Bankowcy podnoszą głowę po kryzysie

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 05-07-2011, 00:00

Czterem z dziewięciu giełdowych graczy udało się poprawić przychody z biznesu detalicznego.

Najlepiej w ostatnich dwóch latach poradziły sobie BRE Bank, BZ WBK, ING Bank Śląski i Bank Millennium

Czterem z dziewięciu giełdowych graczy udało się poprawić przychody z biznesu detalicznego.

Zmiany w tabelach opłat i prowizji, czyli mówiąc wprost: wzrost kosztów korzystania z usług bankowych przez klientów detalicznych, przyniosły wyniki. Przynajmniej niektórym bankom.

Sprawdziliśmy, jak piony bankowości detalicznej zarabiały przed i po kryzysie. W czterech giełdowych bankach na dziewięć poprawiły się przychody z biznesu z klientem indywidualnym. Najbardziej do przodu wysforowały się mBank i MultiBank, czyli filary detalu BRE Banku. W 2008 r. pod względem przychodów obydwa lokowały się na ostatnim miejscu w zestawieniu pionów detalicznych banków giełdowych. Dwa lata później przesunęły się na piątą pozycję z dynamiką 49 proc. O 11 proc. wzrosły w dwa lata przychody detalu w BZ WBK. Niewiele mniejszą dynamiką może pochwalić się ING Bank Śląski (10,6 proc.). W Millennium detal urósł o 6,3 proc.

Gorzej poradził sobie największy detalista w kraju — PKO BP, nie mówiąc o imienniku — Pekao, czy Kredyt Banku i Banku BPH.

— Pierwszy etap po kryzysie polegał na szukaniu źródeł przychodów rekompensujących spadek wpływów ze sprzedaży funduszy inwestycyjnych, głównie poprzez podnoszenie opłat i prowizji. Udało się to zrobić z lepszym lub gorszym wynikiem — mówi Andrzej Powierża, analityk DM Banku Handlowego.

W drugim etapie banki zajęły się wynikiem odsetkowym, starając się zrekompensować spadek marż depozytowych przyrostem wolumenów oraz zwiększeniem marż na kredytach.

— Gdyby pokusić się o wyodrębnienie ogólniejszych trendów po kryzysie, to należałoby odnotować tryumf bankowości nowoczesnej, opartej o komunikację przez internet, niskokosztową. Widać to na przykładzie BRE Banku oraz ING Banku Śląskiego — mówi Andrzej Powierża.

Wyschło źródło funduszy

Pierwszy od lat konsekwentnie rozwija model bankowości internetowej. Śląski od kilku lat również zachęca klientów do korzystania z internetu zamiast przychodzenia do oddziałów. Przy tym od dawna buduje bazę klientów oraz depozytów. Według Tomasza Bursy, analityka Ipopema Securities, sukces BRE Banku polega na tym, że zbudował bazę klientów, a potem ją ubankowił.

— Jeszcze w 2008 r. wynik detalu BRE był w 60 proc. uzależniony od sprzedaży kredytów we frankach, które w kryzysie praktycznie zniknęły z rynku. Musieliśmy błyskawicznie odbudować i zdywersyfikować bazę przychodową — mówi Jarosław Mastalerz, szef detalu BRE Banku.

Podobny problem miał BZ WBK, z tym że przed kryzysem główny strumień przychodów nie płynął z kredytów, lecz z funduszy inwestycyjnych.

— Gdyby wynik detalu oczyścić z tej pozycji, dynamika przychodów w 2010 r. byłaby znacznie wyższa niż 11 proc. Przychody ze sprzedaży funduszy oraz opłat spadły w ciągu dwóch lat o 20 proc. Bank zdołał jednak zastąpić je wpływami z innych źródeł, uzyskując ponad 10-procentową dynamikę przychodów — zauważa Tomasz Bursa.

Z tym problemem słabiej poradził sobie bank Pekao. Przychody detalu w czasie kryzysu spadły o ponad 13 proc.

— Tutaj fundusze zaważyły w podobnym stopniu na wyniku, jak w BZ WBK, z tym że bank nie zdołał zrekompensować wpływów z innych biznesów — ocenia Tomasz Bursa.

Bank ucierpiał też w skutek wojny depozytowej, w której bank selektywnie brał udział, zabiegając o zamożniejszych klientów. W 2008 r. wciąż jeszcze zmagał się z fuzją z częścią Banku BPH.

Spadek stóp procentowych NBP oraz słabsza sprzedaż produktów inwestycyjnych ograniczyły natomiast przychody detalu w Citi Handlowym. Paweł Zegarłowicz, rzecznik banku, wyjaśnia, że na zysku zaważyły rezerwy (wzrost o 202 proc.) zawiązane głównie w portfelu kredytów gotówkowych.

Pomimo dużych rezerw obronną ręką z kryzysu wyszedł Bank Millennium.

— Bank mocno popracował nad wynikiem z opłat i prowizji, co (mimo presji na koszty refinansowania oraz rezerwy) przełożyło się na lepsze wyniki operacyjne — mówi Tomasz Bursa.

Dobre perspektywy

Na wyniku detalicznej części PKO BP zaważył w dużym stopniu wzrost kosztów depozytów.

— Przed kryzysem bank miał tanią bazę depozytową. Od 2008 r. musiał zacząć podnosić oprocentowanie. Wcześniej niskie odsetki od wsadów na ROR-ach dawały duży przychód przy niewielkim wysiłku banku. Teraz, poprzez konsekwentny wzrost wolumenów, próbuje nadrobić tamte przychody. Idzie mu całkiem nieźle, ale nie liczyłbym na spektakularne przyśpieszenie — mówi Andrzej Powierża.

Za najbardziej perspektywiczne banki, jeśli chodzi o możliwość zwiększania przychodów, uważa BRE Bank oraz Śląski. Tomasz Bursa spodziewa się natomiast, że w ogóle udział detalu w przychodach banków będzie rósł.

— Klient detaliczny jest mniej ubankowiony niż klienci korporacyjni. Dynamika będzie więc wyższa. Nie spodziewam się raczej presji na wzrost cen. Z punktu widzenia klienta detalicznego są to pozytywne perspektywy — ocenia analityk Ipopema Securities.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy