Banki podają dłoń eksporterom

ŁK
16-06-2016, 22:00

Zarówno państwowe, jak i komercyjne instytucje finansowe wciąż mają lekcję do odrobienia, jeśli chodzi o wspieranie polskiego eksportu

Polscy przedsiębiorcy nie garną się za granicę, a jeśli już tam wychodzą, najczęściej korzystają z własnych kontaktów. Zaledwie co piąta polska firma ma cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek działalnością międzynarodową, a mniej niż 1 proc. w ogóle nie inwestuje za granicą. Takie liczby padły podczas debaty poświęconej wspieraniu polskiego eksportu przez instytucje finansowe, która odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

W JEDNOŚCI SIŁA
Zobacz więcej

W JEDNOŚCI SIŁA

: Banki komercyjne i państwowe muszą łączyć siły, by dobrze wspierać naszych eksporterów — mówili uczestnicy debat w Sopocie. Łukasz Głowala

Banki muszą współpracować

Jak sprawić, żeby rodzime firmy chętniej działały poza Polską? Bankowcy zapewniają, że mogą im w tym pomóc.

— Jeśli chodzi o proste produkty typu przelewy, obsługa walutowa, akredytywy itp., to oczywiście każdy eksporter korzysta z pomocy banku, ale na takich prostych rozwiązaniach nie powinno się kończyć. Rolą takiego banku jak nasz, należącego do dużej międzynarodowej grupy, jest wspieranie przedsiębiorcy już na zagranicznym rynku. Dzięki swoim relacjom możemy zapewnić mu tam kompleksową obsługę, także bardziej zaawansowaną, z zakresu doradztwa czy investment bankingu — mówił Michał Walęczak, dyrektor pionu bankowości korporacyjnej, rynków i bankowości inwestycyjnej w Banku Pekao. Andrzejowi Kopyrskiemu, wiceprezesowi Banku Pekao, marzy się coś na wzór korporacyjnego Facebooka.

— Bank Pekao obsługuje w Polsce około 16 tys. klientów korporacyjnych, a cała grupa Unicredit obsługuje w Europie kilkaset tysięcy firm. Z dużą dozą prawdopodobieństwa zagraniczny partner handlowy polskiej firmy jest kontrahentem jakiegoś podmiotu z naszej grupy. Dzięki temu na pewno łatwiej nam kojarzyć biznesowych partnerów i zdejmować z nich ryzyko handlowe — podkreślał Andrzej Kopyrski.

Tam, gdzie kończą się możliwości banków komercyjnych, może wkroczyć instytucja państwowa, która w przeciwieństwie do nich nie musi kalkulować działania przede wszystkim przez pryzmat wyników, bo ma do spełnienia także rolę misyjną.

— Różnimy się od banków komercyjnych tym, że możemy przyjąć ryzyko aktywów zagranicznych bezpośrednio na siebie. Naszą misyjną częścią działalności jest wejście jako partner kapitałowy przez nasz fundusz ekspansji zagranicznej, który powstał z myślą o małych i średnich przedsiębiorcach. Fundusz może wejść jako udziałowiec mniejszościowy do 49 proc. z łagodniejszym profilem niż klasyczne private equity, czyli z mniejszymi oczekiwaniami co do zwrotu i z dłuższym horyzontem bycia w inwestycji. Bardzo ważne z naszego punktu widzenia jest też oferowanie kredytu dla nabywcy — wyliczał Jerzy Jacek Szugajew, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK).

— BGK może wziąć na siebie np. ryzyko polityczne, coś, czego instytucja komercyjna zrobić nie może — dodawał Andrzej Kopyrski.

Konkluzja: mimo obszarów, na których te banki ze sobą konkurują, oba są sobie potrzebne i powinny jednoczyć siły w promocji polskiego eksportu. Czy eksporterzy są przekonani do oferty banków?

— Ja na razie miałem raczej negatywne doświadczenia z naszymi bankami komercyjnymi, które np. proponowały warunki finansowe wcale nie lepsze niż lokalne banki zagraniczne albo nie były w stanie pomóc w transferach pieniężnych np. z rynku ukraińskiego — mówił Paweł Bartnicki, prezes firmy Bartek, producenta butów dziecięcych.

Sam raut nie wystarczy

Pomoc instytucji finansowych to jedno, ale pozostaje jeszcze rola państwa i jego instytucji (ministerstw, ambasad, konsulatów, agencji) we wspierania ekspansji rodzimych firm. Tu paneliści byli zgodni, że sytuacja — mówiąc delikatnie — nie wygląda na razie najlepiej.

— Znam wiele firm, które znakomicie poradziły sobie za granicą praktycznie bez wsparcia państwa. Widać jednak, że to wsparcie jest po prostu słabe. Może problemem jest to dziwaczne w Polsce przekonanie, że kontakt na linii państwo — biznes zawsze musi być korupcjogenny — zastanawiał się prof. Marek Wierzbowski z kancelarii Wierzbowski i Partnerzy, wieloletni prezes rady giełdy. Wioletta Bojdo, dyrektor finansowa Ceramiki Paradyż, podkreślała, że przedstawicielefirmy rzadko korzystają z wyjazdów na misje rządowe czy zaprosin na przyjęcia organizowane w ambasadach, a kontakty zdobywają raczej na międzynarodowych targach.

— Wsparcie państwa w naszym przypadku ogranicza się w zasadzie tylko do ubezpieczania należności w KUKE, ale także ta instytucja ograniczyła Ceramice ostatnio linie kredytowe na rynkach wschodnich o 30 proc. Powód? Kryzys na Wschodzie — mówiła Wioletta Bojdo.

Urzędnik z wyznaczonym celem

Marek Mroczkowski, dyrektor zarządzający w spółce Boryszew, uważa, że na początek państwo powinno wykształcić w kraju odpowiednie zespoły specjalistów, którzy będą wspierać polskich eksporterów.

— Nie widzę przy tym powodu, żeby podobnie jak to jest w biznesie, nie mieli oni wyznaczonych celów i musieli realizować wskaźniki efektywności KPI — stwierdził Marek Mroczkowski. Jedną z firm, która ma nieco lepsze doświadczenie, jeśli chodzi o wsparcie ze strony państwa, jest Ursus.

— Nam udało się skorzystać z rządowego programu Go Africa i skorzystaliśmy z kredytów międzyrządowych przeznaczonych dla rynków o niższym poziomie rozwoju. To dobry produkt o długim, 30-letnim, okresie karencji — mówił Marcin Matusewicz, dyrektor ekonomiczno-finansowy w Ursusie. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ŁK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

/ / Banki podają dłoń eksporterom