Wiele trzeba zmienić, by wszystko pozostało po staremu — to porzekadło jak ulał pasuje do metod, jakimi socjalistyczne myślenie, zarządzanie, i efekty, wracają do gospodarki dzięki działaniom Agencji Rozwoju Przemysłu. ARP powstała kilkanaście lat temu, ale swój prawdziwy benefis przeżywa w ostatnich latach, miesiącach. Statutowym celem jej działalności jest wspomaganie transformacji polskich przedsiębiorstw w efektywne podmioty zdolne do działania w warunkach gospodarki rynkowej. Obserwacja stosowanych praktyk zdaje się świadczyć, że cel ten realizowany jest jedynie w odniesieniu do samej agencji, nigdy do powierzonych jej przedsiębiorstw i zadań. A zadań tych, i przedsiębiorstw, jest wiele, bardzo wiele.
Agencja jest instytucją rządową, Skarbu Państwa, ale próżno szukać jej strony internetowej wśród stron urzędowych, z końcówką gov. Jej potrzeby wyczerpuje zwyczajna strona komercyjna ARP SA. Kiedy się jednak przejrzy jej zawartość, czytelnik nie ma już wątpliwości, dlaczego. Toż to najzwyczajniejszy w świecie sklepik, tyle że doskonale zaopatrzony i w nieco nietypowe towary. Można więc tam kupić i nieruchomości rekreacyjne (w Jakubicach), przemysłowe (w Ursusie), deweloperskie (w Warszawie), komercyjne (w Kaliszu), ale także strugarkę trzystronną lub czterostronną (niezależnie od tego, co to oznacza) czy folusz do tkanin albo komin spalinowy. Można również kupić całe przedsiębiorstwo (oferta liczy 40 pozycji), a po trudach, zamówić odpoczynek w należących do agencji luksusowych, zabytkowych obiektach w Krasiczynie czy Baranowie Sandomierskim.
Wspomina się tam skrótowo o aktualnie realizowanych projektach. Aż dziwne, bo jest się czym pochwalić: restrukturyzacja przemysłu stoczniowego, obronnego, stalowego, ciągnikowego, przedsiębiorstw o szczególnym znaczeniu dla gospodarki i wiele, wiele innych. Przy takich zadaniach nie dziwi suma aktywów przekraczająca 1 miliard złotych, a przy takich metodach przestaje zdumiewać liczba zatrudnionych — 329 osób, a nawet zysk brutto przekraczający 15 mln zł.
Metod działania agencji najlepiej doświadczyły przedsiębiorstwa, które miała ona „transformować w podmioty zdolne do działania w warunkach gospodarki rynkowej”. Po wielu z nich jedyny ślad jest właśnie w postaci, oferowanych na stronie internetowej agencji, strugarkach, pralnicach, zaparzarkach czy krosnach rapierowych, które były częścią ich majątku produkcyjnego, a po likwidacji zakładów szuka się na nie nabywcy. Najbardziej zdumiewające jest (przy takich osiągnięciach), że liczba zadań powierzanych ARP rośnie z każdym tygodniem, a w dobie nieustannie deklarowanej chęci likwidacji najróżniejszych agencji, będących w istocie pasem transmisyjnym dla państwowej kasy, o imperium prezesa Arkadiusza Krężla nikt nie wspomina. Więcej, nieustannie jest dofinansowywane gigantycznymi dotacjami gotówkowymi lub w postaci akcji spółek publicznych, co powoduje dodatkowe perturbacje na rynku kapitałowym i wyjątkowo skutecznie odstręcza od naszego rynku inwestorów finansowych.
Trzeba przyznać, że wykorzystywanie ARP do „restrukturyzacji i transformacji...” i stosowane metody w niezwykle prosty i skuteczny sposób prowadzą, w rzeczy samej, do przywrócenia właścicielstwa państwowego i państwowego zarządzania w coraz większych obszarach gospodarki (ostatni zamach to przemysł stoczniowy). Ale czy naprawdę o to nam chodzi? W tych warunkach o „kasie” to już nawet wspominać nie warto. A może warto?