Beczka polskiego piwa nie jest bez dna

Andrzej Długosz
24-11-1998, 00:00

Andrzej Długosz: beczka polskiego piwa nie jest bez dna

AKCYZA NA PIWO: Zgodnie z projektem przyszłorocznego budżetu, akcyza na piwo i wino miałaby wzrosnąć o 10 proc., zaś na napoje wysokoprocentowe o 8,5 proc. fot. Stefan Zubczewski

Amatorów i producentów tanich win owocowych czeka w Polsce „świetlana przyszłość”. Idą dla nich lepsze czasy dzięki staraniom urzędników Ministerstwa Finansów, którzy po raz kolejny zmianą stawek akcyzy chcą zmienić strukturę spożycia napojów alkoholowych w naszym kraju. Zgodnie z projektem przyszłorocznego budżetu, akcyza na piwo i wino miałaby wzrosnąć o 10 proc., zaś na napoje wysokoprocentowe o 8,5 proc. Taka struktura podwyżek wyraźnie wskazuje na intencje fiskusa, aby zwiększyć spożycie alkoholi wysokoprocentowych kosztem niskoprocentowych.

OZNACZA TO, że autorzy projektowanych zmian w podatku akcyzowym dążą do złamania istniejącego w naszym kraju prawa. Ustawa O wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z 29.10.1996 roku w art. 10 nakłada bowiem na organy administracji państwowej obowiązek, by wydawane przez nie akty prawne „wpływające na strukturę cen napojów alkoholowych” wspierały działania zmierzające do „zmiany struktury spożycia na rzecz napojów o niskiej zawartości procentowej alkoholu”. Proponowane przez rząd zmiany idą dokładnie w przeciwnym kierunku.

RODZI SIĘ pytanie: dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama, jeśli zestawi się dwie pojawiające się informacje: o spadku produkcji sektora spirytusowego i o planowanej na przyszły rok prywatyzacji Polmosów. Wiadomo, że tylko dwa Polmosy są rentowne, reszta stoi na skraju bankructwa. To ewenement w krajach wolnorynkowych. Z kur znoszących złote jaja zrobiono bankrutów właśnie m.in. manipulując akcyzą i podatkami. Teraz fiskus zamierza majstrować przy piwie, które jeszcze jest rentowne. Zmniejszając relatywnie stosunek ceny wódki względem piwa, Ministerstwo Finansów chce poprawić kondycję Polmosów, by sprzedać je za lepszą cenę.

JESTEM PRZEKONANY, że nie uda się kosztem piwa zwiększyć spożycia wódki. Większa cena piwa oznaczać bowiem będzie przede wszystkim wzrost popularności wspomnianych tanich win owocowych, wybieranych przez część klientów ze względu na najkorzystniejszy stosunek ceny do zawartego w nich czystego alkoholu. Nastąpi wzrost sprzedaży takich właśnie tanich win owocowych, które już dziś notują największą dynamikę sprzedaży wśród wszystkich napojów alkoholowych i są główną przyczyną rozszerzania się zjawiska alkoholizmu w Polsce.

KRÓTKOWZROCZNOŚĆ tej polityki jest więc ewidentna. W mentalności urzędniczej podniesienie o 10 proc. akcyzy na piwo miałoby przynieść 10- proc. wzrost dochodów z tej branży. Nic bardziej mylnego. Droższe piwo oznaczać będzie zmniejszenie jego sprzedaży i zmniejszenie dochodów Skarbu Państwa. I to niemałych dochodów. W ub. roku sektor ten dostarczył budżetowi państwa, w postaci różnych opłat i podatków, ponad 2 miliardy PLN, z tego ponad 880 mln zł z tytułu akcyzy. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że branża ta (zgodnie z duchem ustawy o wychowaniu w trzeźwości w zakresie zmiany struktury spożycia napojów alkoholowych) rozwija się prężnie. W ostatnich latach ten wzrost kształtował się na poziomie 10-15 proc. rocznie. Wyjątkiem był rok 1993, gdy miało miejsce chwilowe załamanie na rynku właśnie w związku z obłożeniem piwa wyższymi podatkami.

TA BECZKA PIWA nie jest bez dna i nie da się z niej bez końca czerpać funduszy na łatanie dziur w budżecie. Już teraz polskie piwo jest obłożone niezwykle wysokimi podatkami. Podatek akcyzowy jest w Polsce dwukrotnie wyższy niż w Czechach i aż 22-krotnie wyższy niż w Niemczech. W efekcie polskie piwo jest relatywnie bardzo drogie w stosunku do napojów wysokoprocentowych. Dziś za cenę jednej butelki wódki można w krajach Unii Europejskiej kupić 10-15 butelek piwa, w Polsce — 5-8 butelek. Kolejne podwyżki podatku akcyzowego na piwo w połączeniu ze zmniejszaniem ochrony celnej polskiego rynku przed piwem z UE (gdzie chmiel i słód są dotowane) sprawią, że będziemy pić coraz mniej polskiego piwa. Oznacza to, że mniejsze dochody wpłyną do budżetu Rzeczpospolitej. Mniejsza będzie też pewność zatrudnienia dla kilkudziesięciu tysięcy osób posiadających dziś pracę w sektorze piwowarskim.

Andrzej Długosz jest dyrektorem ds. korporacyjnych w Elbrewery Co. Ltd

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Długosz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Beczka polskiego piwa nie jest bez dna