Atmosfera konfliktu wokół RPP nie służy słabnącej gospodarce

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2001-12-21 00:00

Leszek Balcerowicz z rezerwą komentuje coraz ostrzejsze ataki na przedstawicieli banku centralnego. Jego zdaniem, zamieszanie wokół RPP na pewno nie służy i tak słabnącej gospodarce.

„Puls Biznesu”: Czy między rządem a Radą Polityki Pieniężnej doszło do konfliktu?

Leszek Balcerowicz: Na razie trudno się wypowiadać na ten temat. RPP przed kilkoma tygodniami wystosowała do premiera Leszka Millera zaproszenie do rozmów. Proponowany termin nie odpowiadał panu premierowi.

Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że konflikt jest coraz ostrzejszy...

LB: Niektórzy politycy próbują wyznaczyć RPP zadania dotyczące obniżki w określonym czasie, a jednocześnie mówi się opinii publicznej, że jeśli rada tego zadania nie wykona, to automatycznie wejdzie w konflikt z rządem. To oznacza powrót do języka, z którym pożegnaliśmy się 12 lat temu. Dodatkowo, wyrządza poważne szkody społeczne. Do skutecznego wykonywania misji niezbędna jest silna pozycja instytucji, której powierza się jej realizację. Ataki na bank centralny wnoszą atmosferę konfliktu do społeczeństwa, które pragnie spokoju.

Czy uważa Pan, że obecna polityka monetarna jest optymalna?

LB: Półtora roku temu największym powodem do niepokoju był ponad 8-proc. deficyt na rachunku obrotów bieżących, przyspieszająca inflacja oraz bezrobocie. Teraz deficyt handlowy został zredukowany do 4 proc. i jest szansa na jego stabilizację na tym poziomie. Inflacja spadła w tym czasie z ponad 10 proc. do 4 proc. Tego nie dałoby się osiągnąć bez prowadzenia właściwej polityki monetarnej.

RPP w tym roku już sześć razy obniżała stopy procentowe. Czy władze monetarne są teraz bardziej czułe na problemy wzrostu gospodarczego?

LB: Znaczne redukcje stóp procentowych w 2001 r. dowodzą, że RPP bierze pod uwagę okoliczności, których nie można przewidzieć. Zamach terrorystyczny z 11 września i jego gospodarcze konsekwencje przyczyniły się do obniżek stóp. Najważniejszym wkładem polityki pieniężnej w zdrowy i długofalowy rozwój jest zapewnienie stabilności cen.

Jaka jest w tym rola banku centralnego?

LB: Realizowana przez RPP polityka sprawdza się z punktu widzenia najważniejszego celu, jakim jest zapewnienie trwale niskiej inflacji. Bardzo ważny jest także pozaekonomiczny wymiar jakości życia w kraju. Ludzie chcą mieć poczucie pewności, dotyczące stabilności pieniądza i stabilności cen. Ważne jest także, by w Polsce opłacało się oszczędzać. Polityka stóp procentowych bierze pod uwagę nie tylko oprocentowanie kredytów, ale także oprocentowanie depozytów.

Politycy tego nie potrafią zrozumieć?

LB: Mamy 12 lat III Rzeczypospolitej i kilka kolejnych rządów, ale sytuacji, jaka ma miejsce obecnie, jeszcze w Polsce nie było. Jestem dumny, że jedną z kluczowych ustaw z pierwszego pakietu w 1989 roku była propozycja niezależności banku centralnego. To jest fundamentem uzyskania rozwoju gospodarczego i gwarancją skutecznej walki z inflacją. Rażąco nowe i szokujące na tle naszego i światowego doświadczenia jest stosowanie jawnych gróźb wobec banku centralnego.

Czy założenia budżetu na 2002 rok nie są zbyt ostrożne?

LB: Założenia budżetowe dotyczące PKB są rozsądne. Dobrze, że są konserwatywne. Jeżeli będzie sprzyjająca sytuacja zewnętrzna, wzrost gospodarczy może być szybszy. Tempo wydatków w budżecie państwa na 2002 roku zostało zmniejszone w porównaniu z poprzednim projektem. To znak, że rząd dostrzega potrzebę redukcji nadmiernych wydatków. Jednak deficyt sektora finansów publicznych nadal pozostaje na wysokim poziomie. Nie można więc uznać, że proces uzdrawiania finansów publicznych został zakończony.

Na co powinien zwrócić szczególną uwagę minister Marek Belka?

LB: Niezręcznie jest oceniać pracę swoich następców, ale jest dużo do zrobienia w całym systemie socjalnym, np. KRUS wydaje aż 15-16 mld złotych rocznie! Z analiz przeprowadzonych w NBP wynika, że gdyby od 1993 był w Polsce elastyczny rynek pracy, dziś bezrobocie wynosiłoby 7 proc., a przyrost zatrudnienia dałby miliardowe dochody dla budżetu.

Czy zaostrzenie fiskalizmu jest dobrym lekarstwem na kłopoty budżetu?

