Astarta płaci frycowe

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2006-08-11 00:00

Ukraiński producent cukru niedługo zadebiutuje na warszawskiej giełdzie. Spółka zdobyła pieniądze na rozwój i przeciera szlak na GPW innym emitentom z tego kraju. Wyniki oferty publicznej Astarty-Kijów pokazują, że polscy inwestorzy z dużą ostrożnością traktują tę inwestycję. Jednak prawdziwym testem dla nowicjusza ze Wschodu oraz przyszłych naśladowców będzie dopiero jego giełdowa kariera. Jeśli firma przyniesie nabywcom akcji zyski, otworzy na oścież giełdowe bramy kolejnym kandydatom z Ukrainy. Dla Astarty się one zaledwie uchyliły.

Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami „PB”, Astarta ustaliła cenę emisyjną na dolnym poziomie widełek (19 zł za akcję), co oznacza, że uzyska 80 mln zł. Chciała nawet 100 mln zł więcej. Dotychczasowi akcjonariusze zrezygnowali również ze sprzedaży swoich walorów. To pokazuje, że oferta nie spotkała się z entuzjazmem. Nie jest to niespodzianka. Trudno było spodziewać się dużego popytu na akcje spółki z kraju byłego ZSRR, której oferta jest pierwszą w historii na polskim rynku. Ukraina ma ogromne perspektywy i wiele polskich firm to docenia, inwestując tam w produkcję. Jednak giełdowi inwestorzy mają również prawo obawiać się np. o nieprzewidywalność polityczną tego kraju.

Podyktowana cena jest więc odzwierciedleniem niewielkiej znajomości giełdowego kandydata, braku prognoz na koniec tego roku, inwestycji poza granicami Unii Europejskiej oraz ambitnej strategii rozwoju, która w dużym stopniu opiera się na akwizycjach. Ponadto inwestorzy nie kupowali bezpośrednio firmy z Ukrainy, ale akcje spółki holenderskiej, która jest właścicielem firmy cypryjskiej, a ta dopiero kontruje firmę prowadzącą biznes na rynku ukraińskim. Rejestracja firmy w Holandii znacznie ułatwiła procedurę dopuszczenia do oferty na GPW i jest korzystna z podatkowego punktu widzenia. Jednak taka struktura własnościowa nie daje pełnej przejrzystości z punktu widzenia inwestorów giełdowych. Co więcej, nie będą oni mieli również wiele do powiedzenia w spółce: free float nie będzie przekraczał 28 proc. Jednak władze spółki zapowiadały, że są gotowe udostępnić przedstawicielom instytucji finansowych miejsce w radzie dyrektorów.

Majątek produkcyjny Astarty nie błyszczy od nowości. Jednak jej władze nie ukrywały, że tworzą firmę na bazie byłych kołchozów. Spółka informowała w prospekcie, że zamierza wykorzystać środki uzyskane od inwestorów głównie na inwestycje w modernizację i rozbudowę majątku produkcyjnego oraz przejęcia. Astarta przejęła wcześniej kilka cukrowni i właśnie w ten sposób chce umocnić pozycję czołowego producenta cukru. Ambitna strategia rozwoju jest odpowiedzią na sytuację na rynku, który jest rozdrobniony. Można więc oczekiwać, że procesy konsolidacyjne na nim będą nabierały tempa. Na Ukrainie rośnie popyt na cukier. Ponadto rynek jest objęty ochroną państwa przez najbliższe kilka lat.

Atutami spółki są osiągane w poprzednich latach wyniki i rentowność, integracja pionowa: od uprawy buraka do produkcji cukru, a ponadto specjalizacja w sprzedaży w tzw. kanale B2B, czyli do przemysłu, którego zapotrzebowanie na cukier będzie rosło. Jeśli spółka wykorzysta szansę, jaką jej daje GPW, zdobędzie silną przewagę konkurencyjną w postaci dostępu do atrakcyjnego źródła finansowania, a za kilka lat może stać się jednym z łakomych kąsków dla zachodniego inwestora.