BANKI KOLEKCJONUJĄ WALORY FILATELISTYCZNE

Grzegorz Zięba
opublikowano: 16-06-1999, 00:00

BANKI KOLEKCJONUJĄ WALORY FILATELISTYCZNE

Za polski znaczek wylicytowano 100 tysięcy dolarów

Znaczki pocztowe są uważane na świecie za jedną z lepszych form lokaty kapitału. W filatelistykę inwestują nie tylko kolekcjonerzy, ale poważni inwestorzy prywatni i instytucjonalni. W Polsce na razie jest to nowość, chociaż nasze znaczki biją na świecie rekordy cenowe.

Popyt na polskie znaczki rośnie na świecie od pięciu-sześciu lat. Wyraźnie pokrywa się ze wzrostem zamożności Polaków. To nie przypadek. Na świecie bowiem istnieje tendencja, że kolekcjonerzy z danego kraju kupują znaczki, które uprzednio znalazły się za granicą. Trudno na razie śledzić dokładnie ten obrót. Rzadko sprzedaż prowadzona jest w drodze publicznych aukcji, tak jak w przypadku dzieł sztuki. Największą rolę odgrywają wyspecjalizowani pośrednicy i sami zainteresowani. W ten sposób można ominąć prowizje i podatki, którymi obarczone są aukcje. O dokonywanych transakcjach najczęściej zainteresowani filateliści dowiadują się pocztą pantoflową.

— Jeżeli chodzi o polskie znaczki, to na razie są w świecie bite wszelkie rekordy. Ostatnio wylicytowano 100 tys. USD za znaczek z kolekcji Bojanowicza, podczas aukcji w Zurychu. Z całej imprezy otrzymano około 600 tys. USD — mówi Michał Jankowski, właściciel Firmy Filatelistycznej.

„Papierki” wartościowe

Inwestycja w znaczki jest na świecie porównywana z inwestycją w papiery wartościowe. Praktycznie zbiory filatelistyczne podlegają takim samym prawom jak akcje czy obligacje. Można dzięki nim osiągnąć w ciągu niewielkiego czasu krociowe zyski, ale i zdarzają się nieprzewidziane straty.

— Rynek przypomina spekulację na giełdzie. Inwestorzy skupują lub wypuszczają zgromadzone zasoby znaczków i czerpią z tego zyski — twierdzi Michał Jankowski.

Znaczki są prawie wszędzie zwalniane od podatku dochodowego, co stanowi świetną inwestycję na przykład na czas emerytury.

Znaczek do domu

— Przed wojną i zaraz po jej zakończeniu z Polski wypłynęło bardzo dużo cennych znaczków. Uważano je w Europie za bardzo dobrą lokatę, która zwróci się po latach wraz ze wzrostem zamożności Polaków. Kupowali głównie Szwajcarzy, później zbiory te w dużej mierze wywędrowały do Ameryki, wykupywane przez liczną i bogatą Polonię. Szacuje się, że przed wojną w Polsce było zaledwie 10 proc. zasobów polskich emisji. Czas komunizmu zamroził tę sytuację na pięćdziesiąt lat — mówi Michał Jankowski.

— W okresie PRL także wysprzedawano znaczki za bezcen za granicę. Liczyły się dewizy, a nie realna lub perspektywiczna cena poszczególnych emisji — uważa Bogdan Wilczek, właściciel hurtowni filatelistycznej Wilmar Stamps.

Dzisiaj te zbiory zaczynają masowo wracać do Polski. Krajowi kolekcjonerzy mogą bowiem już uruchomić zasoby finansowe, które umożliwiają uczestniczenie w światowym rynku filatelistycznym. W efekcie nastąpiło wzmożenie obrotu polskimi znaczkami, które stały się poszukiwanym towarem przez wszystkich kolekcjonerów na świecie.

— Podobna sytuacja była ze znaczkami chińskimi z okresu rewolucji kulturalnej. Dwadzieścia lat temu wzmogło się zainteresowanie nimi na świecie, co wpłynęło na gwałtowne windowanie cen. Zainteresowali się sami Chińczycy, włączając się w ten handel. W ten sposób wysokość transakcji rosła do niebotycznych poziomów — opowiada Bogdan Wilczek.

Last minute

Być może wkrótce polskie kolekcje filatelistyczne czeka jeszcze większy wzrost wartości rynkowej. Stanie się to w chwili, kiedy tą formą lokaty zajmą się w kraju poważne instytucje finansowe. Przy trwałym wzroście cen jest to raczej pewne.

— Dokonano już pierwszych zakupów. Poczyniło je kilka banków. Ale tego jeszcze nie można na razie uznać za tworzenie poważnych kolekcji. Ten kto zacznie masowo wykupywać na świecie polskie znaczki, za parę lat zarobi na nich krocie — uważa Michał Jankowski.

Specjaliści śledzący rynek filatelistyczny oceniają, że na ściągnięcie nadwyżek polskich znaczków należałoby wydać teraz nie więcej niż kilkanaście milionów USD. Ta wartość po paru latach może wzrosnąć nawet kilkadziesiąt razy.

WYWINDUJEMY CENY: O wartości polskich zbiorów filatelistycznych decydują jeszcze zagraniczni kolekcjonerzy. Jednak już wkrótce o ich cenie zdecyduje zasobny polski inwestor — uważa Bogdan Wilczek, właściciel hurtowni filatelistycznej Wilmar Stamps. fot. M. Pstrągowska

ZARAZ PO NIEMCACH: Na ostatniej światowej wystawie filatelistycznej w Norymberdze polskie znaczki wzbudzały olbrzymie zainteresowanie. Większym powodzeniem cieszyły się tylko znaczki niemieckie — twierdzi Michał Jankowski, właściciel Firmy Filatelistycznej. fot. MP

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / BANKI KOLEKCJONUJĄ WALORY FILATELISTYCZNE