Warszawa stopniowo stała się centrum międzynarodowego arbitrażu. W trybie postępowania polubownego rozstrzygamy ponad 300 spraw rocznie. Wyprzedzają nas sądy w Paryżu, Dublinie, Pradze i Kijowie, z tyłu pozostawiliśmy Londyn, Wiedeń, Sztokholm i Moskwę.
Z optymizmem nie należy przesadzać, ale wszystko wskazuje na to, że Polska umocni swoją pozycję. Mamy wreszcie nowe prawo arbitrażowe oraz znakomitych arbitrów, znających języki i międzynarodowe procedury. Sąd Arbitrażowy — obecnie przy Krajowej Izbie Gospodarczej — działa od 58 lat i cieszy się opinią instytucji wysoce profesjonalnej. Gospodarka intensywnie się rozwija, zatem nasza stolica ma realne szanse stać się pomostem pomiędzy Wschodem i Zachodem. Nie bez znaczenia są organizowane przez Polskę i Ukrainę finały piłkarskich mistrzostw EURO 2012 — z myślą o tym wydarzeniu nasz sąd zawarł umowę o współpracy z jego odpowiednikiem w Kijowie.
Coraz więcej absolwentów prawa chce zajmować się arbitrażem, powstają też na ten temat prace magisterskie i doktorskie. Adwokaci i radcy prawni mają dosyć sformalizowanych procedur w sądach powszechnych, gdzie zamiast poszukiwania prawdy obiektywnej jakże często wyłapuje się drobne błędy formalne. Przedsiębiorcom zaś tradycyjny wymiar sprawiedliwości jawi się instytucją wręcz groźną. Dochodzi do tego tradycyjna bolączka — przewlekłość postępowania. Nic więc dziwnego, że arbitraż oceniany jest jako skuteczniejsza, szybsza i atrakcyjniejsza forma rozstrzygania sporów.
Piotr Nowaczyk