philip Poole, analityk z ING Barings.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, warsaw.newsroom@reuters.com))

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Reuters

Polecane