Takie wątki silnie zabrzmiały w warszawskim przemówieniu prezydenta Josepha Bidena, rocznicowych wystąpieniach polityków europejskich, oczywiście polskich etc. Ze zgodnego frontu coraz silniej wyłamuje się jednak węgierski premier Viktor Orbán. Akurat dla jego interesów sprzyjająca była okoliczność, że warszawski szczyt grupy B9 odbył się w formacie prezydenckim. Węgry na formalnym szczycie NATO zawsze reprezentuje premier, zaś prezydent Katalin Novák pełni funkcje dekoracyjne. Dlatego podczas spotkania B9 nawet trudno było mieć do niej pretensje za obstrukcję politycznego szefa.
Viktor Orbán demonstracyjnie odżegnuje się od jakiejkolwiek pomocy militarnej dla Ukrainy. Co prawda dołącza się do sankcji Unii Europejskiej, ale po dużych oporach i zawsze z żądaniami wyłączenia określonych branż czy nawet osób. Coraz bardziej negatywną rolę odgrywa jednak w procesie ratyfikacji rozszerzenia NATO o Finlandię i Szwecję. Dotychczas nie dokonały tego jeszcze dwa państwa: Turcja i właśnie Węgry. Rozgrywka prezydenta Recepa Erdoğana przeciwko Szwecji to osobny wątek. Viktor Orbán wielokrotnie jednak obiecywał, że brak węgierskiej kropki nad i to tylko opóźnienie techniczne, które zostanie nadrobione na sesji Zgromadzenia Narodowego w lutym. Miesiąc kończy się na niczym, kolejna obietnica mówi o sesji parlamentu w marcu.
W minionym tygodniu Viktor Orbán pierwszy raz wyraził wątpliwości wobec akcesji Szwecji i Finlandii. Zarzucił obu krajom „jawne kłamstwa” na temat stanu demokracji i praworządności na Węgrzech. W związku z tym zamierza wymusić bliżej niesprecyzowane „dalsze rozmowy”. Jego obrażalstwo i kunktatorstwo w pewnym sensie powoduje nawet większą destrukcję rozszerzania NATO, niż postawa Recepa Erdoğana, albowiem władca Turcji swoje żądania formułuje od dawna i przynajmniej dość jasno…

