Zgodnie z przewidywaniami: już się zaczęło. Założenia budżetowe trafiły do Sejmu i są „obrabiane” przez Komisję Finansów Publicznych w której aż roi się od ekspertów, gotowych udowadniać wszystkim, że tylko oni wiedzą, jak zapewnić nam powszechną szczęśliwość. W ramach tego zapewniania ciągle odżywa pomysł ulżenia najbiedniejszym kosztem najlepiej zarabiających, zwiększenia kwoty wolnej od podatku i podwyższenia płacy minimalnej. Awanse te miałoby sfinansować wprowadzenie 50-proc. podatku dla osób zarabiających ponad 12 tys. złotych miesięcznie.
I chociaż pierwszy tego typu wniosek, zgłoszony przez Samoobronę, został oddalony, nie oznacza to wcale, że temat jest zamknięty. Wniosek Samoobrony był niedobry, bo miał niedobrego ojca. Przecież patent na robienie dobrze mniej zamożnym zawłaszcza sobie SLD, a jeszcze chętniej Unia Pracy.
Właśnie dzisiaj Anita Błochowiak, posłanka Sojuszu, w imieniu swojej partii, przedstawi propozycje zmniejszenia obciążeń finansowych dla najuboższych. I chociaż twierdzi, że nie będą one wymagały zmian w podatkach, to trzeba przecież pamiętać, że w budżecie i tak jest za mało pieniędzy, posłowie nie mogą zwiększać deficytu, można więc być przekonanym, iż pojawią się wielce oryginalne pomysły pozyskania dodatkowych środków. Tak oryginalne, jak pionowe korytarze w redakcji Gazety, których się dopatrzyła posłanka Błochowiak, lewicowy ekspert od podatków.