Mimo trudnej sytuacji na rynku grupa zwiększa przychody
Trzeci kwartał nie będzie dla akcjonariuszy rozczarowujący,
ale o dużych inwestycjach
trzeba na razie zapomnieć.
Inwestorzy przyzwyczaili się już do tego, że na wyniki kwartalne producent deski każe im czekać do ostatniej chwili. Nie inaczej będzie w tym sezonie. Ale ma być nieźle.
— Rozczarowania nie będzie, dwa poprzednie kwartały były dla nas udane pod względem sprzedaży i rentowności operacyjnej. Ten trend powinien się utrzymać — mówi Wioletta Bartosz, członek zarządu i dyrektor finansowy Barlinka.
Na wynik na poziomie netto negatywny wpływ ma jednak systematyczne zamykanie kontraktów terminowych zawartych w ubiegłym roku oraz wycena kredytów walutowych zaciągniętych przez spółkę ukraińską. Ta — jak informuje Wioletta Bartosz — jest mimo wszystko częściowo rekompensowana poprzez umocnienie złotego i pozytywną wycenę kredytów walutowych zaciągniętych przez spółki polskie.
Skąd poprawa sprzedaży w obliczu spowolnienia na ważnych dla Barlinka rynkach zachodnich i dużej niepewności na Wschodzie? Duże znaczenie miała szybkość reakcji.
— Do kryzysu przygotowywaliśmy się od połowy ubiegłego roku. Program oszczędnościowy Arka Noego [wdrożony też w innych spółkach z grupy Michała Sołowowa — red.] wpłynął na obniżenie kosztów o kilkadziesiąt milionów złotych — mówi Paweł Wrona, prezes spółki.
Konkurencja w tyle
Barlinek szybko dostosował się do wymagań rynku — skoncentrował się na produkcji tańszej deski i masowych kanałach dystrybucji ale wprowadził do oferty ekskluzywne podłogi z wysoką marżą.
— Konkurencja była bardziej konserwatywna — podkreśla prezes.
Barlinek przy wszystkich swoich zakładach postawił też linie do produkcji peletu [ekologicznego paliwa z odpadów drzewnych — red.]. W ten sposób nie tylko zużywa odpady, ale jednocześnie nieźle zarabia.
— Peleciarnie pracują z pełnym wykorzystaniem mocy. Ze względu na jakość produkowanego peletu, praktycznie nie dostrzegamy barier po stronie popytu, a rentowność jest lepsza, niż w przypadku deski — mówi Paweł Wrona.
Wśród czynników sukcesu Barlinek wymienia też nowoczesne zakłady produkcyjne i ich dobrą lokalizację: z dostępem do tańszego surowca i siły roboczej.
— To są przewagi nie do skopiowania przez konkurencję w ciągu najbliższych kilku lat — mówi Paweł Wrona.
Stop dużym wydatkom
Na razie grupa nie ucieknie do przodu. Nie ma co liczyć na duże inwestycje, np. wznowienie projektu budowy fabryki płyty w Rosji.
— W najbliższych 14 miesiącach nie podejmiemy decyzji o rozpoczęciu znaczącej inwestycji, bo nie jesteśmy w stanie określić kształtu litery, jaką przybierze kryzys. Jesteśmy ostrożni, choć przygotowani na połowę alfabetu od L do W, a nawet symbol wysokiego napięcia — przyznaje prezes.
W obecnej sytuacji spółce nie byłoby też łatwo o finansowanie skokowego rozwoju. Będzie jednak inwestować kwoty rzędu kilku-kilkunastu milionów złotych m.in. w budowę brykieciarni na Ukrainie, które pozwolą poprawić rentowność całej grupy poprzez jeszcze lepsze wykorzystanie odpadów.
— Grupa jest tak ustawiona, że nawet jeśli koniunktura istotnie pogorszyłaby się — damy sobie radę. W budżecie na przyszły rok zakładamy wcale nie symboliczny wzrost przychodów. Chcemy też utrzymać tegoroczną rentowność operacyjną, która jest znacznie wyższa niż u naszych konkurentów. Rok 2010 to okres optymalizacji naszej działalności operacyjnej. Priorytetem będą wskaźniki efektywności — mówi Paweł Wrona.
Katarzyna
Sadowska