Będzie więcej bubli w prawie

Jarosław Królak
opublikowano: 09-10-2009, 00:00

Politycy na wszelki wypadek będą unikać lobbystów. A bez lobbingu — legalnego i jawnego — nie ma demokracji.

Po aferze hazardowej konsultacjom nowych ustaw grozi zapaść

Politycy na wszelki wypadek będą unikać lobbystów. A bez lobbingu — legalnego i jawnego — nie ma demokracji.

Słowo lobbing jest w ostatnich dniach odmieniane przez wszystkie przypadki w najbardziej negatywnym kontekście. Przedstawiciele profesjonalnych firm lobbingowych zarejestrowanych w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (jest ich 142) nie mają złudzeń — będą mieć utrudniony dostęp do polityków oraz wpływ na kształt ustaw.

— Lobbing był w Polsce odbierany dwuznacznie, a teraz to już zupełnie źle będzie się kojarzył. Afera hazardowa doprowadzi do tego, że nawet uczciwi urzędnicy w ministerstwach oraz parlamentarzyści będą ze strachu unikać kontaktów z organizacjami lobbystycznymi. Ta atmosfera nagonki i paniki odbije się bardzo negatywnie na jakości tworzonego prawa — twierdzi Grzegorz Gorczyca, prezes Auxilium Consulting (widnieje w oficjalnym rejestrze lobbystów prowadzonym przez MSWiA).

Inni podzielają jego obawy.

Demokracja zagrożona?

Oficjalny wpływ organizacji pozarządowych, gospodarczych oraz zawodowych lobbystów na proces stanowienia prawa jest dozwolony. Mogą one składać w resortach i parlamencie swoje opinie, analizy i propozycje zapisów w interesujących ich ustawach. Prawo jednak nakazuje urzędnikom i politykom rejestrowanie takich kontaktów. Z tym bardzo często są na bakier. Przykład: rozmowy byłego już szefa klubu PO z biznesmenami od hazardu, które doprowadziły do kryzysu rządowego.

Czy teraz politycy i urzędnicy nie wystraszą się na dobre, a między nimi a legalnymi lobbystami nie wyrośnie mur nieufności i niechęci?

— Pogłębi się negatywny wydźwięk słowa lobbing, co uderzy w firmy zajmujące się tą działalnością. Poleciały głowy w rządzie. Politycy są przerażeni. Na wszelki wypadek będą uciekać od kontaktów nawet z profesjonalnymi lobbystami. Mogą sabotować nawet słuszne i legalnie przedstawiane propozycje rozwiązań prawnych. Skutkiem tego byłoby kiepskiej jakości urzędnicze prawo — uważa Witold Michałek, ekspert Business Centre Club (organizacja wpisana do rejestru lobbystów).

Podobnie wypowiada się Anna Garwolińska, prezes firmy Glaubicz Garwolińska Consultants (figuruje w rejestrze lobbystów).

— Bez jawnego lobbingu państwo demokratyczne nie może funkcjonować. Afera hazardowa może utrudnić konsultacje społeczne projektów ustaw. Jeżeli polity-cy i urzędnicy zamkną się na dialog, to będziemy mieć prawo biurokratyczne. Jak w poprzednim ustro- ju — ostrzega Anna Garwo- lińska.

Rafał Iniewski z PKPP Lewiatan (organizacja pracodawców nie jest wpisana do rejestru MSWiA) podkreśla, że w demokracji jawny lobbing to norma.

— To niezbędny sposób komunikowania się grup społecznych z władzą. Lobbing nie istnieje chyba tylko w Korei Północnej i na Białorusi. W Polsce, niestety, także kuleje. Afera hazardowa pokazała patologię, że politycy i wysocy urzędnicy są gotowi reagować na telefon rozmaitych biznesmenów, natomiast bardzo często wyrzucają do kosza dobre propozycje prawne ekspertów. Istnieje ryzyko zablokowania legalnego lobbingu. To byłby jednak koniec demokracji w Polsce — alarmuje Rafał Iniewski.

Politycy drżą ze strachu

O przyszłość dialogu społecznego i konsultacji ustaw zapytaliśmy przedstawicieli największych partii politycznych.

— Dziś politycy boją się już chyba wszystkiego, szczególnie wpływu lobbystów. Słowo lobbing kojarzy się jak najgorzej. Może pomogłoby wyrzucenie go ze słownika i zastąpienie innym, o mniejszym ładunku negatywnych skojarzeń. Uważam jednak, że powinien zwyciężyć zdrowy rozsądek i jawny lobbing powinien istnieć —mówi Krystyna Skowrońska, posłanka PO.

Maks Kraczkowski, poseł PiS, bije w "załatwiaczy".

— Czym innym jest dialog w stylu: "Rysiu, ja ci to załatwię", a czym innym oficjalne kontakty z grupami społecznymi. W Sejmie nie ma miejsca dla "załatwiaczy spraw". Regulamin Sejmu pozwala natomiast na udział legalnych lobbystów na posiedzeniach komisji. A czy ich propozycje będą uwzględniane, to już inna sprawa — mówi Maks Kraczkowski.

Marek Wikiński, poseł SLD, zapewnia, że jego partia jest otwarta na zgodne z prawem działania lobbystów.

— Obecna atmosfera jest najgorsza z możliwych. Może to utrudnić dialog społeczny nad ustawami, ale ufam, że do tego nie dojdzie. Zaproponujemy nagrywanie posiedzeń podkomisji sejmowych, aby było wiadomo, kto i jakie poprawki wnosi — mówi Marek Wikiński.

Maciej Sankowski

prezes firmy lobbingowej Viewpoint Group

Od kilku lat działamy w parlamencie. Mamy specjalne przepustki, które są odnawiane co kwartał. We wniosku musimy wskazywać, dla kogo pracujemy. To służy jawności. Jednak w parlamencie bywa sporo lobbystów niezarejestrowanych. Według mojej wiedzy, działa w nim co najmniej kilkunastu ukrytych lobbystów. Nie mają przepustek, nie ma śladu ich aktywności. Oni jednak mają wstęp na posiedzenia podkomisji sejmowych, gdzie wykuwa się ustawy, a oficjalni lobbyści nie mają tam wstępu. To absurd.

Słyszałem o przypadkach zakulisowych działań lobbystów wobec posłów czy senatorów. Nie słyszałem jednak, aby załatwiano jakieś rozwiązania prawne za łapówki. Nie można jednak tego wykluczyć. Mam nadzieję, że afera hazardowa przysłuży się uporządkowaniu lobbingu w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane