Firmy budowlane alarmują, że drożejące materiały - takie jak asfalt, paliwa i stal - powodują, że realizowane przez nie kontrakty tracą rentowność i generują straty. Podobne problemy mają korporacje utrzymujące drogi oraz dostarczające bariery, znaki drogowe itp.
- Rosnące ceny stali i coraz trudniejszy dostęp do niektórych jej gatunków, uderzają w produkcję urządzeń zapewniających bezpieczeństwo ruchu drogowego, np. barier. Problemy występują nie tylko w Polsce, dotykają firm z całej Europie. Kontrahenci dają nam godzinę na akceptację warunków umowy, mimo że dostawy oferują za kilka miesięcy. Jeśli się nie zgodzimy, łatwo znajdą innego klienta na nasze miejsce - mówi Grzegorz Bagiński, dyrektor generalny Saferoad w Polsce, grupy zajmującej się zarówno utrzymaniem dróg jak i dostawą urządzeń bezpieczeństwa.
Twierdzi, że będzie jeszcze gorzej.
- Zakładamy, że w połowie roku mogą wystąpić przerwy w produkcji i dostępności np. barier drogowych, bo nie będzie ich z czego wyprodukować – dodaje Grzegorz Bagiński.
Ceny stali szybują od tygodni
Firmom doskwierają zwłaszcza szybujące ceny kształtowników. Z danych Polskiej Unii Dystrybutorów Stali, odzwierciedlających ceny z ubiegłego tygodnia wynika, że trzeba za nie zapłacić nawet 9,5 tys. zł za tonę. Grzegorz Bagiński informuje jednak, że obecnie są oferty z cenami przekraczającymi nawet 10 tys. zł za tonę. Kształtowniki są wśród najmocniej drożejących w ostatnich tygodniach produktów, ale ich ceny powoli zaczynają się stabilizować. W szczycie sezonu budowlanego w ubiegłym roku kosztowały 6,4 tys. zł za tonę. Ponad 10 tys. zł kosztują także grube blachy konstrukcyjne, a blachy gorącowalcowane są niewiele tańsze, wg. danych PUDS kosztują maksymalnie 9 tys. zł. Stale drożeją profile HEB 200, których ceny zbliżają się do 7,5 tys. za tonę.

Zdaniem Grzegorza Bagińskiego, firmy sprowadzające stal zza wschodniej granicy zmienią kierunki dostaw i sytuacja pod koniec roku ustabilizuje się.
Wiosna przynosi podwyżki cen soli do sypania dróg zimą
Wówczas jednak może pojawić się inny problem, którego pierwsze symptomy przedsiębiorcy dostrzegają już dziś. Chodzi o dostępność soli drogowej.
- Sporo firm sprowadzało ją np. z Ukrainy, ale obecnie dostawy zostały odcięte. Rozmawiamy więc z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), by sól uznać za materiał strategiczny i by państwo zabezpieczyło jej dostawy – twierdzi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa (OIGD).
Problem dotyczy nie tylko zapewnienia soli na drogi krajowe, ale także na samorządowe.
- W ubiegłym roku sól podrożała o 20 proc., a obecnie dostawcy sygnalizują podwyżki o 50 proc. – wylicza Grzegorz Bagiński.
Krajowe firmy będą musiały zaopatrywać się głównie z Kłodawie i KGHM, który w ostatnich latach dostarczał mniej soli na polskie drogi. Grzegorz Bagiński uważa, że zarządcy dróg powinni dopuścić możliwość stosowania różnych gatunków soli, dzięki czemu więcej będzie jej można sprowadzić także zza zachodniej granicy.
Do solarek oraz innych pojazdów służących do utrzymania dróg potrzeba dużo paliwa, które także znacznie podrożało. Firmy zajmujące się utrzymaniem dróg mają prawo do waloryzacji kosztów związanych z jego zakupem. Waloryzacja jest też zależna od wskaźnika CPI, ale jej limit ustalono na 5 proc. Barbara Dzieciuchowicz informuje, że kierowana przez nią izba zwróciła się do GDDKiA z prośbą o zmianę limitu. W przypadku nowych kontraktów budowlanych dyrekcja zaproponowała podwyższenie do 8-10 proc. W umowach na utrzymanie dróg OIGD postuluje ustalenie limitu na poziomie 40 proc. wynagrodzenia początkowego.