BCC wzywa rząd do reform

BCC, DI
opublikowano: 2009-11-12 13:14

Ostatnie dymisje wysokich urzędników w rządzie, w tym przede wszystkim Adama Szejnfelda, ograniczają niemal do zera szanse na szybki postęp prac nad wieloma projektami ważnych ustaw gospodarczych - uważają specjaliści BCC. Szczególnie ubolewają nad ustawą o promocji gospodarczej Polski za granicą.

Komunikat BCC:

Ostatnie dymisje wysokich urzędników w rządzie, w tym przede wszystkim wiceministra Adama Szejnfelda, ograniczają praktycznie do zera szanse na szybki postęp prac nad wieloma projektami ważnych ustaw gospodarczych. Jedną z ważniejszych z nich – zarówno dla środowiska przedsiębiorców, jak i całej gospodarki – jest ustawa o promocji gospodarczej Polski za granicą, która znajdowała się w planie prac rządu na ten rok.

Jak robią to inni i jaki jest stan obecny? Obserwacja i ocena działań podejmowanych w Polsce przez zagraniczne organizacje wspierania przedsiębiorców jest głęboko frustrująca dla przedsiębiorców polskich. Są oni na co dzień świadkami bardzo wysokiej skuteczności profesjonalnych działań lobbingowych, podejmowanych zarówno przez odpowiednie, zagraniczne organizacje rządowe (np. włoski instytut ICE, Służba Komercyjna Ambasady USA, brazylijska agencja ApexBrasil), jak też przez najwyższego szczebla personel dyplomatyczny ambasad.

Podobnego wsparcia nie mogą doświadczyć od dwu dekad przedsiębiorcy polscy. Business Centre Club wskazywał w swoich wystąpieniach z 12 lutego 2009 r. oraz na seminarium z cyklu „BCC ostrzega” 11 maja, że prowadzenie działań w zakresie promocji i wsparcia przez kilkadziesiąt niezależnych agend państwowych marnotrawi kilkumiliardowy łączny budżet. To oznacza nie tylko stracone pieniądze podatników, ale w efekcie również utracone kontrakty przedsiębiorców i spowalnianie rozwoju gospodarczego kraju. BCC wskazywał jakie rozwiązania należy zastosować. Faktu, że polscy eksporterzy są nadal lokomotywą wzrostu gospodarczego, nie wolno interpretować na korzyść stanu obecnego. Dobre wyniki są osiągane „pomimo”, a nie „dzięki” istniejącym  rozwiązaniom systemowym oraz w warunkach olbrzymiego marnotrawstwa środków budżetowych. Zwłaszcza ten ostatni argument powinien brzmieć alarmująco w dobie kryzysu gospodarczego.

Należy przyznać, że problem jest dostrzegany w wielu ośrodkach odpowiedzialnych za fragmenty promocji gospodarczej. Próby dyskutowania o reformie i potrzebie konkretnych działań były podejmowane w Ministerstwie Gospodarki, zrozumienie nowoczesnej roli dyplomacji wykazuje ścisłe kierownictwo Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dyskutowane są również przymiarki do zmian w usytuowaniu PARP i PAIiIZ. Nie zmienia to faktu, że Polska jest prawdopodobnie jedynym krajem rozwiniętym nieposiadającym sprawnej, rządowej agencji wsparcia swoich interesów gospodarczych za granicą! Znamienne, że w tej sytuacji nikt nie próbuje nawet dyskutować o działaniach i nieefektywności kilkudziesięciu „agencji celowych”, w tym takich molochów jak Polska Organizacja Turystyczna lub o wykorzystywaniu funduszy promocyjnych znajdujących się w prawie każdym ministerstwie, służących de facto finansowaniu „turystyki biznesowej” i imprez klasy cepeliowskiej.

