Astarta zapowiada nadejście dobrych czasów

GRA
opublikowano: 2009-11-13 00:00

Oczekiwany deficyt na ukraińskim rynku to dobry prognostyk dla spółki. Dlatego modernizuje cukrownie.

Oczekiwany deficyt na ukraińskim rynku to dobry prognostyk dla spółki. Dlatego modernizuje cukrownie.

Mimo że Astarta pokazała wczoraj niezłe wyniki, a rynek giełdowy rósł, jej notowania straciły 3,4 proc. Na zamknięciu za akcje płacono 37,45 zł. Ukraiński producent cukru pochwalił się poprawą wyników. Po dziewięciu miesiącach przychody wzrosły do 75,3 mln EUR (+6 proc.), EBITDA zwiększyła się do 35,4 mln EUR (+8 proc.), a zysk netto do 21,1 mln EUR (+5 proc.). W kolejnych latach ma być lepiej.

— Ze względu na wahania kursów walut trudno jest nam obecnie prognozować. Zakładamy jednak, że dynamika, którą mamy po dziewięciu miesiącach, zostanie utrzymana w tym roku i w latach kolejnych — mówi Wiktor Iwanczik, prezes i akcjonariusz Astarty.

Pomoże kilka czynników. Po pierwsze, Ukraina ma do czynienia z deficytem na rynku cukru, więc Astarta nie będzie mieć problemu ze zbyciem zwiększonej produkcji. Po drugie, rosną ceny cukru, zbóż i roślin oleistych, które uprawia Astarta, a także mleka (spółka hoduje bydło), a to zawsze dobra informacja dla sprzedającego. Po trzecie, ukraiński rząd obniżył ceny gazu dostarczanego ukraińskim przetwórcom cukru.

— Ceny spadły o 20 proc., co przekłada się pozytywnie na nasze wyniki — twierdzi Wiktor Iwanczik.

Ponadto Astarta zamierza w przyszłym roku zwiększyć nakłady na inwestycje i poprawić wydajność cukrowni. Zarząd szacuje, że dzięki temu moce mogłyby wzrosnąć o 20-30 proc., a udział w rynku — z 15 do 19 proc.

— Właśnie na inwestycje przeznaczymy tegoroczny zysk netto — zapowiada Wiktor Iwanczik.