Balcerowicz: MFW mylił się głębiej, niż przyznaje

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-01-22 00:00

Fundusz walutowy przyznał się do „błędów w metodologii”. Zdaniem Leszka Balcerowicza, problem tkwi gdzie indziej.

Przyznanie się do błędu nie naprawia szkody. W opublikowanym na początku stycznia raporcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Oliver Blanchard, jego główny ekonomista, przyznał, że prognozy wzrostu gospodarczego dla krajów próbujących wyjść z kryzysu okazywały się zbyt optymistyczne, i tłumaczył to m.in. niedoszacowaniem ujemnego wpływu obniżaniawydatków rządowych na PKB. Według prof. Leszka Balcerowicza, problem MFW i europejskiej gospodarki tkwi jednak gdzie indziej.

— Fundusz wszedł na złą ścieżkę — przed wybuchem kryzysu był organizacją tracącą na znaczeniu i przy pierwszej okazji, niczym ambitny polityk, postanowił zabłysnąć. Jego zalecenia w pierwszej fazie kryzysu okazały się jednak zwyczajnie złymi radami, a teraz przyznaje się do mało istotnych błędów, a pomija zasadnicze.

W jego działaniach brakuje długoterminowej perspektywy — uważa prof. Leszek Balcerowicz. Oliver Blanchard tłumaczył, że rozjechanie się szacunkówMFW z rzeczywistością (m.in. w sprawie Grecji, która miała powrócić na ścieżkę wzrostu po dwóch latach, a jest pogrążona w kryzysie już od sześciu) było efektem przekonania, że zmniejszenie wydatków państwa o 1 EUR zmniejsza wielkość dochodu narodowego o 50 eurocentów, tymczasem teraz wiadomo, że liczba ta jest dwa-trzy razy większa.

— W modelach MFW niedoszacowane były negatywne skutki podnoszenia podatków i obniżania inwestycji publicznych na wzrost gospodarczy. Grecja nie miała innej możliwości niż redukcja deficytu, ale można to było zrobić inaczej, np. obniżając wydatki socjalne, co nie odbiłoby się tak negatywnie na tempie wzrostu — mówi Aleksander Łaszek, ekonomista stworzonego przez prof. Balcerowicza Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Prof. Balcerowicz zwraca uwagę na to, że dyskutując o kryzysie, porównuje się obecne tempo wzrostu PKB z tempem osiąganym w okresie gospodarczego boomu i narastania spekulacyjnych baniek.

— Zapomina się tym samym, że wyniki osiągane w boomie były sztucznie pompowane, wspomagane sterydami. To zaś często powoduje pospieszne decyzje nie w tych obszarach, w których ich potrzeba — mówi były wicepremier i szef NBP. Według niego, to nie krótkoterminowe spowolnienie gospodarki jest tym, z czym powinny walczyć krajowe rządy, także w Polsce.

— Prawdziwym problemem jest spowolnienie w długim okresie, a np. w Polsce przy dotychczasowym sposobie prowadzenia polityki powrót do tempa wzrostu na poziomie 4 proc. jest nierealny. Sprawy dyscypliny budżetowej w poszczególnych krajach nie da się załatwić ze szczebla europejskiego — potrzebna jest zmiana układów politycznych i społecznych na szczeblu państw członkowskich — mówi Leszek Balcerowicz.

Czym więc powinny zająć się polskie władze?

— Długoterminowo najważniejsze jest zapobieganie skutkom starzenia się społeczeństwa i pobudzanie inwestycji prywatnych — mówi Leszek Balcerowicz.