Banki centralne nie chcą wysokich rentowności

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2013-07-11 15:55

Inwestorzy na rynku globalnym już od kilku lat przyzwyczajeni są do tego, iż polityka banków centralnych nie kończy się na oficjalnych stopach procentowych.

Teraz, gdy zmiany w polityce Fed zbliżają się dużymi krokami, zmienność na rynku długu znacznie wzrosła, co nie pozostało bez konsekwencji dla notowań walut. Zauważyli to także bankierzy centralni, prześcigając się w tonowaniu oczekiwań rynku.
W ubiegły czwartek doszło do silnej wyprzedaży euro po nieoczekiwanej decyzji EBC o wprowadzeniu zapowiedzi długiego okresu niskich stóp procentowych. To bezpośrednia reakcja na wzrost rentowności długu w Europie, która mogłaby zagrozić bardzo niestabilnemu ożywieniu. W niecały tydzień po asie wyciągniętym z rękawa przez Mario Draghiego, ogromny ruch notowań wywołał Ben Bernanke. Szef Fed przemawiał w zaledwie 2 godziny po publikacji protokołu z czerwcowego posiedzenia Fed, który potwierdzał, iż Komitet Otwartego Rynku jest bliski decyzji o ograniczeniu zakupów aktywów. Szef Fed takiemu stwierdzeniu nie zaprzeczył, ale dodał, iż amerykańska gospodarka w przewidywalnej przyszłości potrzebować będzie bardzo luźnej polityki. W reakcji na jego słowa dolar zaczął gwałtownie tracić na wartości, zaś ceny amerykańskich obligacji wzrosły.

Bez dwóch zdań sygnały wysyłane przez banki centralne mają za zadanie ostudzić zapędy rynku w dyskontowaniu przyszłych zmian w polityce pieniężnej. Rentowność amerykańskich 10-latek w ciągu niecałych dwóch miesięcy wzrosła o ok. 110 punktów bazowych, w przypadku niemieckich papierów było to 65 bps. Bank centralne obawiają się, iż efekty ich wysiłków podejmowanych przez wiele miesięcy zbyt szybko zostaną zniwelowane. Strach ten nie jest bezpodstawny. W przeszłości w początkowej fazie cyklu zacieśniania polityki rentowność 10-latek w dość krótkim czasie potrafiła wzrosnąć o 3 punkty procentowe. Tym razem, po obydwu stronach Atlantyku widać determinację do uniknięcia takiego scenariusza.

Mimo podobieństwa w zachowaniu EBC i Fed w tym okresie, perspektywa dla notowań euro względem dolara nie jest neutralna. Mimo wszystko amerykańska gospodarka rozwija się zdecydowanie szybciej, niż europejska, która dopiero wychodzi z recesji. Sytuacja zarówno na rynku pracy, jak i szczególnie na rynku nieruchomości jest dalece lepsza w USA. Mało tego, ożywienie w Europie stoi pod znacznie większym znakiem zapytania wobec zwalniającego wzrostu w Chinach. Dlatego zmiany w polityce monetarnej w nadchodzących miesiącach będą faworyzować dolara.