Bardzo wysokie zyski z wizją upublicznienia

Paulina Sztajnert
opublikowano: 2005-11-09 00:00

Porządki są zaawansowane i muszą być szybko skończone, bo konkurencja nie śpi. W obronie pozycji ma pomóc giełda i rekordowe zyski.

„Puls Biznesu”: Konkurencja coraz mocniej depcze Poczcie Polskiej (PP) po piętach. Co się zmieniło za pana kadencji, aby jej sprostać?

Tadeusz Bartkowiak: Wszystko.

Czyli?

Przez dwa ostatnie lata zmienialiśmy strukturę organizacyjną. Przekształciliśmy PP z instytucji zarządzanej terytorialnie w biznesową. Właśnie ten projekt był przygotowywany od mojego przyjścia w październiku 2003 r. Przed kwietniem 2004 r. mieliśmy sto oddzielnych jednostek. Potem staliśmy się jednolitym pracodawcą, co pozwoliło na zmiany organizacyjne. Teraz w PP działa 10 jednostek biznesowych, czyli centrów zysków albo kosztów, które rozliczane są według ekonomicznego rachunku ustalonego dla każdej jednostki. Tak dostosowaliśmy się do wymagań rynkowych w obecnej formule prawnej firmy.

Ale czy to wystarczy, aby obronić się przed konkurencją? Przecież pełna liberalizacja rynku nastąpi już w 2009 r.

Niewykluczone, że nastąpi ona jeszcze szybciej. Dochodzą do nas bowiem informacje, że istnieje możliwość zmiany tych terminów. Dlatego drugą kwestią jest zmiana formy prawnej PP. Dziś wiadomo, że przedsiębiorstwo państwowe z całym otoczeniem organizacyjnym i prawnym jest reliktem choćby z dwóch powodów: po pierwsze — jest niezdolne do funkcjonowania w ramach dyrektyw UE na wolnym rynku, a po drugie — może łatwiej ulegać wpływom politycznym. Ale najważniejszy jest inny powód. Przekształcenie w spółkę umożliwiłoby dostęp do dodatkowych instrumentów finansowych, które pozwoliłyby na finansowanie niezbędnych inwestycji i technologii oraz sprzyjałyby właściwej motywacji pracowników.

Tyle tylko że komercjalizacja PP nie będzie łatwa, choćby z prawnego punktu widzenia.

Wykonaliśmy eksperckie analizy ekonomiczne oraz prawne i określiliśmy sposoby, jak można by to zrobić. Ścieżki są dwie — albo uchwalić specjalną ustawę, albo pójść ścieżką zmiany ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji. Minister infrastruktury wybrał drugie rozwiązanie. Sprawa została przekazana do konsultacji. Pozytywnie wypowiedziały się sejmowe komisje infrastruktury i skarbu państwa oraz rada usług pocztowych przy URTiP. Związki zawodowe także uczestniczyły w dyskusji nad komercjalizacją. Dlatego też organizujemy dziś seminarium poświęcone przekształceniom prawnoorganizacyjnym operatorów pocztowych w UE.

Czy to znaczy, że wszystko jest na dobrej drodze?

I tak, i nie. Szkoda, że posłowie poprzedniej kadencji nie kontynuowali rozpoczętego procesu. Kalendarz wyborczy szybko zaczął biec, sprawa została zawieszona i teraz czeka na nowy parlament. Przeciwników politycznych komercjalizacji jednak nie było i myślę, że nastąpi to bardzo szybko. Zmiany docelowo mają doprowadzić do przekształcenia PP w spółkę prawa handlowego w perspektywie notowaną na giełdzie, co w pełni pozwoli wykorzystać możliwości finansowania. Zarekomendowaliśmy zatem ministrowi wariant prywatyzacji PP poprzez giełdę z większościowym udziałem skarbu państwa. W wielu krajach państwo zostawia sobie zaledwie 20- -30 proc. walorów.

Z góry można założyć, że prywatyzacja nie nastąpi szybko, a zmiany konieczne są już dziś. Skąd zatem weźmiecie pieniądze?

Biorąc pod uwagę kłopoty z budżetem państwa, nie ma co liczyć, że znajdą się pieniądze na inwestycje pocztowe. Dzisiejsze źródła finansowania to wypracowane zyski i kredyty bankowe.

Ile w takim razie PP zdołała już zarobić w tym roku?

Zrobimy historyczny wynik. Po ośmiu miesiącach mieliśmy już 450 mln zł zysku.

Ile potrzeba na inwestycje?

Wydaliśmy już około 1 mld zł, a potrzeba jeszcze 3 mld zł.

Na co zostaną przeznaczone?

Między innymi na inwestycje w rozwój pionu logistycznego, czyli usługi kurierskie. Kiedy te ostatnie pojawiły się na rynku, mieliśmy 100-proc. udział. Teraz okazuje się, że jesteśmy kopciuszkiem, mając zaledwie 3 proc. Chcielibyśmy mieć przynajmniej kilkakrotnie większy udział w rynku.

Może łatwiej byłoby przejąć konkurenta?

Próbowaliśmy odrobić te straty dzięki fuzjom małych firm i przejęciom. np. Stolicy, ale nie udało się. Pozostaje rozwój organiczny poprzez inwestycje w nową infrastrukturę. Chcielibyśmy także zająć się tworzeniem baz danych, aby w przypadku rynku usług dodanych, np. direct marketin- gu, nie popełnić podobnego błędu. Na razie mamy około 70 proc. tego rynku, ale tak naprawdę on jeszcze się dobrze nie rozwinął, a jego potencjał jest wykorzystywany zaledwie w 10 proc.

PP miała jednak stać na trzech nogach. Przychody miały pochodzić nie tylko z działalności logistycznej, ale także finansowej i pocztowej.

Model trzy razy trzydzieści, czyli 30 proc. przychodów z każdego z tych segmentów, jest nadal aktualny. Nie zamierzamy odpuścić usług pocztowych. Na tym rynku chcemy wziąć, co się tylko da. Jeśli natomiast chodzi o usługi finansowe, to mocno odbudowaliśmy pozycję Banku Pocztowego (BP) i powoli wdrażamy plan w życie.

Co on zakłada?

Chcemy, aby na każdej poczcie było co najmniej okienko z produktami bankowymi, których właścicielem będzie BP. W pierwszym etapie uruchomimy 350 okienek. Docelowo w 3,5 tys. poczt będą w pełni świadczone usługi bankowe. W pozostałych 4,7 tys. — podstawowe usługi.

Jaka jest rola PKO BP, mniejszościowego akcjonariusza BP?

PKO BP wnosi know-how, co przyczyni się do rekonstrukcji produktów bankowych.

Może współpracę ułatwiłoby połączenie PP i PKO BP, o którym wspominają politycy?

Podpisaliśmy list intencyjny i porozumienie, które dają możliwość wdrożenia takiego modelu, o którym mówią politycy. Niektórzy wspominają o utworzeniu grupy kapitałowej, ale do tego nasza firma musi być spółką kapitałową.