BAKOMA PLANUJE KUPNO MŁYNÓW
Producent jogurtów zamierza stworzyć grupę zakładów zbożowych
ZMIANA KURSU: Być może dla Zbigniewa Komorowskiego, głównego akcjonariusza Bakomy, nadszedł wreszcie długo zapowiadany czas kupowania. Prawdopodobnie po sprzedaży pakietu akcji firmy jogurtowej, kupno młynów będzie jego następną inwestycją. fot. Marcin Wegner
Środki ze sprzedaży pakietu akcji fabryki jogurtów francuskiemu Danone właściciele Bakomy prawdopodobnie zainwestują w branżę młynarską. Firma przymierza się do stworzenia własnej grupy zakładów zbożowych, skupionej wokół młyna w Szymanowie.
Bakoma kontroluje 63,7 proc. akcji zakładów w Szymanowie. Firma ta, jako jedna z niewielu działających w tej branży, przyniosła w 1998 roku zysk netto wysokości 2,5 mln zł, przy obrotach sięgających prawie 100 mln zł. Sprzedaż Szymanowa wzrosła w ciągu roku o 20 proc.
Młyny o krok od upadku
Szymanów jest jednak w branży zbożowej wyjątkiem. Tylko w ubiegłym roku upadłość ogłosiło kilka przedsiębiorstw, m.in. młyny w Kutnie i Sierpcu. Na granicy bankructwa stoją Państwowe Zakłady Zbożowe w Opolu.
Bakoma prawdopodobnie zdecyduje się utworzyć wokół Szymanowa grupę kapitałową, do której wejdą co najmniej trzy inne młyny: w Białołęce, Płońsku i Kielcach. Na realizację takiego projektu właściciele Bakomy mogliby wykorzystać środki ze sprzedaży pakietu akcji fabryki jogurtów francuskiemu Danone.
— Ponieważ branża młynarska w tej chwili jest nierentowna, większość zakładów opłaca się kupić ze względu na niską cenę. Bakoma poszukuje pewnych inwestycji, a młyny zawsze będą potrzebne. Niezbędne są jedynie pieniądze na ich restrukturyzację — tłumaczy nasz anonimowy rozmówca z jednego z krajowych młynów.
Za dużo przetwórni
Do wzięcia są również młyny, których pozbywa się Rolimpex, ale zainteresowani oceniają, że firma wystawia je za zbyt wygórowaną cenę. Wszyscy związani z branżą zgadzają się co do tego, że w kraju działa za dużo zakładów zbożowych. Z prawie 2 tys. państwowych i prywatnych firm, za kilka lat może zostać najwyżej pięć regionalnych grup. Będą one skupiać po kilka, najwyżej kilkanaście fabryk, które będą w stanie zaspokoić całe zapotrzebowanie rynku. Fabryki, które skupiają się na produkcji mąki i kasz, działają przede wszystkim na rynkach lokalnych. Krzysztof Banasiuk, prezes zakładów z Szymanowa, ocenia, że jego firma kontroluje około 30 proc. rynku centralnej Polski.
— Jesteśmy jednym z największych przedsiębiorstw tej branży w kraju. Miesięcznie przerabiamy kilkanaście tysięcy ton zboża — zaznacza Krzysztof Banasiuk.
Do pierwszej dziesiątki zaliczają się również Śląskie Zakłady Zbożowo-Młynarskie w Zabrzu.
— Konkurujemy o drugie miejsce na rynku — mówi Andrzej Hołda, prezes zabrzańskiej fabryki.
Nie oznacza to jednak, że firmie z Zabrza dobrze się powodzi — jej strata netto za ubiegły rok wyniosła 9,3 mln zł.
W dużo lepszej kondycji finansowej są producenci, którzy rozszerzają ofertę także o inne wyroby. Na przykład Lubella z Lublina, znany producent makaronów i słonych paluszków, wypracowała w ubiegłym roku zysk wysokości 7,2 mln zł, przy sprzedaży przekraczającej 161 mln zł.
Szukanie pomysłów
Pracownicy branży młynarskiej proponują sprzeczne rozwiązania, mające służyć ratowaniu młynów zagrożonych upadłością. Dla jednych metodą jest konsolidacja przedsiębiorstw zbożowych. Inni już od dawna rozglądają się za inwestorem strategicznym. Ich zdaniem, łączenie biedy z biedą nie poprawi fatalnej sytuacji firm decydujących się na konsolidację.