Międzynarodowa grupa bankowa BFF z centralą we Włoszech (operuje na 12 europejskich rynkach, w tym również polskim), specjalizująca się w finansowaniu podmiotów z sektora ochrony zdrowia i samorządów, ma za sobą udany rok. W 2020 r. wypracowała prawie tyle samo skorygowanego o efekt zdarzeń jednorazowych zysku netto (97,6 mln EUR) co rok wcześniej, wartość wolumenu nowych transakcji zwiększyła o 9 proc. r/r, a poziom NPL (kredytów zagrożonych) — obniżyła o 34 proc. r/r. przy koszcie ryzyka równym 8 punktom bazowym i 84-procentowym pokryciu rezerwami. Z wakacji kredytowych skorzystała zaledwie garstka klientów. Wszytko dzięki ekstra pieniądzom jakie wpompowano w gospodarkę targaną koronakryzysem.
Gałąź zdrowotna...
— W zeszłym roku polskie szpitale miały niespodziewanie dobrą płynność, ponieważ dostały solidny zastrzyk gotówki na walkę z pandemią. To pozytywnie wpłynęło na ich kondycję finansową, dlatego nadpłacały kredyty i regulowały faktury. Z drugiej strony zrealizowały istotnie mniej zakontraktowanych usług medycznych, co skutkowało niższymi kosztami — opisuje sytuację w Polsce Krzysztof Kawelec, odpowiedzialny za rozwój BFF na naszym rynku.

Portfel kredytowy całej grupy BFF na koniec zeszłego roku osiągnął wartość 4,1 mld EUR (gros klientów działa w obszarze zdrowia, również w Polsce). 57 proc. tej kwoty stanowią klienci rynku macierzystego, a 17 proc. — z polskiego. W 2020 r. po finansowanie do BFF w Polsce przychodzili głównie dostawcy leków i sprzętu medycznego, stąd portfelowe wzrosty (wolumen nowych transakcji zwiększył się o 30 proc. r/r). Trudno przewidzieć, jak będzie kształtował się bieżący rok.
— Nie wiadomo czy szpitale otrzymają dodatkowe pieniądze jak w zeszłym roku, a także na jakich zasadach będzie przebiegało kontraktowanie standardowych usług medycznych [decyzja zapadnie w czerwcu– red.], ani tego, kiedy popyt na nie powróci do poziomów sprzed pandemii [nie ma oficjalnych danych za 2020 r. – red.]. Z jednej strony pacjenci są bardziej ostrożni, jeśli chodzi o korzystanie z usług szpitalnych, a z drugiej — część szpitali została oddelegowana do walki ze skutkami wirusa — wyjaśnia szef BFF w Polsce.
Zakłada, że płynność szpitali może się chwilowo pogorszyć w 2021 r., a popyt na finansowanie zarówno wśród prywatnych firm z branży, jak i ośrodków publicznych wzrośnie w tym roku. Największe ryzyka dostrzega w niepewności legislacyjnej.
— Nie boimy się rynku. Naszym zadaniem jest dostosowanie się do sytuacji i oferowanie klientom najlepszych rozwiązań dostosowanych do ich potrzeb. Jesteśmy bankiem specjalistycznym, co pozwala nam szybko rozpoznawać potrzeby i być aktywnym pod względem sprzedaży — ocenia Krzysztof Kawelec.
... i samorządowa
Mniejsza ale perspektywiczna gałąź biznesowa BFF w Polsce, to obsługa finansowa samorządów. Te w pandemicznym roku doceniły w szczególności faktoring.
— Jest duże prawdopodobieństwo, że wzrośnie popyt na finansowanie wśród miast, które będą potrzebowały pieniędzy na realizację zaplanowanych inwestycji. Niektóre prognozy wskazują, ze istotnie uszczuplone zostaną wpływy z podatków. Aesco Group oszacowała, że wpływy z podatku PIT za 2020 r. skurczą się aż o ok. 5,3 mld zł w porównaniu z rokiem poprzednim. Tę wyrwę trzeba będzie w jakiś sposób załatać — uważa Krzysztof Kawelec.
Rząd w 2020 r. przeznaczył dodatkowe 12 mld zł na realizację inwestycji samorządowych.
W dużej mierze polskie BFF pieniądze na akcję kredytową pozyskuje od spółki matki. Dodatkowo posiłkuje się depozytami, które zbiera od klientów indywidualnych. Gdy jesienią 2019 r. grupa startowała z ofertą depozytową nad Wisłą (znacznie korzystniejszą niż oferowały wówczas tutejsze banki), w najlepszym przypadku dawała 4 proc. na lokacie. Obecnie — przez obniżkę stóp procentowych — oferuje lokaty oprocentowane od 0,5 do 1 procenta i nadal wypada lepiej na tle banków uniwersalnych. Pomimo istotnej obniżki oprocentowania łączna kwota depozytów na kontach w BFF nadal im rośnie. Chwilowy spadek nowych lokat specjalistyczny bank zarejestrował zaraz po wybuchu pandemii. Szybko jednak powrócił na ścieżkę wzrostu.
Sytuacja pandemiczna istotnie wpłynęła na kondycję szpitali. W okresie lockdownu, a następnie od połowy października, nie odbywała się znaczna część zabiegów planowych. Okresy przestoju spowodowały, że kondycja finansowa szpitali już w czerwcu była poważna. Z sondażu przeprowadzonego przez Polską Federację Szpitali wśród dyrektorów szpitali wynika, że 94 proc. placówek przewiduje ujemny wynik finansowy. Nie bez znaczenia jest również to, że istotnie wzrosły koszty prowadzonej działalności z uwagi na wyższe ceny usług, materiałów, a także presję na wzrost wynagrodzeń. Należy pamiętać, że rynek szpitalny w Polsce jest dość zróżnicowany - mamy szpitale kliniczne, sieciowe, onkologiczne, pulmonologiczne, ginekologiczno-położnicze, jednostki z kontraktami NFZ oraz takie, które działają komercyjnie. Odmienne profile działalności, odmienny sposób finansowania oraz rola w systemie opieki zdrowotnej determinują kondycję poszczególnych jednostek. Instytucje finansujące szpitale każdorazowo w sposób indywidualny oceniają podmioty szpitalne. Wśród klientów Upper Finance Med Consulting są jednostki, które poprawiły swoje wyniki finansowe z uwagi na większy popyt na ich usługi w czasie pandemii, takie, które podjęły w tym trudnym czasie decyzje inwestycyjne, ale mamy także takie, których kondycja znacznie się pogorszyła i potrzebowały instrumentów pomocowych, w tym kredytów płynnościowych, czy zawieszenia płatności do banków i instytucji finansujących.