Bardzo cenię różnorodność

opublikowano: 16-12-2022, 06:30
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

O tym, jak wchodzi się do firmy bez zawodowego doświadczenia, jak długo je się zdobywa i na jakich wartościach opiera przywództwo, opowiada Małgorzata Bieniaszewska, właścicielka firmy MB Pneumatyka.

PB: Jak to jest być kobietą w męskim świecie, w świecie przemysłu?

Małgorzata Bieniaszewska: Jest tak samo, jak być mężczyzną w kobiecym świecie — to jest dobra odpowiedź? Moim zdaniem płeć nie ma znaczenia w biznesie, znaczenie mają kompetencje.

Przejmowała pani firmę od taty — to nie było tak, że od małego była pani przekonana, że będzie szefową swojej firmy?

Ja wręcz nie chciałam być szefową firmy, nie cierpiałam firmy mojego taty. Zabierała mi w moim dziecięcym przekonaniu dzieciństwo, bo siedzieliśmy przy stole, jedliśmy obiad i zamiast rozmawiać o moich ciężkich problemach, przedszkolno-szkolnych, rozmawialiśmy o problemach firmy, więc na pewno wtedy nie marzyłam o tym, żeby ją przejąć. Chciałam być nauczycielką języka angielskiego i poszłam na filologię angielską. Ukończyłam ją, ale w zawodzie nie pracowałam.

Co poszło nie tak, że została pani właścicielką firmy?

Tata poważnie się rozchorował i zapytał, czy mogę ją przejąć. Miałam 21 lat, ale propozycja była nie do odrzucenia. Czując dużą odpowiedzialność za rodzinę i mając świadomość, że jeżeli tego nie przejmę, to coś, nad czym mój ojciec pracował przez wiele lat, po prostu upadnie, nie pozwoliła mi odmówić. I tak, chcąc nie chcąc, przejęłam biznes w męskiej branży automotive, nie będąc inżynierem i nie myśląc o tym, że kiedykolwiek będę przedsiębiorczynią.

No i jest ten moment, kiedy do firmy po pierwsze — do męskiego świata wchodzi kobieta, po drugie — supermłoda, niedoświadczona…

Napisałam nawet o tym książkę. „Lider nieidealny. 14 lekcji skutecznego przywództwa” i właśnie tam opisałam wszelkie błędy, jakie popełniłam, ale nie w formie żalu i rozpaczy, tylko pokazania, że można wystartować w biznesie nawet w takim momencie. Początki były bardzo trudne. Nie potrafiłam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Byłam traktowana przez mężczyzn, głównie w wieku mojego ojca, jak piąte koło u wozu. Niekompetentna, nieposiadająca w ogóle świadomości, co się dzieje w firmie, co ona produkuje.

Wymyśliłam sobie, że będę tyranem, że będę wymagać od ludzi pod hasłem hasłem: ja płacę, ja żądam, jak ci się nie podoba, to możesz opuścić miejsce pracy. Później poszłam na studia psychologiczne i dotarło do mnie, że wykończę siebie i wszystkich — przez brak szacunku, przez to, że nie dostrzegałam ich potencjału, przez to, że szarpałam się sama ze sobą i z nimi. Dotarło wreszcie do mnie, jak niezmiernie ważny jest człowiek. Dzisiaj te trzy wartości: człowiek, szacunek, reputacja są już tak wdrukowane w mojej firmie, że jestem przekonana, że są niepodważalne.

Czy firma jest inna niż firmy w branży? Czuć tę kobiecą rękę?

Uważam, że bardzo mocno czuć i na tym mi zależy. Chcę, żeby było widać, że firmą zarządza kobieta. Że jest to przede wszystkim lider spójny, lider autentyczny. Że jest to firma, w której wspieramy kobiety. Jeżeli jesteś na przykład matką dziecka, które chodzi do przedszkola czy szkoły, to możesz liczyć na troszkę lepsze traktowanie. Mam tu na myśli dostosowanie czasu pracy do czasu dziecka w przedszkolu czy w szkole. Jak zajdziesz w ciążę, to nie musisz się bać, że nie masz do czego wracać. Takie rzeczy u nas są standardem.

Sama pani połączyła życie rodzinne z zawodowym. Jak trudno jest być kobietą w biznesie i łączyć macierzyństwo z karierą zawodową?

Dzisiaj już nie, ale na początku tej drogi było bardzo trudno — dlatego, że w firmie pracuje także mój mąż, moja siostra, mój szwagier, a jeszcze do niedawna moja mama. Były to więc trudne czasy. Teraz po wielu latach współpracy i małżeństwa nie poruszamy tematów biznesowych w domu, rozdzielamy życie zawodowe od prywatnego. Ja też przeszłam transformację, więc już nie potrzebuję pracować 24 godziny na dobę i w wakacje nie biegam z laptopem, co było standardem wiele lat temu.

Chciałem na chwilę przenieść nas do Indii, bo w tym roku weszliście na tamtejszy rynek, podpisaliście partnerstwo z lokalnym producentem i postanowiliście przenieść tam wartości z polskiej firmy. Łatwo było?

