Beauty of Science liczy na producentów kosmetyków

AT
opublikowano: 2012-05-10 00:00

Na rynku kosmetyki profesjonalnej pojawia się gracz, który chce podbić rynek urządzeniem do badania cery.

Branży kosmetycznej nie da się łatwo porzucić. Przekonał się o tym Wojciech Pyzik, dawny współwłaściciel i prezes Clareny, producenta kosmetyków profesjonalnych. Jego nowym dzieckiem są Wyspy Piękna. To spółka, która od kilku miesięcy próbuje swoich sił na rynku kosmetyków sprzedawanych w gabinetach kosmetycznych. Rzuca tym samym rękawicę Clarenie, która dzisiaj jest liderem rynku.

— Sprzedaż kosmetyków marki Arkana ruszyła miesiąc temu i na razie jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedaży. Na koniec 2012 r. chcemy mieć 1-1,5 mln zł przychodów netto — mówi Wojciech Pyzik, prezes Wysp Piękna.

Mimo że są to dopiero początki, spółce udało się już znaleźć zagranicznych kontrahentów. Jej produkty są już dostępne w bułgarskich i brytyjskich gabinetach. Trafią też na półki w innych krajach.

— Interesują nas rynki wschodnie. Prowadzimy zaawansowane rozmowy w Rosji i na Białorusi — twierdzi Wojciech Pyzik.

Choć z kosmetyką profesjonalną prezes wiąże wielkie nadzieje, to jego oczkiem w głowie jest nowe urządzenie do badania cery. Nati — bo tak się ono nazywa — sprawdza rodzaj cery oraz jej stan.

Na koniec badania klient otrzyma informację, po jaki krem musi sięgnąć, by wyglądała ona jeszcze lepiej, oraz jaki zabieg kosmetyczka powinna wykonać. Zdaniem Wojciecha Pyzika, taka „kosmetyczna recepta” znajdzie zastosowanie m.in. w salonach piękności.

— W Polsce sprzedajemy urządzenie od blisko pół roku. Klientami są gabinety kosmetyczne oraz szkoły kosmetyczne — informuje Wojciech Pyzik.

Lecz to nie salony kosmetyczne mogą się stać największymi odbiorcami Nati, tylko ich producenci. Urządzenie oprócz ceny ma konkurować specjalnym modułem, stworzonym pod konkretną firmę kosmetyczną.

Na małym monitorze komputera, do którego analizator będzie podłączony, pojawią się wskazówki dotyczące pielęgnacji cery z nazwami kosmetyków danego producenta.

— Widzimy zainteresowanie ze strony polskich i zagranicznychpodmiotów. Takie urządzenie to dla nich szansa na poprawę wyników — twierdzi Wojciech Pyzik.

Negocjacje z producentami i dystrybutorami toczą się już na ponad 20 rynkach, m.in. w Europie Zachodniej. Na celowniku wrocławskiej spółki są Szwajcaria, Nowa Zelandia, Wielka Brytania, Hiszpania i Włochy. Część umów ma zostać podpisana jeszcze w tym roku. Rynki eksportowe mogą okazać się motorem wzrostu całego biznesu.

W Polsce spółka rocznie w ciągu pierwszych kliku lat chce sprzedać urządzenia warte ponad 3 mln zł. Na Zachodzie takie przychody będzie generować umowa podpisana z jednym tylko producentem kosmetyków.

— Część z nich ma sieć własnych salonów liczących kilka tysięcy placówek. W każdym miałoby się pojawić nasze urządzenie — twierdzi Wojciech Pyzik. Zdaniem Urszuli Pierzchały, wiceprezes spółki kosmetycznej Miraculum, sam pomysł urządzenia jest interesujący.

— Do tej pory takie porady dawały dermokonsultantki. Pytanie, czy klientki zrezygnują z porad specjalistki na rzecz wynalazku — mówi Urszula Pierzchała.