ANALIZA-Obniżka płac RPP nie oznacza obniżki stóp

opublikowano: 2001-06-06 19:24

Wojciech Moskwa

WARSZAWA (Reuters) - Plan obcięcia płac członków Rady Polityki Pieniężnej (RPP), którzy odmawiają obniżki stóp procentowych może przynieść efekt odwrotny od założonego. Aby umocnić swoją niezależność RPP może zdecydować się utrzymać stopy na dotychczasowym poziomie, uważają analitycy.

Pod koniec tego tygodnia Sejm prawdopodobnie przeprowadzi głosowanie nad wnioskiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD), który zaproponował, aby płace członków NBP zostały obniżone o połowę. Podobną propozycję złożyło również Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL).

Jest to już kolejny atak ze strony SLD, która chce ograniczyć niezależność banku centralnego.

"Może okazać się to bezproduktywne. Czując, że nad ich głowami wisi niebezpieczeństwo RPP może utrzymać stopy, ponieważ nie mogą ryzykować, że ruch ten zostanie odczytany jako podanie się presji politycznej" - powiedział Robert Beange, ekonomista Lehman Brothers w Londynie.

"Dopóki ta sprawa nie zostanie załatwiona redukcja stóp jest wykluczona" - uważa Beange dodając, że jego zdaniem obniżka oprocentowania nastąpi najwcześniej w lipcu.

Główna stopa procentowa wynosi obecnie 17 procent i jest o ponad 10 procent wyższa od poziomu inflacji.

Propozycja obniżki płac członków rady spotkała się z reakcją jednego z jej członków, Bogusława Grabowskiego, który określił ją mianem "zemsty albo szantażu", ponieważ RPP nie chce ugiąć się pod żądaniami polityków.

Grabowski ostrzegł również, że ten, jak to określił, "atak frontalny" może przyczynić się do rezygnacji kilku członków rady, co wzbudziło na rynku obawy, czy Polska zdoła utrzymać restrykcyjny kurs w polityce monetarnej.

SLD proponuje, aby płace członków RPP, które wynoszą obecnie według źródeł bankowych równowartość w złotych od 6.000 do 10.000 dolarów miesięcznie, zostały obniżone o połowę. Dla porówania członkowie rady Banku Anglii zarabiają 16.000 dolarów.

RYNKI SPOKOJNE

Dotychczas rynki finansowe nie zareagowały zbyt znacząco na ostrzeżenia Grabowskiego, a w środę kurs złotówki do euro spadł tylko nieznacznie wobec rekordowo wysokiego poziomu z początku tygodnia.

"Trochę presji politycznej na bank centralny to rzecz normalna (...) Może mieć ona negatywny wpływ, jeżeli zaistnieje wyraźne ryzyko, że politycy osłabią zdecydowanie rady w walce z inflacją" - powiedział Andrew Kenningham, analityk Merrill Lynch w Londynie.

"Nie sądzą by do tego doszło w Polsce" - stwierdził, dodając, że propozycja ograniczenia wynagrodzenia członków RPP jest "absurdalna".

W swym komunikacie Polskie Stowarzyszenie Ekonomistów Biznesu idzie dalej. "Karanie przedstawicieli władzy monetarnej za wykorzystywanie przyznanych im uprawnień, z odwołaniem się do populistycznej retoryki najgorszego gatunku, uważamy za niedopuszczalne".

Zdaniem analityków jest jeszcze za wcześniej by ocenić, czy Grabowski rzeczywiście ustąpi, czy też jego ostrzeżenia miały na celu wywarcie presji na posłach, żeby odrzucić propozycję SLD.

W przypadku jego ustąpienia wybór nowego członka rady nastąpiłby w trakcie trwającej kampanii wyborczej. Teoretycznie rada mogłaby nadal podejmować decyzję, do czego konieczna jest obecność minimum pięciu członków w tym prezesa Leszka Balcerowicza.

NIEZALEŻNOŚĆ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE

SLD, który najprawdopodbniej wygra wybory parlamentarne 23 września, atakuje zbyt restrykcyjną ich zdaniem politykę RPP proponując, aby wyznaczenie celu inflacyjnego leżało w gestii rządu.

"RPP jest jak twierdza, w której zabarykadowało się 10 ludzi nie dopuszczając do siebie nikogo i niczego, nawet żywności (...) Ten projekt (ograniczenia płac) może wyglądać na próbę zmuszenia do posłuszeństwa głodem, ale nie to jest naszą intencją" - powiedział w środę poseł Sojuszu i były minister finansów, Marek Borowski.

"RPP i NBP są niezależne i nie zmierzamy do pogwałcenia tej niezależności. Tym niemniej uważam, że ich polityka jest błędna i szkodliwa...i to rząd powinien ustalać cel inflacyjny" - dodał.

Jednak zdaniem analityków propozycje Sojuszu mogą skończyć się na groźbach, ponieważ takie zmiany nie spodobałyby się Unii Europejskie, która popiera pełną niezależność banku centralnego.

Przypominają także, że podobna potyczka jaką na początku tego roku stoczyły rząd Czech i tamtejszy bank centralny doprowadziła do tego, że obecnie "dzielą" się one decyzją w sprawie celu inflacyjnego. A w wyniku tego polityka monetarna uległa rozluźnieniu.

Trudno powiedzieć, czy to samo miałoby nastąpić również w Polsce, ale większość analityków zgadza się, że stopy procentowe są za wysokie.

"Poza RPP, wszyscy są zgodni, że stopy są za wysokie o jakieś 200 punktów bazowych" - uważa Kenningham z Merrill Lynch.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))