Trzech największych polskich producentów zaawansowanych aplikacji kadrowo-płacowych przeprowadziło blisko 60 proc. tego typu instalacji.
Z przeprowadzonych przez firmę badawczą IDC wstępnych badań rynku zaawansowanych systemów kadrowo-płacowych wynika, że rynek tych aplikacji wzrósł w 2002 r. o 70 proc. w stosunku do 2001 roku i osiągnął wartość blisko 17 mln USD. Badanie dotyczyło tylko aplikacji, które spełniają określone kryteria funkcjonalne. Obsługują m.in. technologię klient serwer i tzw. miękki HR. Oprócz przebadanych systemów na rynku oferowane są dziesiątki mniej zaawansowanych aplikacji przeznaczonych dla małych i średnich firm.
Wśród dostawców badanych systemów HR, pod względem liczby wdrożeń na czołowych miejscach plasują się polskie firmy Teta i BPSC, choć wartość tych wdrożeń jest niższa niż zagranicznych domów software’owych.
— W analizach systemów HR najbardziej miarodajnym wskaźnikiem jest liczba użytkowników obsługiwanych przez daną aplikację, co z kolei przekłada się na przychody z jej sprzedaży i serwisu. Obecnie jesteśmy w końcowej fazie analizy przychodów z licencji i wsparcia zaawansowanych systemów HR za 2002 rok — informuje Tomasz Słoniewski, analityk z polskiego biura IDC.
Trudno jednak założyć, że zagraniczne domy software’owe uplasowały swoje produkty wyłącznie u tak wielkich klientów, że każda instalacja równoważy kilka instalacji rodzimych produktów. Jest to tym mniej prawdopodobne, że mocne pozycje krajowych dostawców wynikają właśnie ze współpracy z firmami zagranicznymi. Gdy zagraniczni producenci systemów ERP wchodzili na polski rynek, świadomie rezygnowali ze sprzedaży własnych aplikacji HR i zachęcali lokalne firmy do uzupełniania nimi instalacji ERP.
— Polityka ta wynikała z relatywnie dużych kosztów lokalizacji aplikacji HR związanych z ciągłymi zmianami prawa w Polsce. Zagraniczni dostawcy woleli zintegrować ze swoim systemem aplikację, która sprawdziła się w praktyce, niż inwestować w lokalizację własnego, niesprawdzonego w polskich realiach produktu — wyjaśnia Tomasz Słoniewski.
Ostatnio postawa zagranicznych domów software’owych zaczęła ewoluować. Coraz częściej podkreślają one, że mają również zlokalizowane moduły HR. Może to prowadzić do powolnego wypierania z rynku krajowych producentów.
— Zagraniczni producenci zauważyli, że systemy HR cieszą się w Polsce dużym zainteresowaniem, w związku z czym wielu z nich zlokalizowało swoje moduły. Takie firmy jak SAP czy Oracle zwracają szczególną uwagę na promocję tych systemów i inwestują w to znaczne środki — dodaje Tomasz Słoniewski.
Krajowi producenci twierdzą jednak, że są przygotowani do walki. Atutem ich aplikacji ma być już nie tylko zgodność z lokalnymi przepisami.
— Polskie systemy HR zawsze miały bardzo dobrą część obliczeniową, wynikającą bezpośrednio z przepisów prawa. Ich piętą achillesową była jednak część miękka, dotycząca zarządzania zasobami ludzkimi, pozyskiwania, szkolenia i oceniania pracowników. To się jednak zmieniło. Wzorem zagranicznych konkurentów, zrobiliśmy znaczący postęp w tym zakresie. Tymczasem oni mają problemy z dostosowaniem swoich aplikacji do nieustannie zmieniającego się polskiego prawa pracy. Realizowanie zmian w ich oprogramowaniu za granicą skutkuje opóźnieniami w stosunku do potrzeb rynku — twierdzi Lech Cabaj, prezes Komy.
