Prezes UZP rozpracował nielegalne fortele w procedurze przetargowej. Chce mieć nowe narzędzie prawne, by skuteczniej je blokować.
„Puls Biznesu”: Jaka jest skala korupcji przy przetargach?
Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych (UZP): Sądzę, że nie tylko mnie trudno byłoby to, choćby w przybliżeniu, określić... Nie mamy ani możliwości prawnych, ani faktycznych, aby ustalić, że taki fakt miał miejsce. To raczej zadanie prokuratury, policji czy ABW, przy czym, jeśli zachodzi taka potrzeba, współdziałamy z tymi organami. Na co dzień kontrolujemy — i to w zasadzie największe przetargi — czy zamawiający i oferenci przestrzegają ustawowych procedur.
A te naruszenia to...
Zgodnie z Prawem zamówień publicznych, prezes UZP zobligowany jest do kontrolowania dużych postępowań — o wartości przekraczającej 5 mln EUR dla dostaw i usług i 10 mln EUR dla robót budowlanych. Skala nieprawidłowości w tych postępowaniach jest stosunkowo duża. Dochodzi do różnego rodzaju uchybień i naruszeń ustawy. Na przykład zmiany warunków przetargów podczas ich trwania, opisu przedmiotu zamówienia, który w sposób oczywisty wskazuje wybraną grupę wykonawców, ograniczając wolną konkurencję, czy żądania od wykonawców przedłożenia dokumentów, jakich nie wolno wymagać. Za szczególnie niepokojące zjawisko uznać trzeba stosowanie w przetargach preferencji lokalnych czy regionalnych, np. stawianie takich warunków udziału w postępowaniu czy kryteriów oceny ofert, aby wygrała firma miejscowa. Do banalnych przypadków należą m.in. nieaktualne regulaminy udzielania zamówień, co często wynika z posługiwania się przepisami „starej” ustawy.
W tym „patriotyzmie lokalnym” — jakie stosuje się sztuczki?
Przykładem może tu być zawarcie w postanowieniach specyfikacji istotnych warunków zamówienia zapisu, że cena oferty firmy „z naszego regionu” będzie oceniana poprzez pomniejszenie jej o np. 10 proc. To absolutnie niezgodne z ustawą! Z tego rodzaju problemem mieliśmy do czynienia w przetargu na budowę Centrum Medycznego w Łodzi o wartości 140 mln zł. Niezgodne z przepisami jest także opisywanie przedmiotu zamówienia w sposób wskazujący praktycznie na jednego wykonawcę, np. poprzez bardzo precyzyjne określenie danych technicznych czy żądanie specyficznych certyfikatów. Mieliśmy sygnały, że tego rodzaju sytuacja wystąpiła w przetargu prowadzonym przez MENiS na komputeryzację sal w szkołach podstawowych. Skargi w tej sprawie trafiły też do Komisji Europejskiej. Obecnie przetarg ten jest przez nas kontrolowany.
Czy już udało się coś wykryć?
Jesteśmy w toku kontroli, ale wygląda na to, że opis procesora wskazuje na jeden jego rodzaj, a być może w ten sposób na konkretnego producenta komputerów. Najprawdopodobniej wystąpimy jeszcze o opinię ministra nauki i informatyzacji.
Jakie są powody skłaniające do takich naruszeń?
Nieznajomość prawa, arogancja urzędnicza, a czasami zwykła głupota. Niestety, często do tych nagannych, nielegalnych działań — skutkujących nawet nieważnością postępowania — dorabia się specyficzną ideologię lokalną: „jeśli tak nie postąpimy, to wygra obca firma”. Żaden interes publiczny nie może usprawiedliwiać łamania prawa. Być może niekiedy w grę wchodzą też układy czysto korupcyjne.
Jeśli UZP wykryje, że zamawiający rażąco złamał prawo, to jakie grożą mu konsekwencje?
Wówczas zalecamy unieważnienie postępowania. Niepokojące jest to, że czasami zamawiający i tak podpisuje umowę ze zwycięzcą przetargu. Dotychczas były trzy takie przypadki, wśród nich wspomniany przetarg w Łodzi. Występujemy wówczas do właściwego sądu z pozwem o unieważnienie umowy. W sprawie łódzkiej sąd podzielił nasze stanowisko i uznał, że prezes urzędu, zalecając unieważnienie postępowania, działał w interesie publicznym. Jak będzie w pozostałych sprawach — zobaczymy.
Podkreśla pan ograniczoną skuteczność zalecenia unieważniania przetargów.
Nie stanowi to formalnego zakazu podpisania umowy. Pozostaje pozew w sprawie jej unieważnienia, a z tym może być różnie. Przykład? W 1998 r. ówczesny prezes UZP, mając ku temu wszelkie przesłanki, wniósł taki pozew, a rozstrzygnięcie sądu zapadło dopiero w 2004 r. Zamówienie już dawno zrealizowano... Dlatego — w ramach nowelizacji przepisów — wniesiemy, by kontrola uprzednia kończyła się decyzją administracyjną. To w niej prezes UZP zezwalałby na podpisanie umowy wraz ze wskazaniem naruszeń, które trzeba wyeliminować przy następnych postępowaniach, albo zakazywałby jej podpisania — i unieważniał przetarg. Taka procedura zdecydowanie ukróciłaby dotychczasowe złe praktyki. Oczywiście, tak jak przy każdej decyzji administracyjnej zamawiającemu przysługiwałaby skarga do właściwego sądu administracyjnego.