Bankowy koszmar wrócił na giełdy

Kamil Zatoński
opublikowano: 22-01-2009, 00:00

Udany finisz sesji w wykonaniu Pekao i PKO BP zatarł nieco złe

wrażenie, jakie w ostatnich dniach zrobili przedstawiciele sektora finansowego

Setki miliardów dolarów, jakie w ramach rządowej pomocy wchłonął światowy sektor finansowy, to wciąż za mało, by skończył się zły sen bankowców, ubezpieczycieli i inwestorów. Po mniej więcej trzymiesięcznym uspokojeniu, kiedy zaczęto nawet przebąkiwać, że kryzys w instytucjach finansowych już zażegnano, kolejne firmy potrzebują ratunku. Seria złych wieści przetoczyła się od Wall Street (tam z powodu spadków cen banków, ich waga w indeksie SP 500 spadła do najniższego poziomu od 20 lat), przez Irlandię, Belgię, Francję, Włochy, aż po Azję. Wspólny mianownik to głód kapitału na pokrycie strat narastających z powodu rozprzestrzeniającej się recesji.

Niestety, inwestorzy nie doczekali się na razie pozytywnych informacji z krajowego podwórka. W ubiegłym tygodniu wysoką stratą w czwartym kwartale zaskoczył ING Bank Śląski, we wtorek wieczorem ostrzeżeniem o słabych zyskach rozczarował BRE Bank, więc inwestorzy ukarali go spadkiem kursu o blisko 9 proc. Kiepskie rezultaty BRE to konsekwencja dużo wyższych od przewidywanych kosztów rezerw zawiązanych m.in. na straty na opcjach walutowych. Z tych samych przyczyn mocno spadał wczoraj kurs m.in. Banku Millennium (nawet o 10 proc.) i Banku Handlowego (przez chwilę o 18 proc., ostatecznie — tylko o 1,5 proc.). Temu drugiemu zaszkodziła dodatkowo rosnąca niepewność co do przyszłości inwestora branżowego — amerykańskiego Citigroup.

Kłopoty głównego zagranicznego akcjonariusza uderzyły też w Kredyt Bank. Jego kurs zanurkował o ponad 7 proc. Belgijski rząd nie zdecydował się na razie na uruchomienie drugiego pakietu, który miałby wesprzeć tamtejsze instytucje finansowe. Postanowiono zasięgnąć porady kolejnych ekspertów. Tymczasem pomysł stworzenia także w Belgii — na wzór amerykański — banku, który zgromadziłby złe aktywa, nie wywołał entuzjazmu. Kurs KBC Groep (kontroluje Kredyt Bank) spadał wczoraj o ponad 30 proc. (we wtorek o 27 proc.). Narastają spekulacje, że jego główny akcjonariusz — KBC Ancora — będzie musiał sprzedać część lub nawet całość posiadanego pakietu. Powód? Wartość stanowiąca zabezpieczenie kredytów zbliżyła się do wartości zadłużenia spółki.

Po "zawale", jakim był spadek wartości rynkowej w zaledwie trzy dni o 70 proc., wczoraj lekko odbiły notowania irlandzkiego AIB (kontroluje BZ WBK). Choć znajduje się on w fatalnej kondycji, to wciąż nie chce pomocy od rządu. Nie chce też sprzedawać swojej polskiej odnogi. Wczoraj przecena BZ WBK sięgała nawet 8 proc. Ostatecznie dzienne straty zredukowali prawie do zera.

Znacznie lepiej wiodło się wczoraj właścicielom akcji Pekao i PKO BP. Po zaskakującym finiszu ich papiery zdrożały odpowiednio o 4,1 i 5,2 proc. a kursy najlepiej broniły się zresztą przed spadkami po doniesieniach o mizernych wynikach finansowych ING. Trudno jednoznacznie stwierdzić czy to wiara w odporność dwóch rodzimych gigantów na kryzys, czy — co bardziej prawdopodobne — konsekwencja ich dużego wpływu na WIG20, którym od dłuższego czasu steruje kurs kontraktów terminowych.

Kamil

Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy