Baltic Ceramics zbiera gotówkę na mikrogranulki

Spółka buduje pierwszą fabrykę proppantów w Unii Europejskiej. Liczy się dla niej świat, a nie tylko polskie łupki.

Jeśli chodzi o polskie łupki, to władze spółki Baltic Ceramics tryskają takim optymizmem, że biją na głowę głównego geologa kraju.

Zobacz więcej

KAWAŁEK ŚWIATOWEGO TORTU: Baltic Ceramics, którego prezesem jest Piotr Woźniak, uruchomi produkcję proppantów już w połowie przyszłego roku. Pełnia mocy da spółce udział 5 proc. w światowej produkcji tych mikrogranulek. [FOT. GK]

— To, że dotychczas nie mamy w Polsce jednoznacznego sukcesu łupkowego, wynika wyłącznie z systemu koncesyjnego, który na szczęście zostanie zmieniony — zauważa Dariusz Janus, przewodniczący rady nadzorczej Baltic Ceramics.

Sukces łupkowy przyjdzie

Dariusz Janus przekonuje, że firmom szukającym łupków w Polsce nie zależy na odtrąbieniu sukcesu już teraz. Na razie mają koncesje poszukiwawczo-rozpoznawcze, po których będą musiały się ubiegać o koncesje na wydobycie. I konkurować o takie koncesje na równi z innymi, którzy wcześniej się danym terenem nie interesowali. Tymczasem nowelizacja prawa geologiczno-górniczego, która przechodzi właśnie przez Sejm, wprowadza jeden rodzaj koncesji — koncesję poszukiwawczo-wydobywczą.

— Dlatego firmy wolą poczekać na zmiany w prawie. Jestem przekonany, że w drugim półroczu będziemy w Polsce mieli pierwszy komercyjny odwiert łupkowy — uważa Dariusz Janus. Takich prognoz nie ogłasza nawet Sławomir Brodziński, wiceminister środowiska i główny geolog kraju, który przeprowadza właśnie nowe prawo przez Sejm. Wypytywany, unika odpowiedzi.

— Jestem natomiast dobrej myśli, jeśli chodzi o prace legislacyjne. Atmosfera prac jest konstruktywna — mówił ostatnio Sławomir Brodziński.

Świat kupuje proppanty

Optymizm Baltic Ceramics może wynikać z tego, że wczoraj ruszyły zapisy na jej akcje. Spółka, której strategicznym celem jest budowa zakładu i uruchomienie produkcji proppantów ceramicznych (mikrogranulek wykorzystywanych w procesie szczelinowania), zachęca inwestorów do kupna akcji w ofercie publicznej. Sprzedaje je po 2,80 zł, czyli taniej, niż wynosi obecny kurs papierów na New Connect. Zebrane w ten sposób 10,2 mln zł, w wersji maksymalnej, posłuży za wkład własny w finansowanie budowy zakładu produkcyjnego. Z dotacji unijnych Baltic Ceramics ma już zapewnione 33,1 mln zł, a z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju — 13 mln zł.

— Popyt na proppanty rośnie na całym świecie w tempie 20-25 proc. rocznie. A my będziemy pierwszą fabryką w Unii Europejskiej. Liczymy na popyt i w Polsce, i w Wielkiej Brytanii, Rumunii, Francji czy Hiszpanii, i choćby w Argentynie. W skali świata 50 proc. zapotrzebowanie na proppanty zaspokajane jest drogą dostaw transoceanicznych — podkreśla Piotr Woźniak, prezes Baltic Ceramics.

Spółka już w zeszłym roku wyszła do inwestorów, ale z ofertą prywatną. Spektakularnego sukcesu nie było — z oferowanych 2,92 mln akcji nabywcę znalazło 1,73 mln. Wtedy Baltic Ceramics zachęcał inwestorów przede wszystkim wizją sukcesu polskich łupków.

Dziś patrzy szerzej i przekonuje, że proppanty to po pierwsze — rynek globalny, z klientami na wszystkich kontynentach, a po drugie — rynek oparty nie tylko na łupkach. Proppanty mają zastosowanie zarówno przy poszukiwaniu węglowodorów konwencjonalnych, jak i przy poszukiwaniach węglowodorów typu tight (ściśniętych w skale).

— Zależy nam na rozwoju rynku w Polsce, ale najważniejsze, że w skali globalnej rynek na proppanty już jest i rośnie — podkreśla Piotr Woźniak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu