We wtorek na krajowym rynku walutowym było bardzo gorąco, a notowania naszej waluty sięgnęły najniższego poziomu od połowy listopada 2000 r. Odchylenie od dawnego parytetu wyniosło jedynie minus 2 proc.! Cena dolara wzrosła do 4,239 zł. Cena euro zwyżkowała do 4,195 zł. Rynek z wielkim niepokojem oczekuje na plan nowego ministra finansów, a Grzegorz Kołodko na razie milczy.
W pierwszych godzinach handlu panikę wśród inwestorów wzbudziły wypowiedzi polityków ekipy rządzącej, dotyczące dewaluacji złotego. Jerzy Szmajdziński z SLD dał do zrozumienia, że rząd pracuje nad projektem dewaluacji. Z kolei przewodniczący komisji finansów publicznych Mirosław Czerniawski poinformował, że jeszcze w tym tygodniu minister finansów będzie omawiał tę sprawę z posłami. Po południu wzrost cen dewiz uległ wyhamowaniu. Rzecznik rządu Michał Tober po posiedzeniu Rady Ministrów poinformował, że sprawa dewaluacji nie była omawiana. O godz. 15.55 jeden dolar wyceniany był na 4,195 zł, a jedno euro na 4,1679 zł. Później nasza waluta przeżyła jeszcze jeden silny skok, by skończyć dzień ceną dolara na poziomie 4,2050 zł i ceną euro wynoszącą 4,1774 zł (dane z godz. 18.10).
Notowania złotego mogą być narażone na kolejne spadki. Zakładając dalszy wzrost wartości euro do dolara na rynku międzynarodowym ewentualną większą przecenę naszej waluty powinniśmy jednakże obserwować jedynie na kursie EUR/PLN. Kurs dolara powyżej 4,21 zł wydaje się odpowiedni do sprzedaży waluty amerykańskiej.