Pomysł polega na zastąpieniu wszystkich asfaltowych dróg i parkingów tzw. Solar Road Panels, które zbierałyby energię słoneczną do zasilania miast i przedsiębiorstw. Takie rozwiązanie mogłoby zmniejszyć wydzielanie gazów cieplarnianych o połowę.
W Ameryce pomysł zyskał dużą popularność, po tym jak Departament Transportu wynagrodził Solar Road Ways kwotą 100 tys. USD za skonstruowanie prototypu takiego panelu o wielkości 12 x 12 cali.
Panele miałyby składać się z trzech warstw: pierwszej, która gromadziłaby energię, kolejnej - przesyłającej energię - i warstwy powierzchniowej. Ta zawierałaby ogniwa słoneczne, diody LED i super kondensatory, które wytwarzałyby prąd.
Dzięki użyciu diod LED możliwe byłoby podświetlenie pasów i znaków, a dzięki wbudowanym mikroprocesorom mogły by one np. pokazywać takie komunikaty jak „zwolnij” czy „utrudnienie w ruchu”. Jeżeli pomysł jest tak energooszczędny i ograniczający emisję, czemu nie jest wprowadzany w życie?
Pojawiają się wątpliwości czy drogi utrzymałyby pojazd o wadze 40 ton (są takie!) pędzący z prędkością 80 mil na godzinę? Czy podczas zimy wyprodukowałyby wystarczająco energii aby zasilić same siebie? Jest jeszcze jeden „szczegół” – na chwilę obecną koszt jednego panelu wynosi ok. 7 tys. USD, zatem na wprowadzenia nowej technologii trzeba by wydać… bagatela, 35 bln USD.