Uśmiecham się, że o czymkolwiek nie zaczynamy rozmawiać, to mówię, że było trudno. Ale może właśnie tak powinno się to rodzić. Pomyślałam, że stworzę joint venture w Indiach, bo to dobre miejsca. Nie chcę jednak produkować dla Europy, lecz zdobyć rynek. Pod względem przerwanych łańcuchów dostaw tu wszystko — mówiąc kolokwialnie — grało. To, co było trudne, to różnice kulturowe. W Indiach dość silny jest patriarchat, jest kastowość, całkowicie inny sposób podejścia do zarządzania.

Partnera biznesowego znalazłam… za pośrednictwem LinkedIna. Opisałam wartości, jakie przyświecają mi w biznesie, i pewien Hindus przedsiębiorca, Dinesh Kothiya, w prywatnym komentarzu odniósł się do nich z perspektywy kultury indyjskiej. W lutym tego roku zaczęliśmy wymieniać poglądy na różne tematy, a po jakimś czasie pomyślałam, że zaproszę go do siebie i pokażę moją firmę. Przyjechał w maju i tak zaczęła się historia naszej trudnej współpracy. Trudnej, bo gdy pojechałam do mojego partnera, byłam pierwszą białą kobietą, jaką widziano w mieście, i pierwszą kobietą, która pojawiła się w jego zakładzie produkcyjnym i zaczęła wprowadzać zmiany organizacyjne. Nie zapomnę nigdy tego buntu mężczyzn. Wspólnik Dinesha odszedł, bo nie chciał pracować pod zarządem kobiety, tym bardziej białej. Dla samego Dinesha to też było niezłe wyzwanie — postawił się swojej kulturze, ponieważ poszedł za kobietą, a nie za mężczyzną, z którym współpracował od wielu lat.

Dzisiaj z perspektywy czasu oraz tego, że firma w przyszłym roku zaczyna produkcję, mogę powiedzieć, że Indie to bardzo fajny kraj, bardzo otwarty na europejską jakość. Co paradoksalne — otwarty także na kobiety, w takim znaczeniu, że dziś moi potencjalni klienci bardzo chętnie dzielą się ze mną wiedzą, doświadczeniami, wspierają. Chcą, żeby europejski producent połączył siły z indyjskim i żeby stworzyć spółkę, która będzie wspierała środowisko. Skupiliśmy się właśnie na tym. Przy okazji biznesu powstał też pomysł, żeby edukować kobiety, pracownice tej firmy. Poziom analfabetyzmu sięga w Indiach 28 proc. Podejmując pracę, kobiety zobowiązują się do nauki czytania i pisania — my opłacamy ich edukację — i do tego, że poślą dzieci do przedszkola, a potem do szkoły.

Niedawno dostałam mejl od jednego z największych producentów pojazdów użytkowych w Indiach, który dowiedział się, że Polka przyjechała do stanu Gudżarat i chce tam edukować indyjskie kobiety i ich dzieci. Był tym wzruszony i zaproponował, bym została dostawcą, bo wyznajemy te same wartości. Tak właśnie narodził się pomysł współpracy.

Poznaj program konferencji “Wellbeing w biznesie - jak odpowiednio zadbać o dobrostan pracowników?”, 8 marca 2023, Warszawa >>

To kapitalna dla mnie historia z dwóch powodów: po pierwsze — że zrobiła pani coś fantastycznego, a drugie — że przełożyło się na biznes. Mówi się, że karma wraca. Pięknie, że wróciła w takiej formie. Na koniec chciałem zapytać, czy nadal trzeba wspierać kobiety w biznesie, a jeśli tak, to w jaki sposób to robić?

Nadal uważam, że trzeba wspierać kobiety w biznesie, chociażby dlatego, że z moich doświadczeń wynika, że droga nie jest łatwa. Wtedy podział między kobietą a mężczyzną był ogromny, a jej prawa… Kobieta — przepraszam za wyrażenie — raczej do garów, do bycia sekretarką i robienia notatek. Silna kobieta, która przychodzi do firmy, podejmuje decyzje, narzuca swoje zdanie, była trudna do zaakceptowania.

Dzisiaj już tak dramatycznie nie jest, nadal jednak są różnice, a pod względem wynagrodzeń nawet ogromne. Jednemu jestem jednak przeciwna — tworzeniu kółka wsparcia kobiet, czyli kobieta wspiera kobietę. Ja nie chcę, żebyśmy gotowały się we własnym sosie, chcę włączać w to mężczyzn. Możemy od nich bardzo dużo się nauczyć, a oni od nas. To jest dla mnie największa wartość, czyli diversity po angielsku. Różnorodność ma dla mnie przeogromne znaczenie, i to najbardziej cenię sobie w organizacji.

dziś: „Blaski, cienie i mity kobiecego biznesu”

goście: Ignacy Morawski — Puls Biznesu, Małgorzata Bieniaszewska — MB Pneumatyka, Kinga Piecuch — HPE, Agnieszka Konarzewska — BNP Paribas

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane