Auto do portfela milionera

Ewa Bednarz
opublikowano: 2012-07-22 18:58

Samochody klasyczne przynoszą wyższe stopy zwrotu niż wiele innych inwestycji. Zarabiać mogą jednak tylko zamożni

Brytyjski dziennik „The Guardian” pokusił się o podsumowanie rynku inwestycji alternatywnych w ostatnim dziesięcioleciu. Okazuje się, że inwestycja w samochody klasyczne jest obok sztuki i wina najbardziej zyskowna. Przynosi też stabilne zyski. Na rynku przybywa więc nie tylko kolekcjonerów starych samochodów, ale również osób, które widzą ich potencjał inwestycyjny. Obroty rosną z roku na rok. Szacuje się, że roczne wynoszą już 20 mld EUR.

Auto kontra S&P

Ocenę rynku ułatwiła organizacja HAGI (Historic Automobile Group International), która utworzyła indeksy monitorujące koniunkturę. Z jej danych wynika, że średnia wartość rynkowa 38 modeli ujętych we wskaźniku wzrosła od 1980 r. do końca 2011 r. prawie 30-krotnie, co daje średnioroczną stopę zwrotu 12,5 proc. Tylko od 2000 r. rynek powiększył się prawie czterokrotnie, przynosząc średniorocznie 17 proc. zysku.

W tym roku kolekcjonerzy również nie mogą narzekać. Mimo wiosennej stagnacji Top 50 Hagi Index zyskał w pierwszej połowie roku 10,33 proc. (w ubiegłym roku było to 13,89 proc.). W tym samym czasie indeks S&P500 wzrósł o 8,3 proc. W poprzednich latach różnice były jeszcze większe.

35 mln za ferrari

Kolejne rekordowe ceny na rynku aut klasycznych już nikogo nie dziwią. Tylko w ostatnich tygodni na aukcjach sprzedanoosiem klasycznych ferrari za 135 mln USD. W styczniu model z 1963 r. znalazł nowego amatora za 32 mln USD. Rekord nie utrzymał się jednak długo. W maju padł kolejny. Holenderski biznesmen sprzedał Ferrari 250 GTO z 1962 r. amerykańskiemu kolekcjonerowi Craigowi McCaw za 35 milionów USD. To najdroższe auto klasyczne. Na jego cenę wpływ ma również historia. Wyprodukowane było bowiem dla Stirlinga Mossa — brytyjskiej legendy Formuły 1, który brał udział w 497 wyścigach. To ważne dla kolekcjonera. Dla biznesmena ważniejszy jest zysk, a ten również jest imponujący. W ciągu 10 lat dotychczasowy właściciel auta zarobił 311 proc. Tylko w ciągu dwóch ostatnich lat cena wzrosła o 75 proc.

Do najcenniejszych marek należy Bugatti. W 2008 r. za auto Type Atlanta 57C Atlanta padł rekord wynoszący 7,5 mln USD, ale niespełna dwa lata później został pobity o ponad 2,5 mln USD, a w maju 2010 r. za auto tej klasy nowy właściciel musiał wyłożyć ponad 30 mln USD.

 

Cały artykuł czytaj tutaj