Zmiany w systemie promocji gospodarczej Polski znajdują się w planie pracy Rady Ministrów na ten rok. Tym bardziej bulwersujące jest to, że – jak dotychczas – w tym ważnym zadaniu nie zdarzyło się nic konkretnego. Wręcz przeciwnie, na wniosek wicepremiera i ministra gospodarki oraz pod pretekstem rzekomego braku funduszy na „nową” agencję, projekt ustawy regulującej te kwestie został wycofany z prac Rady Ministrów. Nie ma zmian w ustawie o działach. Nie zmienia się zasadniczo praca polskich dyplomatów, chociaż pozytywnie należy oceniać inicjatywę MSZ o wydaniu szczegółowej instrukcji dla ambasadorów nt. wspierania przez dyplomatów wysiłków eksportowych i inwestycyjnych polskich firm za granicą. Ale nie zastąpi to systemowego zobowiązania personelu ambasad do pracy lobbingowej. Praca taka winna być świadczona w każdym projekcie zagranicznym, który zyskał aprobatę (nieistniejącego dziś) komitetu sterującego, działającego w oparciu o ustawę. W przeciwnym razie tzw. wsparcie będzie aktem dobrej woli, na które dyplomaci nie będą mieli ani środków, ani umocowania, za to poniosą ryzyko narażenia się za „podejrzane” kontakty z biznesem.

W żadnym razie nie można uznać za wyjście z sytuacji idei dociążenia PARP zadaniami profesjonalnej agencji mającej wpierać polskie firmy za granicą. PARP to agencja, która tylko w drodze wyjątku i na ratunkowych zasadach (jako państwowa osoba prawna) jest zaangażowana w organizację dużych przedsięwzięć takich jak ekspozycje w Saragossie, czy Szanghaj 2010, ale nie wolno zapominać, że jest ona skupiona na obsłudze programów unijnych i organizacji szkoleń – zgodnie zresztą ze swoją nazwą. PARP nie ma oddziałów zagranicznych, a jej personel to sprawni urzędnicy, a nie handlowcy i lobbyści. Ten pomysł jest obarczony wszystkimi wadami rozwiązania protezowego. Nie przewiduje ani usprawnienia kierownictwa, ani konsolidacji środków (co z likwidacją innych ośrodków promocji?), ani skutecznej koordynacji działań z ambasadami (bo brak zależności służbowej i umocowania prawnego), ani weryfikacji kadr obsługujących przedsiębiorców za granicą (niekiedy doskonałych, częściej przypadkowych).

Być może lepszym rozwiązaniem ze złych jest – w obecnej patowej sytuacji – próba dostosowania PAIiIZ do roli profesjonalnej agencji. Ta organizacja ma charakter biznesowy w samej idei swego działania i bez trudu mogłaby zaabsorbować istniejące wydziały promocji handlu i inwestycji (WPHI) ambasad jako swoje oddziały zagraniczne. Jest jednak do spełnienia szereg warunków organizacyjnych, aby ta konwersja miała sens: musiałaby przejąć znaczącą część zadań i zobowiązań innych agencji funkcjonujących za granicą (Instytutu Adama Mickiewicza, Polskiej Organizacji Turystycznej, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i wielu innych, afiliowanych przy ministerstwach), na warunkach sukcesji uniwersalnej praw i obowiązków. Musiałaby uzyskać systemowe wsparcie ze strony polskiej dyplomacji, oparte o ustawę o działach i stosowne rozporządzenia wykonawcze. Co więcej, zadaniom i codziennej pracy nowej agencji trzeba nadać charakter dwukierunkowy: powinna zarówno wspierać konkretne działania polskich przedsiębiorców za granicą, jak i aktywnie zabiegać o lokowanie w Polsce zagranicznych inwestycji. Z powyższych powodów Konwent BCC postuluje, by był to – jak obecnie – podmiot prawa handlowego, ale funkcjonujący jako spółka Skarbu Państwa i przyszłego samorządu gospodarczego.

Nie można też tworzyć nowej agencji bez drastycznego okrojenia, jeśli nie likwidacji, dotychczasowego systemu, bo inaczej oznaczałoby to utrzymanie marnotrawstwa i bałaganu kompetencyjnego. Uruchomienie nowych rozwiązań systemowych nie wymaga zwiększenia środków budżetowych, a jedynie konsolidacji istniejących budżetów, w większości wydawanych nieefektywnie.

Business Centre Club jest zaniepokojony marazmem panującym w dziedzinie promocji polskich eksporterów, który dotyka interesów przedsiębiorstw i olbrzymiej rzeszy ludzi w nich zatrudnionych. Z kolei brak dobrej obsługi przedsiębiorców zagranicznych w Polsce skutkuje zmniejszeniem atrakcyjności inwestycyjnej Polski. Stanowiska BCC z początku tego roku niestety wciąż pozostają aktualne.

Czas kryzysu powinien sprzyjać śmiałym działaniom reformatorskim, do których Konwent BCC wzywa rząd.

dr Wojciech Warski
Przewodniczący Konwentu BCC