Od wczoraj można zapisywać się na akcje ukraińskiego, choć zarejestrowanego w Holandii, holdingu rolno-przemysłowego specjalizującego się w produkcji cukru. Astarta to pierwsza spółka prowadząca działalność wyłącznie na Wschodzie, która szuka kapitału na polskim rynku. Będzie to więc dobry miernik nastawienia inwestorów do ukraińskich firm. Astarta chce zdobyć nawet 180 mln zł, kusząc inwestorów wysokimi marżami. Firma liczy, że perspektywy rozwoju, wielkie jak kraj, w którym prowadzi działalność, staną się dla inwestorów ważniejsze od niestabilności politycznej i gospodarczej Ukrainy.
Interesy na Ukrainie robi z różnym powodzeniem kilka polskich firm giełdowych. Wszystkie liczą na duże zyski. To zainteresowanie wschodnim rynkiem chce wykorzystać Astarta. Szerokie widełki cenowe wyznaczono w przedziale 19-27 zł. Przy tym poziomie wartość wskaźnika P/E w ubiegłym roku wynosi odpowiednio 10,1 i 14,36. Tymczasem P/E dla giełdowego sektora spożywczego osiąga 18,9. Na pierwszy rzut oka wycena spółki nie wygląda na wygórowaną. Jednak należy brać pod uwagę, że na GPW nie ma firmy o zbliżonym profilu działalności, mającej do czynienia z czynnikami ryzyka charakterystycznymi dla rynku ukraińskiego. Nabywcom akcji Astarty należy się spore dyskonto za niewielką znajomość firmy i brak prognoz na koniec tego roku. Do tego trzeba dodać inwestycję poza Unią Europejską oraz ambitną strategię rozwoju, opierającą się głównie na akwizycjach, których efekty są trudne do przewidzenia. Nowi inwestorzy Astarty nie będą mieli wiele do powiedzenia w spółce. Free float wyniesie zaledwie 28,5 proc. Wydaje się więc, że cena bliżej dolnej granicy widełek zrekompensuje czynniki ryzyka, których niemało.
Ukraiński rynek cukru jest chroniony przed zagraniczną konkurencją i wspierany przez państwo. Pozwala to na zbudowanie mocnej pozycji przed liberalizacją. Astarta musi być na nią gotowa. Czwarta pod względem wielkości firma chce więc konsolidować rozdrobniony rynek cukrowniczy i rozwijać się w zintegrowanej strukturze pionowej, czyli od uprawy rolnej buraka do sprzedaży cukru (spółka ma obecnie 20 gospodarstw rolnych i pięć cukrowni). Plany zakładają również unowocześnienie zakładów. Firmę czekają więc duże inwestycje za pieniądze inwestorów.
Wejście na GPW i zdobycie zaufania inwestorów umożliwi Astarcie dostęp do efektywnego finansowania. To z kolei może być znaczącą przewagą w walce o pozycję na rynku. Astarta ma atuty — dynamiczny, ponad 50-procentowy wzrost sprzedaży w ostatnich trzech latach oraz marże (operacyjna 17 proc. i netto 19 proc.). Do tego ceny cukru są najwyższe od kilkunastu lat (według informacji firmy w tym roku około 450 USD za tonę), co pozwala oczekiwać, że wyniki utrzymają wzrostową tendencję. Wyższa rentowność netto niż operacyjna wynika z tego, że w ostatnich dwóch latach firma miała zwroty podatku dochodowego, zapewne dzięki zarejestrowaniu w przyjaznej podatkowo Holandii.
Spółka specjalizuje się w produkcji cukru dla przemysłu. To atut, pod warunkiem że dynamika popytu firm spożywczych na cukier będzie ciągle rosnąć. Tak powinno być, gdyż dotychczas głównymi odbiorcami cukru na Ukrainie są klienci indywidualni. Sądząc po strukturze europejskiego rynku cukru, ukraińskie proporcje powinny ewoluować w kierunku zdominowania popytu przez przemysł (napoje i słodycze).
Czynnikiem ryzyka jest niejasna sytuacja na Ukrainie. Ale nie tylko. Ciekawe, jak inwestorzy odbiorą fakt, że będą kupować akcje spółki stanowiącej własność firmy cypryjskiej, która z kolei jest udziałowcem firmy ukraińskiej. Emitent ma jednostopniową władzę, tzw. radę dyrektorów. Tu nie ma miejsca dla niezależnych członków rady nadzorczej.