Bankowcy znad Wisły mogą spać spokojnie

Jarosław Królak
opublikowano: 2009-08-31 00:00

Politykom nie podoba się pomysł prezydenta Francji ograniczenia premii bankowcom. Nadzorowi też nie.

W Polsce nikt nie myśli o odgórnym przycinaniu zarobków w sektorze finansowym

Politykom nie podoba się pomysł prezydenta Francji ograniczenia premii bankowcom. Nadzorowi też nie.

Z pomysłem wprowadzenia górnego limitu premii menedżerów w bankach wyszedł prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Stwierdził, że nieodpowiedzialne działania bankierów (czytaj: wywołali kryzys finansowy na świecie) muszą być karane, a maklerzy bankowi nie mają prawa do wysokich premii. Zaproponował określenie górnego limitu premii, której 2/3 ma zależeć od wyników finansowych, a 1/3 ma być stała. Zdaniem prezydenta Francji, ta bariera jest konieczna w czasie kryzysu, gdy podatnicy wspierają miliardami euro instytucje finansowe (banki francuskie mają otrzymać od państwa łącznie 360 mld EUR).

— Nie ustanę w wysiłkach, by osiągnąć wspólne europejskie stanowisko w tej sprawie — mówił Nicolas Sarkozy.

Swój pomysł zamierza forsować pod koniec września na szczycie G20. Wcześniej chce przekonać do niego europejskich przywódców.

Kulą w płot

Czy ograniczenia mogłyby zostać wprowadzone także w Polsce? Nasi politycy nie widzą sensu.

— To nie jest szczęśliwy pomysł na polskie warunki. Nie planujemy takich obostrzeń i nie uważamy ich za właściwe. Zamiast sztucznie ingerować w premie bankierów, większy pożytek dla klientów wynikałby ze zmiany polityki kredytowej banków, która uległa znacznemu ograniczeniu —mówi Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO.

PiS widzi problem, ale…

— Wizerunek banków jest bardzo zły. Są słusznie obwiniane o wywołanie kryzysu. Oczekiwania społeczne co do przykręcenia im śruby nie są pozbawione sensu, ale nie jest rolą państwa i rządu ingerowanie w zarobki bankowców — mówi Aleksandra Natalli-Świat, wiceprezes PiS.

Stanisław Żelichowski, szef klubu PSL, też nie widzi zasadności takiego rozwiązania w Polsce.

— Zdecydowana większość banków jest w rękach prywatnych właścicieli. Gdyby doszło do kolejnego ograniczenia zarobków w bankach, w których skarb państwa ma większość, to skutkiem byłby tylko odpływ kadr i nic więcej — uważa Stanisław Żelichowski.

SLD też jest sceptyczny.

— Bankowcy zarabiają kokosy w porównaniu ze zwykłymi ludźmi, lecz nie sądzę, by do takiego ograniczenia mogło dojść w Polsce — mówi Marek Wikiński, poseł SLD (wiceszef komisji Przyjazne Państwo).

To nie my

Włodzimierz Grudziński ze Związku Banków Polskich przypomina, że banki w naszym kraju nie wywołały kryzysu.

— Pomysł prezydenta Francji nie ma u nas uzasadnienia. W Polsce żaden bank nie dostał pomocy z kieszeni podatników, dlaczego więc państwo miałoby ingerować w zarobki bankowców — mówi Włodzimierz Grudziński.

Co na to nadzór?

— Nie zamierzamy ingerować bezpośrednio w politykę wynagrodzeń, zwłaszcza w odniesieniu do władz banków. Zachęcamy jednak środowisko do wypracowania dobrych praktyk w zakresie budowy motywacyjnych systemów wynagradzania — mówi Marta Chmielewska-Racławska, rzeczniczka Komisji Nadzoru Finansowego.