Antykryzysowy rozpaczliwiec

21-02-2018, 22:00

Ustawa o IPN wchodzi w życie 1 marca – dokładnie tydzień przed 50. rocznicą wydarzeń marcowych, czyli rozpętanej w PRL nagonki antysemickiej.

Tytuł jest równie skrótowym, co merytorycznym komentarzem do działań podejmowanych przez obóz tzw. dobrej zmiany od wybuchu 27 stycznia głębokiego kryzysu polsko-izraelskiego, z elementami amerykańskimi, a przy okazji także polsko-ukraińskiego, chociaż ten stanowi odrębny wątek. Zawleczka granatu wyciągnięta została 26 stycznia uchwaleniem przez Sejm (Senat potem nie wniósł poprawek) nagle wrzuconej do porządku obrad (komisyjne sprawozdanie leżakowało przykurzone ponad rok) nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej oraz kilku pokrewnych. Zawiera ona absolutnie niewykonalne przepisy karne, które nawet jako czysto teoretyczne zostały uznane przez najbardziej wpływową na świecie diasporę żydowską za polską prowokację. Po błyskawicznym podpisaniu przez prezydenta oraz ogłoszeniu 14 lutego ustawa wchodzi w życie 1 marca — dokładnie tydzień przed 50. rocznicą wydarzeń marcowych, czyli rozpętanej w PRL nagonki antysemickiej. Z okazji jubileuszu tamtej hańby środowiska żydowskie z całego świata uderzą kolejną falą propagandowego tsunami, na której przyjęcie obecni władcy kraju są absolutnie nieprzygotowani. Racjonalne argumenty historyczne padają w konfrontacji choćby z najnowszym spotem amerykańskich środowisk żydowskich „I will go to jail”, czyli „Idę do więzienia”, z lejtmotywem „Polish Holocaust”, który jest równie prymitywny, co nośny.

Zobacz więcej

Rząd czeka na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który w sprawie ustawy powinien wypowiedzieć się „jak najszybciej”. Marek Wiśniewski

Nieoczekiwanie miałem wczoraj okazję zapytać Mateusza Morawieckiego, jak ocenia odpalenie ustawy. Przypomnę, że nastąpiło to akurat podczas intensywnej pracy wizerunkowej prezydenta i premiera na 48. Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Na dodatek w wigilię Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu — bo uchwałą ONZ z 2005 r. taki status uzyskał 27 stycznia jako rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau przez Armię Czerwoną. Odnosząc się do „terminowej koincydencji”, premier odżegnał się od krążących po mediach teorii spiskowych i uznał, że był to „błąd, ale przypadkowy”. W zestawieniu z konsekwencjami ustawy dla marki kraju teza o przypadkowości naprawdę zdumiewa. Przecież decyzja o wrzuceniu tak szczególnej i tak długo wstrzymywanej ustawy akurat na to konkretne posiedzenie Sejmu podjęta została na najwyższym szczeblu PiS, czyli przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W każdym razie na dzisiaj jedyną konkretną receptą antykryzysową rządu jest… czekanie na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który w sprawie ustawy powinien wypowiedzieć się „jak najszybciej”. Później się zobaczy, w zależności od treści orzeczenia. Tymczasem dla tak dołującej Polskę globalnej kampanii ważna jest wyłącznie data 1 marca i wejście nieszczęsnej ustawy do naszego obrotu prawnego.

Przy okazji krótkiego medialnego spotkania z premierem przekazuję informację z zupełnie innego obszaru — dotyczącą Ministerstwa Cyfryzacji (MC). Branża IT wciąż czeka i dywaguje, któż obejmie resort po Annie Streżyńskiej, bo chce wreszcie pod kogoś się podpiąć. Od 9 stycznia konstytucyjnym szefem MC jest przejściowo Mateusz Morawiecki, wykonawczym zaś — Marek Zagórski, sekretarz stanu. Prawnie taka prowizorka może trwać… nawet do końca kadencji. Wczoraj premier zaawansowanie procedury powołania ministra cyfryzacji określił dwoma słowami: „szukam ciągle”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Antykryzysowy rozpaczliwiec