Czytasz dzięki

Auta do portfela milionera

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 21-07-2012, 11:23

Samochody klasyczne przynoszą wyższe stopy zwrotu niż wiele innych inwestycji. Zarabiać mogą jednak tylko zamożni

Brytyjski dziennik „The Guardian” pokusił się o podsumowanie rynku inwestycji alternatywnych w ostatnim dziesięcioleciu. Okazuje się, że inwestycja w samochody klasyczne jest obok sztuki i wina najbardziej zyskowna. Przynosi też stabilne zyski. Na rynku przybywa więc nie tylko kolekcjonerów starych samochodów, ale również osób, które widzą ich potencjał inwestycyjny. Obroty rosną z roku na rok. Szacuje się, że roczne wynoszą już 20 mld EUR.

Wyświetl galerię [1/3]

Kolekcjonerska Alfa Romeo 8C-2900MM z 1938 r. (fot. Bloomberg)

Auto kontra S&P

Ocenę rynku ułatwiła organizacja HAGI (Historic Automobile Group International), która utworzyła indeksy monitorujące koniunkturę. Z jej danych wynika, że średnia wartość rynkowa 38 modeli ujętych we wskaźniku wzrosła od 1980 r. do końca 2011 r. prawie 30-krotnie, co daje średnioroczną stopę zwrotu 12,5 proc. Tylko od 2000 r. rynek powiększył się prawie czterokrotnie, przynosząc średniorocznie 17 proc. zysku.

W tym roku kolekcjonerzy również nie mogą narzekać. Mimo wiosennej stagnacji Top 50 Hagi Index zyskał w pierwszej połowie roku 10,33 proc. (w ubiegłym roku było to 13,89 proc.). W tym samym czasie indeks S&P500 wzrósł o 8,3 proc. W poprzednich latach różnice były jeszcze większe.

35 mln za ferrari

Kolejne rekordowe ceny na rynku aut klasycznych już nikogo nie dziwią. Tylko w ostatnich tygodni na aukcjach sprzedanoosiem klasycznych ferrari za 135 mln USD. W styczniu model z 1963 r. znalazł nowego amatora za 32 mln USD. Rekord nie utrzymał się jednak długo. W maju padł kolejny. Holenderski biznesmen sprzedał Ferrari 250 GTO z 1962 r. amerykańskiemu kolekcjonerowi Craigowi McCaw za 35 milionów USD. To najdroższe auto klasyczne. Na jego cenę wpływ ma również historia. Wyprodukowane było bowiem dla Stirlinga Mossa — brytyjskiej legendy Formuły 1, który brał udział w 497 wyścigach. To ważne dla kolekcjonera. Dla biznesmena ważniejszy jest zysk, a ten również jest imponujący. W ciągu 10 lat dotychczasowy właściciel auta zarobił 311 proc. Tylko w ciągu dwóch ostatnich lat cena wzrosła o 75 proc.

Do najcenniejszych marek należy Bugatti. W 2008 r. za auto Type Atlanta 57C Atlanta padł rekord wynoszący 7,5 mln USD, ale niespełna dwa lata później został pobity o ponad 2,5 mln USD, a w maju 2010 r. za auto tej klasy nowy właściciel musiał wyłożyć ponad 30 mln USD.

Inwestycja dla pasjonata

Rynek aut klasycznych to nie zawsze dziesiątki milionów. Większość transakcji zawiera się w przedziale od 1,5 do 2 mln USD. W tych cenach można np. kupić cenione przez kolekcjonerów Porsche Spyder. Najlepszą inwestycją są samochody produkowane w limitowanych seriach do tysiąca sztuk. Są też takie, których było nie więcej niż 500. Doceniany jest również sposób ich produkcji. Wiele elementów wykonywano ręcznie z niedostępnych już dzisiaj materiałów. Najcenniejsze są więc te, które mają oryginalne części. To dzisiaj małe dzieła sztuki, tak jak inne wyroby rzemiosła, które drożeją z roku na rok. Przybywać ich nie będzie. Chyba że pojawią się podróbki, co również na rynku samochodowym nie należy do rzadkości. Szacuje się, że niektórych typów mercedesa przewijało się przez rynek więcej, niż wynosiła ich limitowana produkcja.

Dietrich Hatlapa, twórca indeksu HAGI, podkreśla, że głównymi czynnikami, które decydują o powodzeniu inwestycji są obok wielkości produkcji: parametry techniczne, historia własności oraz aktualny stan pojazdów oraz ich atrakcyjność.

— Najbardziej atrakcyjne są auta przedwojenne i z lat 50. XX w. Najwięcej uwagi przyciągają znane marki, takie jak: Aston Martin, Bentley, Ferrari i Porsche — mówi Dietrich Hatlapa. Ale marek kwalifikujących się do określenia jako kolekcjonerskie zalicza ponad 260.

Indywidualnie lub zbiorowo

Tak jak kolekcjoner ma szanse intratnie ulokować pieniądze w aucie marzeń, biznesmenowi, który nie ma zainteresowań motoryzacyjnych, będzie znacznie trudniej, zwłaszcza że tylko w Europie działa ponad 40 dilerów specjalizujących się w pojazdach zabytkowych. W Polsce dotychczas można było liczyć tylko na pasjonatów. Wprawdzie w 2008 r. New World Alternative Investments podjął próbę umożliwienia swoim klientom inwestycji w stare auta, ale się nie powiodła. Lukę tę postanowiła wykorzystać Stilnovisti, firma od lat specjalizująca się w inwestycjach alternatywnych. Będzie oferowała portfel indywidualny od 400 tys. zł i grupowy w postaci spółki komandytowej od 50 tys. zł. W rzeczywistości pierwszy z portfeli powinien być znacznie grubszy, ponieważ w tej cenie nie kupi się atrakcyjnego auta. Trzeba się też liczyć z dodatkowymi opłatami, które są wysokie. Wprawdzie opłata za zarządzanie będzie wynosiła 2,7 proc., ale wstępna wynosi od 6,5 proc. w przypadku portfela powyżej miliona złotych do 8,5 proc., jeżeli zainwestuje się od 50 do 500 tys. zł. Stilnovisti zabierze też 30 proc. zysku. Warto też pamiętać o zapłaceniu 23-procentowego podatku VAT.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bednarz

Polecane