Atal myśli o zmianie taktyki

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2018-09-18 22:00

Deweloper jeszcze do niedawna chciał robić biznes tylko w największych miastach, teraz z uwagą przygląda się także mniejszym. Powodem jest biurokracja

Z tego artykułu dowiesz się:

  • dlaczego deweloper chce inwestować w mniejszych miejscowościach
  • czy tym tropem pójdzie cała branża 

Należąca do rodziny Juroszków spółka Atal działa na siedmiu rynkach — w Krakowie, Katowicach, Łodzi, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście i Poznaniu. Deweloper przyznaje jednak, że coraz częściej patrzy także na mniejsze ośrodki, położone w sąsiedztwie tych aglomeracji.

PEŁNE OBROTY:
PEŁNE OBROTY:
Mateusz Juroszek, wiceprezes Atala, zapewnia, że pracy jest mnóstwo. W Poznaniu deweloper ma w sprzedaży dwa osiedla, a niebawem dołączy do nich kolejne. W Trójmieście uruchomi sprzedaż pierwszej inwestycji w Gdyni. Ma też kilka projektów, które już wystartowały, jednak ich sprzedaż jeszcze się nie rozpoczęła.
Fot. Marek Wiśniewski

— Skłania nas do tego sytuacja na rynku, np. w Krakowie czy Warszawie załatwianie spraw administracyjnych jest bardzo trudne, natomiast w Katowicach, gdzie urzędy są bardzo otwarte na inwestorów, a mieszkania sprzedają się znakomicie, kupiliśmy już praktycznie wszystkie najlepsze działki. Dlatego obserwujemy to, co dzieje się na mniejszych rynkach. Ostatnio nabyliśmy grunt w centrum Gliwic. Co ciekawe, koszty budowy i działki są tu takie jak w Łodzi, natomiast ceny mieszkań znacznie wyższe. Nie występuje tu ponadto ryzyko administracyjne, ponieważ gliwicki urząd miasta jest bardzo przyjazny inwestorom. Przyglądamy się także Bielsku-Białej, gdzie brakuje deweloperów, a wszystko, co się buduje, od razu znajduje nabywców. Także w tym przypadku nie ma ryzyka administracyjnego. Innym miastem, na które patrzymy, jest Chorzów. Oczywiście nie mamy w planach wchodzenia od razu do wielu mniejszych miast, ale dają nam one pole do myślenia — mówi Mateusz Juroszek, wiceprezes Atala.

Spółka na bieżąco powiększa bank ziemi — w tym roku wydała już na ten cel 127 mln zł.

— Rok temu podjęliśmy decyzję o mocniejszym wejściu na rynki poznański i trójmiejski. Już wtedy widzieliśmy problemy biurokratyczne, więc nie kupowaliśmy jednej działki, ale trzy albo cztery. W ostatnich dwóch latach nabyliśmy bardzo dużo ziemi — tylko w pierwszym półroczu 2018 zostaliśmy właścicielem dziesięciu gruntów w Trójmieście, Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Warszawie i na Śląsku. Powstanie na nich łącznie 153,7 tys. mkw. PUM. Zakładamy średni roczny wydatek na grunty na poziomie 150- -200 mln zł — mówi Mateusz Juroszek.

W pierwszym półroczu 2018 Atal zakontraktował 1296 lokali i osiągnął 125,9 mln zł zysku netto, czyli o ponad 39 proc. więcej niż przed rokiem. Mimo bardzo dobrych wyników, wiceprezes przyznaje, że spółka boryka się z tymi samymi problemami, co cała branża.

— Chodzi o rosnące koszty wykonawstwa, zbyt małą liczbę rąk do pracy, brak pomocy państwa. Apokalipsy jednak nie będzie. Sprzedaż w tym roku będzie mniejsza, jeśli chodzi o cały rynek, ale ciekawy będzie przyszły rok, bo baza będzie niższa, więc wszyscy znów będą mieli szansę pokazywać wzrost — uważa Mateusz Juroszek.

 

OKIEM EKSPERTA

Drzemiący potencjał

MACIEJ GÓRKA, dyrektor ds. rozwoju w E-bazanieruchomosci.pl

Problemy deweloperów w realizacji projektów inwestycyjnych w Polsce różnią się w zależności od miasta, jednak o ile pewne kwestie biurokratyczne można w danym urzędzie usprawnić i działać na rzecz dewelopera, to trudności sprawiają obecne regulacje prawne, np. prawo budowlane, które mimo nowelizacji nie usprawniło procesów administracyjnych. Dlatego choć mniejsze miasta zachęcają inwestorów do budowania, a deweloperzy widzą tam dla siebie potencjał, to w większości przypadków temat kończy się na dobrej woli gminy, a problemy pierwotne pozostają. Zwłaszcza gdy projekty mają być wieloetapowe, a teren, na którym ma powstać inwestycja, nieobjęty jest miejscowym prawem zagospodarowania. Abstrahując od trudności, jakie stwarza w realizacji projektów mieszkaniowych otoczenie administracyjne, w mniejszych miastach drzemie spory potencjał, ponieważ cierpią one na niedobór mieszkań. Takim przykładem jest Opole, gdzie na pierwszych etapach inwestycji sprzedaje się ponad połowa mieszka, a takich miast jest więcej.

OKIEM EKSPERTA

To może zaprocentować

MARCIN KRASOŃ, analityk rynku nieruchomości Home Brokera

Deweloperzy jeszcze nigdy nie budowali i nie oddawali do użytkowania tylu mieszkań, ile teraz. Boom na rynku koncentruje się w głównych ośrodkach miejskich, które są największymi rynkami zbytu i pozwalają najwięcej zarobić. Może to doprowadzać do sytuacji, w której administracja nie nadąża za potrzebami firm budujących mieszkania i procedury trwają coraz dłużej. Mniejsze ośrodki mają możliwość sprawniejszego działania i są w stanie zaoferować deweloperom większą elastyczność. Ponadto tym miastom bardziej zależy na przyciąganiu inwestorów. Odpowiednio dywersyfikując i wyceniając projekty, spółki są w stanie dobrze zarabiać budując poza kilkoma najważniejszymi ośrodkami. Przykładem na to jest choćby Rzeszów, gdzie obecnie rocznie oddaje się do użytku dziewięć razy więcej mieszkań niż w szczycie boomu 2005-08.