ANIOŁOWIE BIZNESU LUBIĄ SIEĆ

Mariusz Zielke
opublikowano: 2000-07-14 00:00

ANIOŁOWIE BIZNESU LUBIĄ SIEĆ

Prywatny kapitał zainwestował w sektor nowej gospodarki 7-10 mln zł

ANIOŁOWIE BIZNESU: Rafał Plutecki z IVP oraz Rafał Styczeń (z prawej) z Internet Investment Fund inwestują w polski Internet pieniądze uzyskane ze sprzedaży akcji spółek, którymi niegdyś zarządzali. Być może dołączy do nich Roman Kluska (z lewej), były prezes Optimusa, który może stać się jednym z najważniejszych aniołów biznesu na polskim rynku. fot. BS, GK, MP

W Polsce pojawia się coraz więcej inwestorów typu Business Angels, czyli prywatnych osób, przelewających na firmę — poza kapitałem — także doświadczenia wyniesione z pracy zawodowej. Takimi środkami dysponuje też March Fifteen, nowy fundusz na polskiej mapie inwestycyjnej. Chce on zainwestować w Polsce w 1-2 projekty.

Specjaliści mają podzielone zdania co do aktywności na polskim rynku inwestorów typu Business Angels, czyli osób prywatnych, zwykle wywodzących się z menedżmentu znanych spółek IT, które doświadczenia i nadwyżki finansowe przelewają na nowo powstające spółki, głównie z sektora Internetu i informatyki. Zdaniem wielu finansistów, na kapitał i know-how z tego źródła finansowania rodzime firmy muszą poczekać do czasu powiększenia majątków menedżerów zarządzających największymi krajowymi firmami.

Inni specjaliści uważają, że Business Angels jest już w Polsce całkiem sporo. Z pewnością nie są tak znani, jak Paul Allen, współzałożyciel Microsoftu, czy Michael Dell, twórca potęgi korporacji Dell i założyciel funduszu MSD Capital. Jednak już teraz — właśnie dzięki nim — rozwija się przynajmniej kilkanaście projektów internetowych.

Pieniądze w cieniu

— Oceniając trafiające do nas projekty, wielokrotnie spotykam się z firmami, w które już zainwestowała osoba prywatna. Ale nie można powiedzieć, że mamy już w Polsce rozwinięty rynek Business Angels — uważa Tomasz Czechowicz, prezes MCI, funduszu wyspecjalizowanego w akwizycjach spółek IT.

— Trend Business Angels rozwinął się na Zachodzie dzięki wprowadzeniu opcji menedżerskich. Dzięki takiemu instrumentowi, wprowadzonemu w firmie Dell, wartość akcji około 15 tys. pracowników tej spółki przekracza 1 mld USD (4,3 mld zł). W Polsce na Business Angels trzeba poczekać, aż pierwsza fala wzbogaconych na opcjach menedżerów przejdzie na ,,emeryturę” i zajmie się wspomaganiem oraz finansowaniem nowych przedsięwzięć — twierdzi Zygmunt Grajkowski, wiceprezes Enterprise Investors, firmy, która wprowadziła opcje menedżerskie w tych spółkach, w których posiada udziały.

Niektórzy nie chcą jednak czekać na ,,emeryturę”. Choć nikt nie wymienia nazwisk, wiadomo, że w kilka utworzonych w 2000 roku spółek internetowych zainwestowały osoby pracujące w największych polskich spółkach IT.

— Menedżerowie wolą pozostać w cieniu, obawiając się niepotrzebnego rozgłosu. Często tego typu transakcje realizowane są za granicą, by ominąć polskie przepisy podatkowe — mówi jeden z inwestorów.

Nie tylko kapitał

Kapitał, który już trafił do polskich spółek od krajowych Business Angels, oceniany jest na około 7-10 mln zł. W świetle inwestycji venture capital czy inwestorów branżowych, którzy na akwizycje spółek internetowych wydają jednorazowo podobne lub większe sumy, nie jest to zbyt wiele. Trzeba jednak dodać, że fundusze vc inwestują w spółki na późniejszym etapie rozwoju, których nie sposób porównywać do start upŐów, w jakie z kolei wchodzą BA. Początkowe potrzeby przeciętnego projektu oceniane są na około 30-50 tys. zł, ale zdarzały się też wkłady w wysokości 1 mln zł.

Za rodzimych Business Angels można obecnie uważać np. twórców Internet Investment Fund, inkubatora internetowego, w którym realizowanych jest już kilka projektów.

Co prawda sami właściciele IIF: Rafał Styczeń, Janusz Homa oraz Ran Sharon, odżegnują się od określenia Business Angels, jednak filozofia działania tego inkubatora jest bardzo do niego zbliżona. Rafał Styczeń oraz Janusz Homa są też osobami, które zajmowały wcześniej wysokie stanowiska w Comarchu, a potem przenieśli swoje akcje na rzecz IIF, która inwestuje w ciekawe projekty na początkowym etapie, wspierając je również od strony know-how.

Projektem finansowanym przez BA jest też jeden z nowych portali — Ahoy.pl. Wśród inwestorów tego serwisu są m.in. Greg Rigdon (dyrektor wykonawczy America OnLine) oraz Steve Gerard (szef operacji międzynarodowych Citibanku).

— Oddzielałbym BA od inwestorów prywatnych, czyli tych, którzy nie wnoszą do przedsiębiorstwa nic poza pieniędzmi. Takich inwestorów jest w Polsce stosunkowo wielu. Mianem BA można określić jednak bardzo nieliczną grupę specjalistów — mówi Jens Spyrka, szef funduszu bmp na Polskę, który również specjalizuje się w inwestycjach w branżę IT.

Zapewne zarówno pieniądze, jak i doświadczenie zainwestowali w inny portal — Arena — Rafał i Wojciech Pluteccy, którzy planowali ze spółki IVP, zarządzającej tym serwisem, uczynić fundusz venture capital. Wcześniej bracia Pluteccy sprzedali własne udziały w firmie Internet Technologies, która po połączeniu z Atomem nazywa się Internet Partners.

Zdaniem ekspertów, inwestorem typu BA może stać się Roman Kluska, były prezes Optimusa, który po sprzedaży znacznego pakietu akcji holdingu, poza doświadczeniem w branży ma pokaźny kapitał.

Wchodzi nowy

Nowym graczem na rynku inwestycji w branżę internetową jest March Fifteen, wywodzący się z Austrii fundusz, który — jeśli sam nie jest BA — to zarządza środkami prywatnych osób, które na takie miano zasługują — Kristiana Wolffa oraz Aleksandra Grőmwalda. March Fifteen dysponuje 15 mln USD (65 mln zł) i inwestuje kwoty od 10 tys. do 1 mln USD na wczesnym etapie rozwoju, obejmując zwykle od 10 do 20 proc. udziałów w firmie. Po 5 proc. udziałów w funduszu mają też dwa fundusze vc: Apax oraz Go Equity.

— Jesteśmy funduszem vc. Staramy się nie finansować samych pomysłów, tylko projekty już ukształtowane. Jednak to prawda, że nasza filozofia jest nieco zbliżona do BA — przyznaje Rafał Nowicki z March Fifteen.

March Fifteen chce zainwestować w Polsce w 1-2 projekty.

— Wspomagamy powstające firmy nie tylko finansowo, ale także strategicznie. Chcemy stworzyć międzynarodową sieć firm internetowych, które będą ze sobą nie tylko współpracować, ale i korzystać z własnych usług oraz doświadczeń — dodaje Rafał Nowicki.