Przybiera na sile konflikt w Zakopanem i okolicach o specjalne opłaty, których żądają władze gminy od osób budujących domy. Chodzi o płacenie za przejazd po gminnych drogach pojazdów dostawczych i ciężarowych (z materiałami budowlanymi) o tonażu większym niż dopuszczalny na danym odcinku. Władze gminy podsuwają inwestorom umowy, bez których podpisania nie można dowozić ciężkich materiałów na teren budowy. Problem w tym, że w umowach narzucają bezzwrotną opłatę w wysokości co najmniej 10 tys. zł (zazwyczaj jest to wielokrotność wynikająca z liczby stawianych budynków) - bez względu na to, czy droga dozna uszczerbku, czy nie. Inwestorzy nie kryją oburzenia, niektórzy rozważają walkę w sądzie o odzyskanie „haraczu”.

Opłaty za „ewentualne” szkody
„PB” jest w posiadaniu umowy między gminą miasto Zakopane (reprezentowaną przez wiceburmistrza, naczelnika wydziału drogownictwa i transportu oraz skarbnika miasta) a jednym z inwestorów. Przedsiębiorca oświadcza w niej, że będzie w określonym terminie prowadził ruch pojazdów (do ustalonego tonażu) na wskazanym odcinku, a zarządca drogi wyraża na to zgodę. Co zaskakujące, strony z góry ustalają, że ruch pojazdów spowoduje uszkodzenia drogi wymagające naprawy. Inwestor zobowiązuje się więc pisemnie do bieżącego usuwania zniszczeń oraz dodatkowo do „pokrycia części kosztów odbudowy drogi – w wysokości 20 tys. zł”. W umowie jest zapis, że kwota nie podlega zwrotowi, a inwestor zrzeka się roszczeń.
Z Zakopanego słychać głosy oburzenia wobec takich praktyk.
- Moja firma wykonuje prace na rzecz inwestora w Zakopanem. Dostał on od gminy do podpisania cyrograf, że musi płacić spore pieniądze za przejazd samochodów na teren budowy. Musiał podpisać i zapłacić, bo nie mógłby nic wybudować. Nie odzyska pieniędzy, nawet jeśli droga nie zostanie uszkodzona. Ludzie są wściekli – mówi przedsiębiorca, proszący o anonimowość.
Inny nasz rozmówca, także zastrzegający anonimowość, odmówił zapłaty.
- Dostałem propozycję umowy. Było w niej zobowiązanie do naprawy drogi, jeśli ją uszkodzę. Miałem zapłacić 20 tys. zł, bo planuję wybudować dwa małe domki. To opłata bezzwrotna - tak naprawdę nie wiem za co. Nie zgodziłem się podpisać takiej umowy, gdyż dowiedziałem się o niej w chwili, gdy ciężarówka miała wjechać na budowę. To chyba nie jest w porządku. W innych gminach w Małopolsce jest inaczej, bo znajomi nie mieli takich problemów. Wcześniej nie miałem pojęcia, że oprócz zobowiązania do naprawy drogi urząd miasta będzie pobierał opłatę w takiej wysokości. Nie rozumiem dlaczego, przecież płacę tu podatki – mówi mieszkaniec gminy Zakopane.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że dodatkową opłatę od inwestorów wprowadzono na mocy uchwały rady gminy Zakopane. Nie udało nam się jednak tego potwierdzić. Z naszych informacji wynika, że uchwałę utajniono. W odpowiedzi na nasze pytania gmina Zakopane potwierdziła, że pobiera opłaty, bo inwestor pokrywa częściowo koszty odbudowy uszkodzonych dróg. Jako podstawę prawną wskazała art. 16 ustawy o drogach publicznych. „Środki wpłacone przez inwestora mogą zostać przeznaczone przez zarządcę drogi wyłącznie na jej odbudowę, w takim terminie, w jakim okaże się to konieczne (bez ograniczenia czasowego)” - napisało biuro prasowe Urzędu Miasta Zakopane.
Zapewniono nas też, że pieniądze trafiają na specjalne konto bankowe, na którym zgromadzono już 750 mln zł na remonty dróg w Zakopanem.
Prawnicy: to nielegalne
Sławomir Koper, radca prawny z kancelarii prawnej Koper i Wspólnicy, twierdzi, że władze Zakopanego pobierają opłatę od inwestorów bez podstawy prawnej.
- Art. 16 ustawy o drogach publicznych dotyczy budowy lub przebudowy dróg publicznych. Nie daje on podstawy prawnej do nakładania na inwestora budującego dom jednorodzinny obowiązku uiszczenia zryczałtowanej opłaty, związanej z wyrażeniem przez zarządcę drogi zgody na dojazd samochodów ciężarowych na plac budowy – uważa Sławomir Koper.
Podkreśla, że umowa jest jednostronnie korzysta dla zarządcy dróg, a opłata jest bezzwrotna zawsze, niezależnie od tego, czy droga została uszkodzona, czy nie.
- Gmina, jako silniejszy kontrahent publiczny, narzuca w umowach zapisy niekorzystne dla inwestorów, którzy nie mają możliwości negocjowania. Wysokość opłaty ustalana jest arbitralnie, a brak zgody inwestora oznacza brak możliwości zbudowania domu. UOKiK powinien sprawdzić, czy nie mamy do czynienia np. z naruszaniem praw konsumentów. Podpisanie umowy pod przymusem, wykorzystanie dominującej pozycji przez podmiot publiczny oraz brak wskazania właściwej podstawy prawnej wskazują na naruszenie interesów inwestora – podkreśla radca prawny.
Sytuację prawną przeanalizował partner w jednej z dużych firm prawniczych (proszący o anonimowość). Opinię oparł m.in. na wyroku Sądu Najwyższego z 24 lutego 2021 r., dotyczącym art. 16 ustawy o drogach publicznych.
- W świetle tego wyroku niedopuszczalne jest nałożenie na inwestora niedrogowego obowiązku finansowania budowy lub przebudowy drogi. Przekroczenie w tym zakresie zakresu swobody w kształtowaniu umów będzie stanowić podstawę do stwierdzenia nieważności czynności prawnej – podkreśla prawnik.
Agnieszka Święty, p.o. naczelnika wydziału drogownictwa i transportu w Zakopanem, powołuje się na kontropinię.
- Nasze biuro prawne pozytywnie zaopiniowało treść umów zawieranych z inwestorami – mówi Agnieszka Święty.
Jak problem dróg niszczonych przez ciężkie samochody rozwiązują inne gminy?
- Nie pobieramy opłat w związku z przejazdem samochodów o podwyższonym tonażu, jednak każdej zgodzie towarzyszy informacja, że wszelkie powstałe szkody muszą zostać naprawione na koszt wnioskodawcy. Naprawa może odbywać się dwojako: albo osoba odpowiedzialna za uszkodzenie zatrudnia profesjonalną firmę, która je naprawi, albo taką firmę zatrudnia gmina i przedstawia rachunek wnioskodawcy – mówi Roman Ptak, burmistrz Niepołomic.