Bank centralny musi pozostać niezależny
Bank centralny, który chce skuteczne realizować założoną politykę monetarną, musi być niezależny i wiarygodny — twierdzi monetarysta Anton Muscatelli, profesor Uniwersytetu Glasgow. Jego zdaniem, próba ograniczenia niezależności banku centralnego przez polityków to wielki błąd.
Anton Muscatelli, profesor Uniwersytetu Glasgow, twierdzi, że dla każdego banku centralnego najważniejsza jest wiarygodność, zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Politycy muszą sobie zdawać sprawę, że budowa pozytywnego obrazu takiej instytucji to proces długotrwały.
Dobry wizerunek zburzyć można za to jednym niewłaściwym słowem czy gestem.
— Polska deklaruje chęć szybkiego wejścia do Unii Europejskiej, ale postępowanie polityków może znacznie opóźnić ten moment. Strategia ograniczenia niezależności banku centralnego i Rady Polityki Pieniężnej, o której wypowiadali się przedstawiciele lewicy, grozi zwiększeniem inflacji. Wówczas osiągnięcie celów, które warunkują przyjęcie Polski do Europejskiego Systemu Monetarnego (EMU), będzie utrudnione. Deklarowany przez lewicę kierunek zmian stoi w dokładnej sprzeczności, z tym, czego oczekuje od Polski UE — tłumaczy Anton Muscatelli.
Rozwinięte demokracje już dawno doceniły znaczenie w pełni niezależnego banku centralnego.
— W Wielkiej Brytanii bank centralny i instytucja podobna do polskiej Rady Polityki Pieniężnej współdziałają ze sobą. Brytyjska polityka monetarna jest przykładem „systemu podwójnego”, w którym rząd ustala cele, ale praktycznie nie ma żadnego wpływu na ich realizację. Autorytet londyńskiej rady jest gwarantowany jej pełną niezależnością. Tak dobrej mieszanki wiarygodności i możliwości brakuje Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Nominalnie jest on niezależny, ale jednocześnie mało wiarygodny, gdyż nie może oddziaływać na politykę. Stąd problemy euro. Inaczej wygląda amerykański system Fed, gdzie dominująca jest rola prezesa banku centralnego. Według założeń jest to ciało kolegialne, ale Alan Greenspan praktycznie jednoosobowo podejmuje decyzje. Obecny prezes Fed jest wybitnym specjalistą, ale nie jest nieomylny. Zdarzyło mu się kilkakrotnie podejmować spóźnione decyzje, których instytucja działająca kolegialnie mogła by uniknąć — mówi Anton Muscatelli.
Zdaniem profesora Uniwersytetu Glasgow w krajach rozwijających się polityka rządu oraz parlament w dużym stopniu decydują o celach inflacyjnych bądź o stopach procentowych.
— W Europie osoby sprawujące funkcje kierownicze w bankach centralnych zwykle są delegatami partii politycznych czy środowisk bankowych. Przykładem takiej kultury jest system niemiecki, w którym zarząd Bundesbanku jest wybierany z klucza politycznego, ale nie widać wpływu poglądów politycznych na decyzje. Polski system w założeniach nie jest odległy od rozwiązań zachodnich, natomiast w praktyce różnice są widoczne. Opinia publiczna musi zrozumieć, że polityka ograniczania niezależności RPP skończy się wzrostem inflacji. Partia polityczna, która spróbuje podporządkować sobie radę, na pewno otrzyma bolesną nauczkę — ostrzega dziekan wydziału nauk społecznych Uniwersytetu Glasgow.
W jego ocenie dobre i kompetentne kadry są największym gwarantem prowadzenia skutecznej i odpowiedzialnej polityki monetarnej.
— Alan Greenspan tak długie kierowanie Fed zawdzięcza nie tylko profesjonalizmowi. Jego osoba dodaje politykom i całemu systemowi wiarygodności. Usunięcie takiej osoby gwarantuje co najmniej duże zaburzenia gospodarki. Analogiczna sytuacja ma miejsce w Polsce. Ewentualne usunięcie Leszka Balcerowicza na pewno popsułoby wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej. Odejście szanowanego na całym świecie prezesa NBP w tak niefortunnym czasie oznaczać będzie ograniczenie napływu kapitału, osłabienie inwestycji i wiele innych konsekwencji dla gospodarki. Można jedynie ubolewać, że osoba ceniona przez profesjonalną opinię międzynarodową, we własnym kraju jest traktowana jako straszak na przeciętnego polskiego obywatela. Wiarygodność NBP w ostatnich latach bardzo się poprawiła, w kręgach specjalistów wysoką renomę mają departamenty badawcze i analityczne. Nie należy psuć tej opinii — uważa Anton Muscatelli.
Profesor popiera obrany przez RPP kierunek polityki monetarnej.
— Polska jest w okresie przejściowym, istnieje wiele czynników niepewności i ryzyka. Takie ryzyko musi mieć swoją cenę, a jej częścią jest poziom stóp procentowych. Stopy w krajach rozwijających się są wyższe, niż w krajach o ustabilizowanej gospodarce. Także banki w tych krajach działają w warunkach zwiększonego ryzyka i niezależnie od ich produktywności widełki procentowe powinny być wyższe. To zjawisko będzie zanikać, gdy fundamenty polskiej gospodarki będą się wzmacniać. Brak prawidłowej wyceny ryzyka finansowego w stopach procentowych może zdestabilizować system bankowy, a to z kolei uderzy w gospodarkę. Przykładem jest Japonia, gdzie w wyniku nisko oszacowanego ryzyka pojawiły się zjawiska spekulacyjne. Banki udzieliły dużo złych kredytów i w ostatecznym rozrachunku spowolniło to rozwój gospodarczy — tłumaczy Anton Muscatelli.
Brytyjski naukowiec ostrzega, że nawet podczas kampanii wyborczej politycy powinni uważać na słowa i deklaracje.
— Trudno sobie wyobrazić w Europie Zachodniej, by poważny polityk wypowiedział się w takim tonie jak zrobił to Leszek Miller. To poważny błąd, którego długofalowe konsekwencje odczuje on sam. Lider SLD wywiadem dla agencji Reutera osłabił wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej. Inwestorzy zagraniczni teraz z rezerwą będą podchodzić do Polski, bo przyszły premier sceptycznie ocenia sytuację finansową i gospodarczą, deklarując jednocześnie posunięcia mogące ten stan jeszcze pogorszyć — dziwi się profesor Muscatelli.