Jak się okazuje, krajowe innowacje nie pozostają obojętne przedstawicielom Sejmu… zwłaszcza gdy można ich użyć do politycznej gry. Jednak finalnie projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze wspieraniem innowacyjności został przyjęty przez komisje: Finansów Publicznych, Edukacji Nauki i Młodzieży oraz Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.

— To dopiero początek drogi do zmiany postrzegania innowacyjności w Polsce. Słowo innowacyjność budzi pozytywne skojarzenia w społeczeństwie i polityk żadnej opcji nie odważy się wystąpić wprost przeciw ustawie, która ma je wpisane w tytule. Stąd szukanie innych sposobów odrzucenia projektu — zaznacza Wojciech Warski z Business Center Club. Wczoraj komisję zwoływano dwukrotnie. Pierwsze, poranne posiedzenie Komisji ds. Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii zostało przerwane przez przewodniczącego i przełożone na 8 października. To oznaczałoby,że w tej kadencji Sejmu, w sprawie innowacyjności nic już nie da się zdziałać. Jak podała Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego, głosowanie dotyczące ustawy o innowacyjności przerwano na prośbę przedstawiciela Kancelarii Prezydenta.
— Projekt ustawy złożył jeszcze prezydent Bronisław Komorowski. Ostatnio prace nad nim przyspieszyły, wszystko w wierze, że jeszcze w tej kadencji parlament będzie mógł uchwalić nową ulgę podatkową na B+R. Platforma Obywatelska wprowadzenie tej ulgi wpisała sobie do programu wyborczego. Aby ten punkt został zrealizowany, projekt musiał zostać przegłosowany wczoraj, by Senat mógł go przyjąć na ostatnim w tej kadencji posiedzeniu. Po złożeniu podpisu przez prezydenta ulga może obowiązywać od przyszłego roku — wyjaśnia Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan.
Jednak marszałek Sejmu zdecydowała, że prace komisji zostaną wznowione, jeszcze tego samego dnia. W popołudniowej, nadzwyczajnej sesji udział wzięły trzy wymienione wyżej komisje. Projekt ustawy o innowacyjności przyjęto jednomyślnie (dwie osoby wstrzymały się od głosu). Zaproponowane w nim zmiany są na rękę wielu przedsiębiorcom, zwłaszcza start-upom technologicznym, naukowcom i przedstawicielom funduszy venture capital, inwestujących w innnowacyjne koncepty biznesowe.
— Projekt ustawy zakłada, że poniesione w ramach działalności badawczo-rozwojowej koszty podatnik będzie mógł odliczyć od dochodu wskazanego w zeznaniu podatkowym. Mówimy m.in. o odliczeniu 30 proc. kosztów związanych z wypłatą wynagrodzeń osobom pracującym przy projektach B+R oraz 20 proc. (małe i średnie firmy) lub 10 proc. (duże firmy) w przypadku kosztów nabycia surowców i materiałów niezbędnych do realizacji prac B+R, zamówionych ekspertyz czy usług doradczych. Osobiście uważam, że można byłoby pójść o krok dalej i wprowadzić jednakowe zasady dla wszystkich firm, bez względu na ich wielkość — wyjaśnia Przemysław Pruszyński.
Projekt ustawy wprowadza też zmiany w kwalifikacji opodatkowania aportu własności intelektualnej i przemysłowej z uczelni i instytutów badawczych. Zawiera też zapisy, których oczekiwali reprezentanci funduszy venture capital. Wielu zapisom zawartym w projekcie nie było jednak przychylne Ministerstwo Finansów. Jak zaznaczał Jarosław Neneman, wiceminister finansów, we wcześniejszych rozmowach z „Pulsem Biznesu”, ustawa może rozmyć granicę między tym, co jest a co nie jest działalnością badawczo-rozwojową. Wykorzystywać mogą to mniej uczciwi przedsiębiorcy, do tego o poprawności kwalifikacji będzie decydować fiskus.