Aukcja 5G wystartuje od 1,8 mld zł

opublikowano: 09-12-2019, 22:00

Cena jednego bloku częstotliwości ma wynosić 450 mln zł. Bloki są cztery i można oczekiwać, że będą licytowane wyżej.

Nieczęsto zdarza się, że państwo ma na sprzedaż coś, za co biznes jest skłonny dużo zapłacić, ale w przypadku częstotliwości radiowych, wykorzystywanych przez firmy telekomunikacyjne, tak właśnie jest. W 2016 r. telekomy wpłaciły do budżetu ponad 9 mld zł za wieloletnie rezerwacje częstotliwości potrzebnych do dostarczenia szybkiego internetu mobilnego LTE. Teraz będą walczyć o pasmo potrzebne do obsłużenia sieci kolejnej generacji, czyli 5G.

Zgodnie z unijnymi wymaganiami sieć 5G musi być dostępna komercyjnie w jednym dużym polskim mieście do końca przyszłego roku. By było to możliwe, Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) musi szybko przeprowadzić procedurę podziału między telekomy częstotliwości z zakresu 3,4-3,8 GHz do obsługi 5G. W pierwszej połowie przyszłego roku ma zostać przeprowadzona aukcja, której szczegółowe założenia zostały w poniedziałek przedstawione do konsultacji. Przy okazji UKE przedstawiło telekomom minimalne oczekiwania cenowe.

„Proponowana cena wywoławcza każdego z bloków wynosi 450 mln zł” — podał UKE.

Aukcyjny start

Oznacza to, że za piętnastoletnie rezerwacje na cztery bloki państwo oczekuje minimum 1,8 mld zł. Analitycy giełdowi szacowali tymczasem, że można spodziewać się kwoty dwukrotnie większej.

— Cena wywoławcza jest moim zdaniem ustawiona nisko. Oczekiwania co do ostatecznych wydatków telekomów w aukcji były i nadal są wyższe — ja zakładałem 850 mln zł za blok, ale przy scenariuszu rozdysponowania bloków szerszych niż proponowane przez UKE 80 MHz. Uwagę zwracają jednak przedstawione do konsultacji szczegółowe warunki aukcji, które mogą sprawić, że rywalizacja cenowa nie będzie aż tak zacięta — mówi Paweł Szpigiel, analityk DM mBanku.

Te warunki to m.in. dysponowanie już innymi ogólnopolskimi rezerwacjami częstotliwości oraz udokumentowane inwestycje w infrastrukturę radiową o wartości ponad 1 mld zł w latach 2016-18. Konieczne będzie też wniesienie wadium w wysokości 450 mln zł.

Jedna grupa kapitałowa będzie mogła starać się tylko o jedną rezerwację.

— Te warunki sprawiają, że postępowanie będzie przypominało raczej przetarg niż aukcję. Dlatego nie zdziwię się, jeśli nie będzie bardzo mocnego podbijania cen, jakie się odbyło przy aukcji LTE, a ceny zatrzymają się ostatecznie na poziomie nieodległym od ceny wywoławczej — mówi Paweł Szpigiel.

Budżetowy zastrzyk

Każdy z bloków ma identyczną szerokość, ale dla telekomów jedne mogą być bardziej atrakcyjne od innych. To dlatego, że część będzie permanentnie lub czasowo niedostępna w niektórych powiatach ze względu na wcześniejsze rezerwacje. W przypadku bloku A permanentna niedostępność fragmentów pasma dotyczy np. części powiatów: wałbrzyskiego, nowosądeckiego, bytowskiego, słupskiego czy kilku gmin z Mazowsza. W przypadku bloku B ograniczeń permanentnych jest mniej, a w blokach C i D nie ma ich wcale.

— Te różnice nie wydają się aż tak duże, by wywindować mocno w górę cenę któregoś z nich — uważa Paweł Szpigiel.

Przypomnijmy, że gdy UKE poprzednio organizował aukcję na częstotliwości, telekomy licytowały bardzo ostro. Do wzięcia było wtedy pięć bloków z pasma 800 MHz i czternaście z pasma 2,6. W pierwszym przypadku cena wywoławcza wynosiła 250 mln zł za blok, a w drugim — 25 mln zł. Ostatecznie po ośmiu miesiącach licytacji za bloki w „osiemsetce” płacono od 1,5 do 2 mld zł, a za wyższe częstotliwości od niespełna 40 do ponad 50 mln zł. Do budżetu państwa wpłynęło dzięki temu 9,23 mld zł.

W przypadku sieci 5G rozdysponowanie częstotliwości z pasma 3,4-3,8 GHz nie wystarczy. Konieczne będzie jeszcze rozdzielenie mającego obsłużyć duże skupiska ludności pasma 26 GHz, a także „pokryciowego” pasma 700 MHz, wykorzystywanego obecnie przez telewizję. Na pierwszych rozdysponowanych częstotliwościach operatorzy mają rozpocząć świadczenie usług komercyjnych w co najmniej jednym mieście wojewódzkim w ciągu sześciu miesięcy od zakończenia aukcji za pomocą sieci minimum 10 nadajników. Do końca 2025 r. każda sieć 5G ma mieć co najmniej 500 stacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu