Polski węgiel rozchodzi się jak świeże bułeczki, a import ma się świetnie — usłyszeliśmy od kopalni oraz firm energetycznych i ciepłowniczych w odpowiedzi na pytanie o węglowe plany na przyszły rok.
Więcej chętnych niż węgla
Zadowolenia nie kryją nieliczne — są tylko trzy — prywatne kopalnie węgla kamiennego. W środę pisaliśmy w „PB” o PG Silesia z Czechowic- Dziedzic, kontrolowanej przez czeskiego miliardera Daniela Kretinsky’ego. Popyt przekroczył jej możliwości wydobywcze, sięgające 1,7 mln ton rocznie. Prezes Jan Marinov nie narzeka — we wrześniu sprzedał produkcję na trzy lata naprzód. Podobnie jest w kopalni Siltech z Zabrza.
— W październiku zamknąłem zamówienia na przyszły rok. Zapotrzebowanie było większe niż to, co wydobywamy [180 tys. ton rocznie — red.] — mówi Jan Chojnacki, prezes i właściciel Siltechu.
PG Silesia sprzedaje głównie do elektrociepłowni, a Siltech do małych firm, głównie ogrodniczych.
— Klienci nie obawiają się, że zimą węgla zabraknie, bo jest przecież import.Polski węgiel jest jednak tańszy — mówi Jan Chojnacki.
Wegiel z importu, przede wszystkim z Rosji, kosztuje około 17 zł za GJ, z Siltechu, jak zapewnia prezes, jest o 1 zł tańszy.
Formuła rządzi
Długoterminowy model sprzedaży obowiązuje też w kopalniach kontrolowanych przez państwowe firmy energetyczne, czyli w Polskiej Grupie Górniczej (PGG) i w Bogdance.
— PGG sprzedaje węgiel głównie w ramach wieloletnich kontraktów handlowych, zawartych na przełomie jat 2017/18. Kontrakty gwarantują sprzedaż całości zaplanowanej na przyszły rok produkcji węgla — informuje Tomasz Głogowski, rzecznik prasowy PGG.
— Ponad 90 proc. produkcji sprzedajemy na bazie umów wieloletnich — twierdzi Artur Wasil, prezes Bogdanki.
W umowach długoterminowych powszechne są formuły cenowe uzależnione od kilku indeksów, więc zmiany cen węgla odzwierciedlane są z opóźnieniem. Dla klientów to dobrze, bo węgiel dziś drożeje. Z wrześniowego raportu Instytutu Jagiellońskiego (IJ) „Ceny energii” wynika, że cena oferowana obecnie przez polskie kopalnie wynosi średnio 15,5 zł za GJ (w latach kryzysowych była poniżej 9 zł za GJ). Nasi rozmówcy z sektora ciepłowniczego wskazują, że formuła stosowana przez PGG przewiduje, że z roku na rok ceny mogą rosnąć o maksymalnie 5 proc. i takiej waloryzacji klienci się spodziewają.
— Wszyscy już się ze wzrostem pogodzili — mówi menedżer z jednej ze śląskich firm ciepłowniczych.
Pomorze importem stoi
W umowach długoterminowych węgiel kupuje m.in. Veolia, czyli największy gracz na rynku sprzedaży ciepła w Polsce. Podobną strategię mają państwowe firmy energetyczne, czyli Energa, Enea i PGE, które mają udziały w kopalniach (PGG i Bogdance).
— Mamy długoterminową umowę z PGG, zgodnie z którą dostawca jest zobowiązany do pokrycia naszego rocznego zapotrzebowania w co najmniej 80 proc. Pozostałą ilość węgla dokupujemy na podstawie odrębnych kontraktów, także od polskich dostawców. Obecnie jesteśmy w trakcie negocjacji uzupełniającej umowy na przyszły rok — informuje Andrzej Pudło, dyrektor ds. zarządzania paliwami w Fortum, fińskim koncernie energetycznym. Im dalej na północ, tym zakupy są bardziej krótkoterminowe.
— Patrzyliśmy na ofertę PGG, ale cenowo nie była atrakcyjna, zapewne ze względu na koszt transportu, dlatego kupujemy węgiel od lokalnych firm, czyli importowany. Tak robi większość firm na Pomorzu — stwierdza Marcin Lewandowski, członek zarządu GPEC z Gdańska.
Nasi rozmówcy ze Śląska podkreślają, że mają już zapas węgla na co najmniej całą zimę, i to więcej, niż wymagają przepisy. Nie ma problemu z dostępnością węgla, jest import — słyszymy od odbiorców znad morza (wyjątkiem jest tu gdańska Energa, która ma udziały w śląskiej PGG). W 2019 r. zapłacą jednak za węgiel więcej niż koledzy ze Śląska. Mówi się o około 17 zł za GJ.
Mniej wydobycia, więcej importu
Krajowe kopalnie mają dziś dobry czas, bo ceny węgla rosną, a wydobycie maleje. Z najnowszych danych Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że we wrześniu polskie kopalnie wydobyły około 4,9 mln t węgla kamiennego. To mniej niż w sierpniu (5,4 mln) i we wrześniu 2017 r. (5,6 mln). Od początku roku do końca września kopalnie wydobyły około 47,3 mln ton węgla, wobec 48,8 mln ton w tym samym czasie 2017 r. Spadek wydobycia wynika z niedoinwestowania firm górniczych na skutek wstrzymania wydatków w latach kryzysu 2012-15. Popyt jest większy od wydobycia, więc rośnie import. Z danych Eurostatu wynika, że między styczniem a sierpniem Polska ściągnęła z zagranicy 12,16 mln ton węgla, z czego blisko trzy czwarte pochodziło z Rosji. Rok wcześniej, w analogicznym okresie, było to 7,06 mln ton, z czego 4,59 mln ton z Rosji.