W trakcie porannego środowego handlu, dolar australijski umocnił się powyżej 0,664 za dolara amerykańskiego. Tak drogo nie był od połowy marca.
Przyczyn aprecjacji nie należy jednak upatrywać wyłącznie w czynnikach o charakterze czysto fundamentalnym, a jedynie w osłabieniu amerykańskiego konkurenta. Zielony traci bowiem na wartości w oczekiwaniu na publikację kluczowych danych o inflacji w Stanach Zjednoczonych, które zostaną zaprezentowane dzisiaj o godzinie 14.30 polskiego czasu.
Z krajowego podwórka, aussie zareagował na dane pokazujące nieoczekiwane spowolnienie wzrostu płac w Australii w pierwszym kwartale, co potwierdziło gołębie nastawienie do polityki pieniężnej Banku Rezerw Australii. Bez równoczesnego osłabienia „zielonego” czynnik tej jednak przemawiałby za deprecjacją Australijczyka.
Z kolei roczny budżet największej gospodarki rejonu Azji Południowo-Wschodniej i Pacyfiku pokazał, że rząd Australii zamierza obniżyć inflację ogółem i złagodzić presję związaną z kosztami życia, wydając miliardy na obniżenie rachunków za energię i czynszów, przy jednoczesnym obniżeniu podatków dochodowych. Rząd spodziewa się, że obecna inflacja zasadnicza wynosząca 3,6 proc. powróci do celu Banku Rezerw Australii na poziomie 2–3 proc. do końca roku. Jeśli ten scenariusz się ziści, bank centralny prawdopodobnie obniży stopy procentowe wcześniej, niż oczekują rynki.