LB: Każdy rozsądnie myślący człowiek wie, że kraj nie może się rozwijać bez oszczędności, czyli kapitału. Należy więc stwarzać dogodne warunki do oszczędzania.

W państwowej kasie brakuje pieniędzy, ale proces prywatyzacji ulega spowolnieniu. Czy to Pana nie dziwi?

LB: Zaniechanie prywatyzacji przedsiębiorstw prowadzi do spadku ich rentowności i często do upadku. To ma negatywne konsekwencje dla ludzi w tych przedsiębiorstwach oraz dla finansów publicznych. Spowolnienie procesu prywatyzacji powoduje też zwiększenie emisji papierów skarbowych. To podbija rynkowe stopy procentowe i zwiększa koszty obsługi długu, a także przyciąga kapitał portfelowy. To zła droga i RPP już przed tym przestrzegała.

W listopadzie inflacja spadła do poziomu najniższego od prawie 30 lat. Czy należy uznać to za sukces RPP?

LB: W obniżaniu inflacji przejściowych sukcesów mieliśmy wystarczająco dużo, teraz chodzi o jego utrwalenie. Celem rady jest ustabilizowanie inflacji na niskim poziomie.

Czy walkę z inflacją można uznać za zakończoną?

LB: Walka z inflacją nigdy się nie kończy, podobnie jak nie kończy się walka o rozwój gospodarczy. Jeżeli chodzi o dążenie do niskiego poziomu inflacji, to niektóre kraje są pod tym względem mocniejsze fundamentalnie. USA mogły sobie pozwolić na politykę głębokich obniżek stóp procentowych dlatego, że przed Alanem Greenspanem, szefem tamtejszego banku centralnego, był Paul Walter, który skutecznie obniżył wysoką w latach 80. inflację w Stanach Zjednoczonych przez politykę wysokich stóp. Doprowadził do tego, że w społeczeństwie amerykańskim zakorzeniła się kultura niskiej inflacji. Podobnie jest w krajach Europy Zachodniej. Tam osiągano tę kulturę poprzez restrykcyjną politykę monetarną, której zazwyczaj towarzyszyła właściwa polityka fiskalna.

Czy inflacja w Polsce nie spada za szybko?

LB: Nawet jeżeli ktoś sądzi, że inflacja w Polsce jest obniżana zbyt szybko, nie powinien wyciągać wniosków, że teraz trzeba ten trend odwracać. Wtedy całą pracę trzeba by zaczynać od początku.

Jednak celem rady na 2001 rok była inflacja na poziomie 6-8 proc...

LB: Należy rozróżnić cele strategiczne od celów krótkoterminowych, czyli taktycznych. Zasadnicze znaczenie ma wymiar strategiczny, czyli doprowadzenie do trwale niskiej inflacji, czyli poniżej 4 proc. w 2003 roku. Cele roczne mają znaczenie pomocnicze i nie powinny być nigdy wyolbrzymiane. W krajach o bardziej dojrzałej niż nasza gospodarce, a stosujących strategię bezpośredniego celu inflacyjnego faktyczna inflacja często odbiega od celów rocznych.

Kiedy nastąpi znaczący wzrost dynamiki PKB?

LB: Nie uda się doprowadzić do trwale wyższego wzrostu gospodarczego bez odpowiednich reform strukturalnych, tak jak nie uda się zredukować bezrobocia bez reformy rynku pracy. Tutaj żadne obniżki stóp procentowych nie pomogą.

Mamy bardzo niską inflację, dużo lepszy wynik na rachunku obrotów bieżących, ale za to symboliczny wzrost gospodarczy. Co zrobić, by ożywić gospodarkę?

LB: W ostatnich 18 miesiącach Polska wyszła ze strefy dużego zagrożenia makroekonomicznego dla przyszłego wzrostu. To trzeba teraz zachować i umocnić poprzez reformy strukturalne. Jeśli tak się stanie, to systematycznie siły rozwoju będą się umacniać, a sukces makroekonomiczny będzie ugruntowany.

Okiem eksperta

NBP ma prawo być niezależny

Pozostawienie stóp procentowych bez zmian sprowokowało krytykę Rady Polityki Pieniężnej przez rząd. PSL chce zwiększyć zadania rady o kreowanie wzrostu gospodarczego. Zamierza też przedstawić wniosek o zwiększenie liczby członków rady, co może doprowadzić do odejścia obecnych. Zmiana ustawy o NBP w obecnej sytuacji stanowi zagrożenie dla niezależności rady. Poprawki mogą mieć duże poparcie w Sejmie, ale niemal na pewno zostaną zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny. Konstytucja gwarantuje bowiem NBP prawo do wyznaczania polityki monetarnej. Także Unia Europejska może być przeciwna takim zmianom, a rząd Polski nie może pozwolić sobie na kolejne opóźnienie negocjacji.

Oliver Weeks

analityk Morgan Stanley